Ożywienie pod znakiem zapytania

  • Jacek Kowalczyk
09-05-2014, 00:00

Przemysł Niemiec zanotował ostatnio złą serię. Oby to były tylko chwilowe potknięcia.

Jeszcze niedawno wydawało się, że niemiecka gospodarka dynamicznie wychodzi z kryzysu i ma przed sobą kilka kwartałów rosnącej koniunktury. Niestety, przemysłowa machina naszego sąsiada wyraźnie się zacina. Jak podało w czwartek federalne biuro statystyczne, w marcu produkcja przemysłowa spadła o 0,5 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem, choć ekonomiści oczekiwali wzrostu o 0,2 proc. To pierwszy spadek od listopada ubiegłego roku. Inna miara (dane również oczyszczone sezonowo i po uwzględnieniu różnic w liczbie dni roboczych, jednak według nieco innej metodologii) mówi nawet o spadku produkcji o 1,9 proc., co jest najsłabszym wynikiem od stycznia 2009 r. To kolejne słabe dane z niemieckiego przemysłu. Wcześniej rozczarowały np. informacje o zamówieniach — spadły w marcu o 2,8 proc. miesiąc do miesiąca, czyli najmocniej od półtora roku.

Skurczyły się głównie zamówienia z zagranicy (o 4,6 proc. w miesiąc). Wskaźnik koniunktury PMI pokazywał natomiast, że od lutego poprawa sytuacji w przetwórstwie wyraźnie straciła impet. „Ogólna tendencja niemieckiego przemysłu jest pozytywna, jednak może ona nieco słabnąć” — tłumaczyło i uspokajało w środę ministerstwo gospodarki Niemiec. „Sytuacja geopolityczna na świecie [chodzi głównie o kryzys ukraińsko-rosyjski — red.] odbija się na zamówieniach przemysłowych, jednak sytuacja ta ma charakter tymczasowy”. Nie można jednak wykluczyć, że ostatnie słabe dane to jaskółki bardziej trwałego hamowania w niemieckiej gospodarce. Być może optymizm dotyczący ożywienia był przesadzony.

— Nadal trzymamy się prognozy, że w 2014 r. Niemcy odnotują przyzwoity wzrost gospodarczy, zbliżony do 2 proc. Zakładamy, że do popytu zagranicznego dołączy wzrost popytu krajowego. Niestety, ostatnie dane budzą pewien niepokój. Trzeba uważnie śledzić następne dane, bo nie można wykluczyć, że perspektywy dla Niemiec jednak się pogarszają — mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego.

Byłaby to bardzo zła wiadomość również dla polskiej gospodarki, bo tempo naszego rozwoju jest silnie powiązane z koniunkturą w Niemczech. Jeśli tam ożywienie osłabnie lub zostanie przerwane, ten sam los może czekać również nas.

— Polska również w ostatnich dwóch miesiącach odnotowuje dość rozczarowujące wyniki. Trzeci miesiąc, czyli dane za kwiecień, będą decydujące. Jeśli dane zawodzą przez trzy miesiące z rzędu, to nie można już mówić o chwilowych problemach. Jest to już podstawa do rewidowania oczekiwań na kolejne kwartały — mówi Piotr Kalisz.

Lekko zaniepokojony jest też Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

— Na razie słabe dane z Niemiec i Polski traktuję jako pewne przejściowe, nieistotne zaburzenie. Badania wśród niemieckich przedsiębiorców pokazują, że nadal są optymistycznie nastawieni i ożywienie powinno być kontynuowane. Jednak o ile jeszcze niedawno wydawało się, że będzie można rewidować prognozy dla Polski w górę, teraz pojawia się ryzyko, że w dół — mówi Rafał Benecki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Ożywienie pod znakiem zapytania