Państwowy to znaczy gorszy

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 08-02-2007, 00:00

Problemem polskich szpitali nie jest finansowanie, lecz zarządzanie. Udowodnił to prywatny biznes medyczny.

Rząd chce pompować kolejne miliony w niewydolne państwowe szpitale, zamiast zadbać o to, by pieniądze ze składek podatników były dobrze wykorzystywane przez zarządzających. Publiczne szpitale, na podstawie kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ), prowadzi coraz więcej prywatnych firm. Nie tylko na tym zarabiają, ale też inwestują. Jak EMC Instytut Medyczny.

 

Inwestorzy to kupią

Na giełdę wchodzili z dwoma szpitalami. Dziś sieć EMC Instytutu Medycznego liczy pięć placówek. EMC leczy ludzi i szpitale i wychodzi na swoje. A co najważniejsze — w 80 proc. utrzymuje się z pieniędzy NFZ. Od giełdowego debiutu w połowie 2005 r. wartość akcji spółki podwoiła się. EMC nie ma problemów ze zdobyciem pieniędzy na kolejne inwestycje od inwestorów.

Jaka jest recepta na biznes na teoretycznie beznadziejnym rynku?

— Zanim zajęliśmy się tą działalnością, jeździliśmy do Czech, gdzie system prywatnej opieki zdrowotnej wystartował wcześniej. Nauczyliśmy się, że trzeba błyskawicznie reagować na warunki dyktowane przez płatnika, czyli państwo — wyjaśnia Piotr Gerber, prezes EMC.

Cztery szpitale przejęte od samorządów były praktycznie trupami. Zanim samorządowcy zdecydowali się sprzedać podległe sobie placówki, najpierw długo je reanimowali. Skutek podawania kroplówki zamiast wykonania operacji mógł być jeden — agonia, a potem śmierć.

— Samorządy długo dojrzewają do myśli, by sprzedać szpital. Robią to w ostateczności — mówi Piotr Gerber.

Szpitale publiczne są dotknięte tą samą chorobą, co większość firm państwowych: biurokracja, brak zdrowego rozsądku. Przykłady — w jednym ze szpitali przejętych przez EMC nie było wind. Za to na etacie było 14 noszowych, którzy dźwigali chorych pacjentów. Koszt dobowego wyżywienia chorego wynosił 95 gr. Ale potrawy na podstawie głodowego menu przygotowywało aż osiem kucharek.

Z kolei szpital w Ozimku — rezultat gierkowskiego rozmachu budowlanego — składał się głównie z korytarzy, halli i pokoi socjalnych. Chorzy gnieździli się po 6-8 osób w sali. Po przejęciu placówki przez EMC powierzchnia użytkowa zmalała z 7 tys. metrów kwadratowych do 3,4 tys. Ale liczba łóżek jest niewiele niższa niż przed liftingiem. W jednym pokoju leży nie więcej niż trzech pacjentów.

 

Krewni i znajomi

Restrukturyzacja szpitala po przejściach jest trudna nie tylko ze względów finansowych. W małych miejscowościach szpital jak w soczewce skupia interesy lokalnych sił politycznych i grup interesów. Normą jest zatrudnianie według kryteriów rodzinnych i znajomości z miejscowymi notablami.

Instytut Medyczny znalazł na to sposób. Po przejęciu placówki nabór załogi powierza zewnętrznej firmie, która sporządza wstępną listę kandydatów. Zatrudnieni zostają ci, którzy przejdą przez rekrutację w EMC.

— Po tych kilku latach działalności nauczyliśmy się współpracować z samorządami, a one traktują nas z większym zaufaniem — przekonuje prezes.

Spółka prowadzi obecnie rozmowy z kilkunastoma samorządami. W tym roku chce kupić przynajmniej dwa kolejne szpitale. Pieniądze na akwizycje ma z ostatniej emisji. Z uzyskanych 5,5 mln zł na zakupy zamierza wydać 2 mln zł. Jeśli potrzeby okazałyby się większe, EMC przeprowadzi kolejną emisję. Piotr Gerber nie ma wątpliwości, że znajdą się chętni na papiery Instytutu Medycznego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane