Pan karp i Polacy

Adrian Chimiak
opublikowano: 20-12-2006, 00:00

Zawsze można kupić filety. Jednak wtedy rybę je się zbyt szybko, a przecież tym smakiem warto się delektować — mówi dyrektor Janusz Preuhs.

Ryba lubi pływać, a karpie w Krogulnej mają w czym, bo stawy zajmują 575 hektarów. Założone w 1959 r. Gospodarstwo Rybackie dostarcza na śląskie stoły 400 ton tego wigilijnego przysmaku.

— Hodujemy również inne ryby, np. szczupaki, amury, tołpygi i sumy, jednak gros naszej sprzedaży to właśnie karpie. Przygotowane do sprzedaży mają zazwyczaj od 1,2 kg do 2 kg, ale proszę spojrzeć na tego — sięga po czerpak Janusz Preuhs, dyrektor gospodarstwa.

Wyciąga z wody prawie półmetrową rybę. Zwraca uwagę na łuski. Mówi, że karp jest piękny.

— Dlatego żaden z naszych stawów nie może mieć betonowych brzegów — karpie poraniłyby sobie boki — wyjaśnia dyrektor.

Nie tylko dla zysku

Uskakujemy przed ciężarówkami wywożącymi kolejne partie ryb. Buty grzęzną w błotnistej mazi. Delikatny zapach karpi wypełnia nozdrza przyjezdnych.

— U nas, w detalu, karpie prosto z wody kosztują po 9 zł za kilogram, ale tak naprawdę, to nie bijemy się o zyski. Jesteśmy na terenie Stobrawskiego Parku Krajobrazowego — znajduje się tu wiele rzadkich roślin, mnóstwo zwierząt, dbamy o nie, pilnujemy przyrody, a woda z naszych zbiorników służy również do gaszenia pożarów — opowiada pan Janusz.

Do pilnowania stawów nie potrzeba firmy zewnętrznej. Robią to leśnicy i strażnicy leśni. Alarmują, gdy na stawie znajdzie się amator cudzej własności.

— Znacznie większe spustoszenie robią ptaki. Ale na to nic nie poradzimy — uśmiecha się Janusz Preuhs.

Chlupot wody wzmaga się. Dochodzimy do punktu załadunku ryb. Podajnik taśmowy transportuje karpie na górę, tam są ważone i umieszczane w ciężarówkach.

— Do października karpie nabierają wagi w tzw. stawach letnich. Później przenosimy je do specjalnego zbiornika, gdzie zagęszczenie ryb wzrasta kilkusetkrotnie. To bardzo ważny moment, od tej chwili przez cały czas jest pełny nadzór. Woda ma temperaturę poniżej 12 stopni, procesy życiowe karpi zostają spowolnione, nie wymagają już dokarmiania — opowiada dyrektor.

Aby utrzymać odpowiednią ilość tlenu, na bieżąco wymieniana jest woda dostarczana przez rzekę Stobrawę. Co pewien czas włączają się pompy powietrza.

— Stawy są bardzo płytkie, mają metr, półtora głębokości. Latem woda się nagrzewa, co przy spełnieniu warunków dotlenienia sprzyja wzrostowi ryb. Jednak poprzedniej zimy mróz był silny i trwał aż do początków kwietnia, przez co temperatura wody pod lodem spadła poniżej 4 stopni i ryby przeziębiły się. Ponieśliśmy straty, ale odrobiliśmy je dzięki słonecznemu latu — mówi Janusz Preuhs.

W wigilijnym rytmie

W tym roku grudzień był wyjątkowo łaskawy, udało się poprawić zeszłoroczny wynik o 30 ton. Głównymi odbiorcami są przede wszystkim sieci Tesco, Real i Makro.

— Zdarzało się, że w poprzednich latach kupowano mniej karpi, ponieważ importowano je z Czech. Ale wkrótce się okazało, że klienci bardzo nieufnie podeszli do zakupów zagranicznych przysmaków. W tym roku widzimy powrót do sprawdzonych polskich ryb — twierdzi dyrektor Preuhs.

Tłumaczy, że to dobrze, że w roku nie jemy karpi na co dzień. Polska tradycja spożywania ich w wieczór wigilijny naturalnie pokrywa się z okresem wzrostu karpi.

— Sprzedajemy je przez cały rok, ale ilości są minimalne. Większym zainteresowaniem cieszą się wtedy pozostałe ryby. Jednak nie ma szans, by na naszych świątecznych stołach np. tołpygi zastąpiły karpie. Lubimy eksperymentować, ale w tym wypadku jesteśmy tradycjonalistami — zapewnia Janusz Preuhs.

Bardzo tutejsza ryba

Aby podtrzymać tę tradycję, hodowcy karpi założyli ogólnopolskie stowarzyszenie Pan Karp. Jego zadaniem jest integracja środowiska hodowców, wypromowanie znaku, którego logo ma dawać pewność, że kupowana ryba jest zdrowa, a w trakcie hodowli przestrzegane były odpowiednie procedury.

— W tym roku w Polsce wyhodowano tyle samo pstrągów, co karpi. Tylko że pstrąga wysyła się na eksport, a kto za granicą kupi karpia? — pyta dyrektor.

Są kraje, gdzie karpie, tak jak grzyby, uznaje się za niejadalne. Może zagraniczna ekspansja powiodłaby się, gdyby udało się wyhodować karpia bez ości?

— Nie, to niemożliwe, ale zawsze można kupić filety. Jednak, wtedy rybę je się zbyt szybko, a przecież tym smakiem warto się delektować — mówi z przekonaniem Janusz Preuhs.

Ubłoceni po uszy stajemy w końcu na parkingu. Cały czas przyjeżdżają samochody, sporo z nich ma rejestracje spoza Opolszczyzny.

— Upodobania smakoszy zmieniają się co sto kilometrów. Na przykład górnicy ze Śląska wolą duże karpie, dwukilowe. Takie też mamy — wyjaśnia dyrektor.

Karpie mają ładne widoki

Tuż obok zaczyna się kolejny staw, wzdłuż parkingu płynie rzeka. Wpatrzeni w zanurzające się w niej chmury rozmawiamy o walorach turystycznych terenu.

— Chcę tu zbudować duży pomost. Już teraz przyjeżdża sporo szkolnych wycieczek. Nasz ichtiolog opowiada im o rybach, ale myślę też o zorganizowaniu odpłatnego wędkowania — planuje pan Janusz.

Miejsce jest naprawdę malownicze, w takim otoczeniu ryba musi smakować. Może warto otworzyć smażalnię? Mnóstwo ścieżek rowerowych, niepowtarzalna przyroda parku krajobrazowego — to atuty okolic Krogulnej.

— Chodźmy do biura, pokażę coś panu — prowadzi mnie na górę dyrektor.

Na wprost drzwi okno niemal na całą szerokość ściany. Ramę stanowią szuwary i gałęzie, w środku staw, dalej lasy. Na parapecie leży aparat fotograficzny.

— Rano, gdy wschodziło słońce, zrobiłem zdjęcie. Te czerwienie są autentyczne, a staw z karpiami o tej porze ma naprawdę taką stalową barwę — opowiada Janusz Preuhs.

Zastaje nas mrok, a ja jestem oczarowany. Karmienie ryb z łodzi, pływające po stawach łabędzie, zanurzeni po pas w mule pracownicy czyszczący zbiornik, rozłożony na powierzchni wody grzybień biały i kotewka orzech wodny.

Kiedy siedzę już w aucie, z tyłu trzepoczą się dwa karpie. Jak to było? Wsadzić do żaroodpornego naczynia usmażone płaty, pokrojoną świeżą cebulę i pomidora położyć na rybie, niech przenikną się wzajemnie soki i zapachy. Potem...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy