Jak z niczego zbudować dobrze prosperującą firmę? Zdaniem braci Radomskich, trzeba do tego ciężkiej pracy, uczciwości i znajomości branży.
Sylwester, Leopold i Janusz Radomscy są właścicielami hurtowni papieru Radomix w podczęstochowskiej Szarlejce.
— Początki wyglądały tak, że sami, nierzadko nocą, rozładowywaliśmy kilkunastotonowe dostawy papieru — wspomina Leopold Radomski.
Dziś ich hurtownia jest jedną z większych w kraju i laureatem naszej Gazeli Biznesu.
Zamiast gazety
Historia firmy braci Radomskich sięga 1990 roku. Pracowali wtedy w różnych przedsiębiorstwach. Wokół wszystko się zmieniało. Państwowe zakłady raczej się nie rozwijały, więc zaczęli się zastanawiać, co począć ze sobą w nowej rzeczywistości rynkowej. Padło na handel papierem. W końcu dwóch z nich było technikami technologii papieru ze sporym doświadczeniem nabytym w częstochowskiej papierni i Myszkowskich Zakładach Papierniczych. „Papierowy” biznes zapoczątkował najstarszy brat — Sylwester.
— Kiedy w latach 60. po podstawówce poszedłem z mamą do poradni zawodowej, trafiłem tam na ulotkę. Zachęcała do podjęcia nauki w technikum papierniczym. Napisano w niej, że po ukończeniu tej szkoły nie będzie problemów z zatrudnieniem. Zacząłem więc naukę. Do technikum w Jeziornie pod Warszawą przyszedł także Leopold. Najmłodszy z nas — Janusz — został w Częstochowie i jest z wykształcenia włókiennikiem — opowiada Sylwester Radomski.
W przełomowych latach przemian ustrojowych Sylwester Radomski podpisał umowę handlową z celulozą w Świeciu (obecnie w austriackiej grupie Mondi).
— Nasza hurtownia stała się przedstawicielstwem tej firmy. Handlowaliśmy papierem toaletowym i pakowym — uśmiecha się współwłaściciel Radomiksu.
Służymy radą
Jak mówią bracia Radomscy, głównym problemem startującej firmy były pieniądze.
— A konkretnie kompletny ich brak. Ale mieliśmy dostawców, wiedzę i mnóstwo zapału oraz sporo odbiorców tektur pudełkowych wśród miejscowych producentów obuwia. Do dziś stanowią bardzo dużą część naszych klientów. Ale zarówno odbiorcy, jak i nasz asortyment przez te lata się zmienili — mówi Janusz Radomski.
Hurtownia specjalizuje się w handlu wieloma rodzajami tektur, papierów na worki, worków, pergaminów i półpergaminów. Pochodzą nie tylko od polskich producentów, ale także z Rosji, Rumunii i ze Słowacji.
— O naszej sile świadczą konkurencyjne ceny. Jesteśmy i zawsze byliśmy wypłacalni, co nam zjednało zaufanie producentów, a za tym poszły znakomite warunki zakupu — przyznaje Sylwester Radomski.
Około 60 proc. dostaw trafia z papierni bezpośrednio do klienta. Nie potrzebują więc bardzo rozbudowanej sieci magazynów. Jeden stoi w Katowicach, drugi w Szarlejce.
— Lata pracy i doświadczeń pozwalają nam także na doradztwo. Możemy zaoferować klientom nie tylko dobry towar w dobrej cenie, ale również pomóc w określeniu wielkości zamówienia i jego rodzaju. Bo często oczekiwania odbiorcy może spełnić inny, dużo tańszy produkt. Pojawiają się więc oszczędności, a nam przybywa zadowolonych odbiorców — dodaje Janusz Radomski.
Reklamówka kłopotów
Przyszłość hurtowni braci Radomskich w dużej mierze zależy od popytu na papier i od jego cen.
— W pewnym momencie papier pakowy wyparły worki foliowe i reklamówki. Niby dużo się mówi o ekologii i konieczności utylizacji opakowań z tworzyw sztucznych przez ich producentów, ale rzeczywistość jest daleka od ideału. Fakt, pojawia się coraz więcej tak zwanych prestiżowych torebek papierowych, w które pakuje się wyroby markowe, ale to nie poprawia sytuacji — ocenia Leopold Radomski.
— Do tego należy dodać kłopoty papierni celulozowych ze zdobyciem drewna i jego wysokie ceny. To wyjaśnia, czemu papier jest tak ekskluzywnym produktem — stwierdza Janusz Radomski.



