Palladia: O co chodzi Trichetowi?

Palladia Capital Markets
opublikowano: 22-11-2005, 10:59

Poniedziałek nie przyniósł większych zmian na złotym patrząc na odchylenie od parytetu, które utrzymywało się w okolicach 13,50 proc. po mocnej stronie. Nie znaczy to jednak, że nic ciekawego się nie działo. Spokojnie było na parze EUR/PLN, gdzie oscylowaliśmy wokół 3,9750.

Poniedziałek nie przyniósł większych zmian na złotym patrząc na odchylenie od parytetu, które utrzymywało się w okolicach 13,50 proc. po mocnej stronie. Nie znaczy to jednak, że nic ciekawego się nie działo. Spokojnie było na parze EUR/PLN, gdzie oscylowaliśmy wokół 3,9750. O wiele większe emocje towarzyszyły na parze USD/PLN - przez kilka godzin kurs spadał i ustanowił nowe lokalne minimum na 3,3615, aby w końcówce sesji gwałtownie wzrosnąć w rejon 3,38. To wynik sporej zmienności na rynku eurodolara. Dzisiaj rano złoty otworzył się mocniejszy. O godz. 9:30 za jedno euro płacono 3,9640 zł, a za dolara 3,38 zł.

Wczoraj uwagę rynku zwróciły dwie kwestie. Pierwsza to konferencja związana z przedstawieniem tzw. „Raportu otwarcia”, gdzie premier Marcinkiewicz powtórzył optymistyczne prognozy dla polskiej gospodarki zakładające jej ponad 5 proc. r/r wzrost w najbliższych latach. Dodał także, iż nie zamierza odwoływać minister Teresy Lubińskiej, gdyż w jego opinii dobrze sprawuje ona swój urząd. Odniósł się tym samym do spekulacjach na temat wniosku nieufności dla niej, który zamierza w Sejmie złożyć SLD. Sojusz w tej sprawie ma podjąć decyzję jeszcze dzisiaj. Kolejna konferencja (Międzynarodowego Funduszu Walutowego) nie była już tak optymistyczna i pojawiło się podczas niej kilka negatywnych informacji. Obniżona została perspektywa wzrostu gospodarczego na ten i przyszły rok. I tak odpowiednio do 3,0 i 4,0 proc. r/r. Dodatkowo mimo prognozy utrzymania inflacji wokół celu NBP w najbliższych dwóch latach, MFW nie widzi silnych argumentów przemawiających za dalszymi obniżkami stóp procentowych – w podobnym tonie zaczyna wypowiadać się także coraz więcej analityków ankietowanych przez agencję Reuters. Skrytykowana została także postawa polskiego rządu, którego zdaniem nie należy spieszyć się z przyjęciem euro. Eksperci funduszu uważają, iż ciężko będzie zredukować deficyt bez cięć wydatków i powtórzyli, że kluczowe dla Polski będzie obniżenie deficytu sektora finansów publicznych. Zdaniem Susan Schandler, szefowej misji MFW w Polsce tzw. kotwica budżetowa na poziomie 30 mld zł deficytu jest dobrym rozwiązaniem, ale raczej niewystarczająca w dłuższym terminie, tak aby spełnić w ciągu 3-4 lat kryteria wejścia do strefy euro. Co jednak ważniejsze - jej zdaniem optymizm rządu w kwestii wpływów budżetowych zaplanowanych na przyszły rok nie powinien stać się wyznacznikiem dla wprowadzenia cięć i zwolnień podatkowych. Upraszczając sprawę - zdaniem MFW założenia rządowe są zbyt optymistyczne i konieczne są wyraźniejsze deklaracje co do obniżenia wydatków, aby wprowadzić zapowiadane preferencje podatkowe.

Jak zawsze w poniedziałek na rynek napłynęło kilka informacji z rynku długu. W samo południe resort finansów podał, że na przetargu rocznych bonów skarbowych sprzedano wszystkie papiery o wartości 500 mln zł. Zgłoszony przez inwestorów popyt wyniósł 1,94 mld zł, a średnia rentowność wyniosła 4,374 proc. Ministerstwo opublikowało także szczegóły dotyczące przetargu zamiany obligacji, która odbędzie się w środę. Zaoferowane zostaną serie OK1207 i DS1110 w zamian za odkup serii PS0206, OK0406 i PS0506. Stabilnie zachowywał się wczoraj  węgierski forint, który po rannym spadku w relacji do euro w okolice 254 przez dalszą część sesji pozostawał poniżej tego poziomu.  Dzisiejsze ranne otwarcie na parze EUR/HUF nie przyniosło na razie większych zmian. Warto jednak pamiętać o tym, że dalsze osłabienie forinta, które sugeruje analiza techniczna (257,00) doprowadzi do wyprzedaży także na złotym.

Dzisiaj uwaga rynku skupi się na kilku kwestiach. Na swoim posiedzeniu rząd Kazimierza Marcinkiewicza ma zająć się kwestią autopoprawki do przyszłorocznego budżetu, a także zdecydować, czy poprzeć unijny budżet rok 2006. Można spodziewać się, że teza 30 mld kotwicy deficytu będzie dalej dopracowywana, a z „protestów” wobec unijnego budżetu rząd się ukradkiem wycofa. Czy to jednak wystarczy, aby np. wyraźnie umocnić złotego? Raczej nie, gdyż tak naprawdę losy przyszłorocznego budżetu rozstrzygną się na początku grudnia w Sejmie i to przy głosach LPR i Samoobrony... Drugą kwestią będzie publikacja danych o inflacji bazowej za październik – rynek oczekuje figury 1,3 proc. r/r i ta publikacja nie powinna wpłynąć na notowania.

Podsumowując – lansowana od kilku dni teza o zbliżającym się osłabieniu naszej waluty nadal jest słuszna. Technika pokazuje, że trudno będzie liczyć na zejście EUR/PLN poniżej 3,9550-3,96 i oczekiwałbym szybkiego powrotu w okolice 3,9850 i dalej 4,00. W przypadku USD/PLN wsparciami są okolice 3,3750, a opór można wyznaczyć w rejonie 3,3950-3,40.

Rynek międzynarodowy:

Poniedziałek przyniósł przecenę europejskiej waluty względem dolara, chociaż początek sesji był jeszcze pozytywny dla wspólnej waluty - kurs EUR/USD ustanowił maksimum na poziomie 1,1837. Pomogły lepsze dane o bilansie handlowym we wrześniu, gdzie odnotowano 1,4 mld EUR nadwyżki wobec -0,3 mld EUR oczekiwanego deficytu. Dodatkowo większość inwestorów czekała na popołudniowe przemówienie szefa Europejskiego Banku Centralnego w Parlamencie Europejskim. Nastroje podgrzała wypowiedź jednego z członków ECB, Klausa Liebschera, który stwierdził, że do podwyżki stóp procentowych powinno dojść szybciej niż później, aby walczyć z rosnącą inflacją. W podobnym tonie przemawiał także początkowo Jean Claude Trichet. Powtórzył on, iż są sygnały świadczące o ożywieniu gospodarki. Dodał również, iż istnieje ryzyko wzrostu inflacji i dla utrzymania jej w ryzach bank centralny nie wyklucza podwyżki stóp procentowych. W końcówce wprowadził jednak sporą dezorientację na rynkach przyznając, że w najbliższym czasie nie oznacza to, że rozpocznie się seria podwyżek stóp procentowych. To doprowadziło do sporej przeceny EUR/USD - w ciągu kilku minut notowania spadły z 1,1830 na 1,1750. Wielu inwestorów liczyło na to, że ECB zaostrzy swoją politykę już 1 grudnia. Rynek powrócił tym samym do dolara. Pomogły w tym nieco lepsze dane o wskaźnikach wyprzedzających w gospodarce (wzrost o 0,9 proc. m/m wobec oczekiwanych 0,8 proc. m/m), a także nocne przemówienie członka FED, Michaela Moskowa. Przyznał on, że dalsze podwyżki stóp procentowych są konieczne, aby skutecznie walczyć z inflacją.

Dzisiaj rano spadki EUR/USD były kontynuowane. O godz. 10:00 za jedno euro płacono 1,1710 dolara. Czy zatem można spodziewać się powrotu do zniżek eurodolara? Nie do końca - w ostatnich dniach Trichet pokazywał, że potrafi zaskakiwać inwestorów, a stwierdzenia o rosnących ryzykach dla inflacji nie były rzucone na wiatr. Dzisiaj jednak preferowany może być dolar – z racji oczekiwania na publikację tzw. zapisków z listopadowego posiedzenia FED (godz. 22:00). Po naruszeniu poziomu 1,1730 analiza techniczna sugeruje spadek w okolice 1,1680. Na niższe poziomy raczej nie należy liczyć. Cały czas możliwa jest zwyżka EUR/USD w okolice 1,19 na koniec tygodnia.

Marek Rogalski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Palladia Capital Markets

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane