Panie Bartku, pan się nie boi!

  • Andrzej Malinowski
opublikowano: 19-04-2012, 00:00

KOMENTARZ

Nie miały obaw ani minister E. Bieńkowska, ani minister J. Mucha. Nie bali się ministrowie M. Korolec, J. Gowin, W. Kosiniak-Kamysz. Nie lękali się M. Sawicki i M. Budzanowski. Przestraszył się tylko Bartosz Arłukowicz, minister zdrowia.

Pracodawcy to odpowiedzialni, ale jednocześnie dociekliwi ludzie. Tuż po exposé premiera Tuska, które wywołało wiele pytań i wzbudziło sporo wątpliwości w naszym środowisku, zaproponowaliśmy cykl debat pod hasłem „Nowe otwarcie. Strona rządowa — pracodawcy”. Jak by nie patrzeć, to na nas — pracodawcach — rząd testuje swoje pomysły.

Nic więc dziwnego, że chcemy wiedzieć, co nas czeka, na co możemy liczyć, a czego się obawiać, jakie plany mają poszczególne resorty. Spotkania z ministrami pomyślane były jako forum wymiany myśli i niczym nieskrępowanej, pozbawionej formalizmów dyskusji między ludźmi gospodarki a decydentami.

Między przedsiębiorcami tworzącymi dochód narodowy a najważniejszymi w państwie urzędnikami odpowiedzialnymi za wydawanie publicznych pieniędzy i kształtowanie otoczenia gospodarki.

Okazało się, że ministrom gabinetu Donalda Tuska bezpośredni kontakt z pracodawcami był również potrzebny. Słuchali, spierali się, przekonywali do swoich racji. Minister środowiska zgadzał się z nami, że realizacja unijnych planów ograniczenia CO 2 może zniszczyć polskie firmy, zaś szefowi resortu sprawiedliwości przekazaliśmy własne pomysły na usprawnienie pracy sądów.

Z ministrem pracy spieraliśmy się o koszty, jakie muszą ponosić pracodawcy, a ministra rolnictwa dopingowaliśmy do rozwoju przedsiębiorczości na wsi. Panią minister sportu przekonywaliśmy do partnerstwa publiczno-prywatnego przy budowie infrastruktury sportowej, pani minister rozwoju regionalnego pokazaliśmy — jakże częste przy rozdziale unijnych funduszy — biurokratyczne idiotyzmy, z ministrem skarbu dyskutowaliśmy o meandrach prywatyzacji. A z ministrem zdrowia… nie porozmawialiśmy.

Bartosz Arłukowicz na spotkanie z pracodawcami nie przyszedł. Wielokrotnie przekładał terminy, aż w końcu dowiedzieliśmy się, że w ogóle się z nami nie spotka.

A dlaczego? Bo wśród członków Pracodawców RP są firmy farmaceutyczne, czyli — zdaniem ministra — lobbyści! A nuż taki „lobbysta” podczas spotkania chwyci go za gardło i nie puści aż do czasu wpisania jego leku na listę refundacyjną?

A inny zahipnotyzuje pana ministra i zmusi do podjęcia korzystnej dla siebie decyzji? Albo wsypie coś do kawy, a tragiczne tego skutki przekonają szefa resortu do konkretnego medykamentu?

Uważam, że minister Arłukowicz przekroczył granice absurdu. Jeśli apeluje do środowiska medycznego o współpracę, to nie może przeprowadzać konsultacji społecznych — które, jak publicznie deklaruje, są niezwykle potrzebne — wyłącznie z rzeszą bardzo młodych i sowicie opłacanych pracowników swojego gabinetu politycznego.

Co prawda unika w ten sposób kontaktu z „lobbystami”, ale naraża się na śmieszność. Idąc śladem jego myślenia, odpowiedzialny za prywatyzację LOT wiceminister skarbu nie powinien wsiadać na pokład żadnej maszyny tej linii, bo rzuci mu się na szyję stewardesa, błagając: „Turka chcę, panie ministrze, Turka nam daj!”. A więc — panie Bartku, pan się nie boi!

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ANDRZEJ MALINOWSKI prezydent Pracodawców RP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy