Państwowe spółki czeka rewolucja

Rozmawiał Bartek Godusławski
opublikowano: 06-10-2016, 22:00

Zmiany kadrowe w spółkach skarbu państwa są przesądzone, ale nastąpią dopiero po zakończeniu kontroli CBA.

Nie jest natomiast jeszcze pewne, pod czyje skrzydła trafią państwowe czempiony — mówi Henryk Kowalczyk, przewodniczący Stałego Komitetu Rady Ministrów (SKRM)

Zobacz więcej

Henryk Kowalczyk

Marek Wiśniewski

„Puls Biznesu”: Jak będzie wyglądał podział kluczowych spółek pomiędzy poszczególne ministerstwa?

Henryk Kowalczyk, szef SKRM:

Ostatecznych ustaleń jeszcze nie ma. Dyskutowaliśmy o tym na posiedzeniu Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, ale nie wszyscy potencjalnie zainteresowani ministrowie są jego członkami. Na pewno nie będzie zmiany już dokonanego podziału. Są spółki, w których przypadku przyporządkowanie nadzoru jest oczywiste. Do Ministerstwa Energii, które nadzoruje też górnictwo, może trafić KGHM. PZU jest instytucją finansową, więc powinien być w resorcie rozwoju. Problem stanowi przyporządkowanie Grupy Azoty i GPW. W przypadku giełdy skłaniamy się, aby nadzór był w Ministerstwie Finansów. Grupa Azoty trafi pod skrzydła ministra Tchórzewskiego albo premiera Morawieckiego. Polfa Tarchomin mogłaby trafić do Ministerstwa Zdrowia.

Został pan wyznaczony na likwidatora Ministerstwa Skarbu Państwa (MSP). Czy rekomenduje pan jakieś zmiany w zarządach i radach nadzorczych spółek, które nadzorował Dawid Jackiewicz?

Na pewno będą zmiany kadrowe. Czekamy na usystematyzowanie materiałów, o które wystąpił do spółek minister Mariusz Kamiński, koordynator służb specjalnych. Mam na myśli zawierane przez spółki umowy i zlecenia. To, w powiązaniu z wynikami spółek, da nam obraz, gdzie trzeba wymienić kadrę zarządzającą. Nie dotyczy to tylko spółek, które były w nadzorze MSP. Pojawią się również rekomendacje dotyczące podmiotów przypisanych do innych resortów. Chcemy to przeprowadzić do końca roku, jeszcze przed likwidacją resortu skarbu i wejściem w życie nowej formy nadzoru.

Rząd planuje powołać radę ds. spółek, która będzie zajmowała się nominacjami. Kto wejdzie w jej skład?

Imienna lista nie jest gotowa. Na pewno zaprosimy tam autorytety z zakresu zarządzania czy świata nauki. Chcemy, żeby to było ciało absolutnie apolityczne i składające się z ekspertów, którzy nie będą wybierani z klucza partyjnego.

Czy to znaczy, że ministrowie nie będą mieli wpływu na to, kto trafi do zarządów spółek, za które będą ponosili odpowiedzialność?

Ministrowie będą mieli wpływ. Oni będą proponować kandydatury, a rada będzie dawała — lub nie — tzw. kontrasygnatę dla rekomendowanych przez poszczególnych ministrów członków zarządów i rad nadzorczych. Teraz często trafiały tam przypadkowe osoby.

Zapowiedział pan również, że w kancelarii premiera będzie nadzór finansowy nad spółkami, a w ministerstwach — merytoryczny.

Nadzór finansowy będzie polegał na bezpośrednim wglądzie i kontroli audytorskiej gospodarki finansowej w spółkach. Tutaj również przewidujemy mechanizm kontrasygnaty dla dużych projektów realizowanych w państwowych firmach. Dzisiaj na pewno nie byłoby zgody np. na mocarstwowe zapędy KGHM i zakup złóż Sierra Gorda, które okazały się absolutnie nietrafioną inwestycją. Chcemy, żeby takie oceny odbywały się na chłodno i nie tylko w samych spółkach, które często są przywiązane emocjonalnie do swoich planów.

W jaki sposób Prokuratoria Generalna (PG) ma pracować dla państwowych spółek? Obecne przepisy na to nie pozwalają.

Zamierzamy zmienić ustawę i wpisać do niej reprezentowanie państwowych osób prawnych. PG dostanie nowe zadania i kompetencje. Dzisiaj w spółkach SP jest dużo wydatków na zlecenia prawne. Nie potrafię ocenić ich zasadności, natomiast wiem na pewno, że są bardzo drogie. Prokuratoria nie zapewni bieżącej obsługi prawnej, bo od tego są specjalne departamenty w spółkach, ale będzie je reprezentowała np. w sporach sądowych czy arbitrażach. To będzie na pewno dotyczyło spółek, w których mamy 100 proc. udziałów. W tych, gdzie akcjonariat jest rozproszony, chcemy zachęcać do korzystania z usług Prokuratorii. Dotychczasowe zadania PG pozostaną bez zmian, dlatego do realizacji nowych musimy wzmocnić tę instytucję kadrowo. Na pewno znajdą się zdolni prawnicy, których nie trzeba ściągać z renomowanych kancelarii, do reprezentowania skarbu państwa.

Co już wiemy o nowym, jednolitym podatku?

W Sejmie właśnie uchwalono nowelizację ustawy, która pozwoli na scalenie baz Ministerstwa Finansów i ZUS. Bez tego nie można precyzyjnie określić, jak będzie wyglądała skala podatkowa. Na pewno będzie się zaczynała od wysokości składki emerytalnej, czyli 19,52 proc. W jednolitej daninie chcemy tę składkę zachować i nie będzie jej obejmowała kwota wolna. Zakładamy też, że koniec skali podatkowej będzie na poziomie ok. 40 proc. Danina będzie progresywna z kilkoma progami, ale one będą dotyczyły głównie początku skali. Od pewnego momentu będzie liniowość. Na pewno progresja skończy się poniżej 150 tys. zł brutto rocznych dochodów. Kwota wolna w podatku będzie wynosiła ok. 8 tys. zł i skorzystają na tym najmniej zarabiający. Musimy zakończyć proces legislacyjny podatku do końca lutego 2017 r., bo ZUS potrzebuje 9 miesięcy na przygotowanie systemów do zmiany i wtedy wejście w życie od 1 stycznia 2018 r. jest realne.

Czy jest już przesądzone, co czeka jednoosobowe działalności gospodarcze?

Będą normalnie wpisane w nowy podatek. To znaczy, że znika liniowość, ale w zamian obniżamy składkę na ZUS dla działalności gospodarczej z blisko 1200 zł do ok. 500 zł. To będzie początek skali i wraz ze wzrostem dochodów osoby na tej formie zatrudnienia będą wpadały w kolejne progi.

Kolejne wyzwanie, przed jakim stoi rząd, to ograniczenie kosztów prezydenckiej ustawy obniżającej wiek emerytalny.

Jest pomysł — moim zdaniem dobry — polegający na jednorazowym przeliczeniu emerytury po osiągnięciu uprawnień do świadczenia, czyli 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. To będzie realna zachęta do tego, żeby ludzie dłużej pracowali. Nie będzie więc możliwości wzięcia emerytury, pójścia do pracy i dokładania sobie jeszcze do świadczenia. Natomiast nie wprowadzamy zakazu dorabiania, jednak nasze dochody nie będą już powodowały kolejnego przeliczania emerytur. Każdy będzie mógł sobie na specjalnym kalkulatorze obliczyć, o ile wzrośnie mu świadczenie, jeśli zdecyduje się pozostać na rynku pracy dłużej. Sądzę, że to przekona wiele osób, żeby nie przechodzić na emeryturę w pierwszym możliwym momencie. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu