Patent na bezkarność to fundacje

Dawid Tokarz
opublikowano: 11-02-2010, 00:00

Pawlak, Piskorski i o. Rydzyk szefują fundacjom, które naruszają prawo. I mają się świetnie.

Nikt nie nadzoruje ponad 9 tys. fundacji

Pawlak, Piskorski i o. Rydzyk szefują fundacjom, które naruszają prawo. I mają się świetnie.

Caritas, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, Polska Akcja Humanitarna, Fundacja Anny Dymnej Mimo Wszystko. To tylko kilka z bardzo wielu fundacji działających na rzecz pożytku publicznego. A ile jest tych, w których dochodzi do nadużyć czy wręcz łamania prawa? Sęk w tym, że tego nie wie nikt.

Hulaj dusza

Okazuje się, że działalność ponad 9 tys. fundacji w praktyce nie podlega żadnemu nadzorowi. Dowodzą tego losy opisanych przez "PB" fundacji Samorządność i Demokracja (jej przewodniczącym jest Paweł Piskorski, szef Stronnictwa Demokratycznego), Lux Veritatis i Nasza Przyszłość (obu szefuje o. Tadeusz Rydzyk, założyciel Radia Maryja) oraz Fundacji Rozwoju, której przewodniczącym jest wicepremier Waldemar Pawlak, prezes PSL. Wszystkie od lat zdecydowaną większość pieniędzy wydają nie na szlachetne cele, ale na robienie interesów.

Profesorowie Henryk Cioch, Andrzej Kidyba i Hubert Izdebski, uznani eksperci od prawa fundacyjnego, są zgodni, że to ewidentne naruszenie ustawy o fundacjach, na które powinni reagować tzw. ministrowie właściwi (każda fundacja określa w statucie, któremu resortowi podlega). Tu jednak pojawia się problem.

— Fundacje są traktowane jako nawet nie piąte, ale dziesiąte koło u wozu. Ministrowie powinni przynajmniej egzekwować dostarczanie rocznych sprawozdań z działalności fundacji, ale nie robią nawet tego — mówi prof. Hubert Izdebski.

— Nadzór nad fundacjami jest iluzoryczny. W poszczególnych resortach zajmują się tym 2-3 osoby, które mają też inne obowiązki. A liczba fundacji stale rośnie — wtóruje mu profesor Andrzej Kidyba.

Lawinowy wzrost

Jeszcze na koniec 2004 r. w rejestrze REGON zarejestrowanych było blisko 7,7 tys. fundacji, dziś już ponad 11,3 tys. Rzeczywista ich liczba jest jednak mniejsza. Bardziej wiarygodne są dane KRS, w którym na koniec 2009 r. było wpisanych 9371 fundacji. I ten rejestr dowodzi rosnącej ich popularności: na koniec 2007 r. było ich 7652.

Najgorzej z nadzorem jest w resortach zdrowia, kultury i dziedzictwa narodowego oraz pracy i polityki społecznej. Każdy z nich ma pod sobą grubo ponad tysiąc fundacji. Nic dziwnego, że liczba wykrywanych nieprawidłowości jest śladowa. A nawet jeśli uda się coś wychwycić, ministrowie zarzekają się, że nie mogą nic zrobić, bo nie pozwala im na to prawo. To nieprawda.

Po wykryciu jakichkolwiek uchybień minister może: wyznaczyć termin ich usunięcia, zażądać zmiany władz fundacji, wystąpić do sądu o zawieszenie zarządu i wyznaczenie zarządcy przymusowego oraz o stwierdzenie, czy dana fundacja działa zgodnie z prawem. Zdaniem ekspertów, zmiany w ustawie wzmacniające nadzór nad fundacjami wcale nie są niezbędne.

— Może rzeczywiście kwestia nadzoru jest potraktowana zbyt liberalnie, ale istotą problemu jest niewydolność aparatu państwowego. Jeśli dziś ministrowie nie korzystają ze swoich uprawnień, to dlaczego mieliby to robić po zwiększeniu prerogatyw? — pyta Hubert Izdebski.

Jak ministrowie nie nadzorują fundacji:

W kwietniu 2008 r. ujawniliśmy, że należąca do PSL Fundacja Rozwoju (FR), której szefuje wicepremier Waldemar Pawlak, zamiast działalnością statutową, zajmuje się głównie zarządzaniem nieruchomościami i wspieraniem PSL w kampaniach wyborczych.

Jak zareagował nadzorujący ją minister rolnictwa Marek Sawicki? Wiceprezes PSL i były członek Rady Kuratorów FR (za jego kadencji fundacja też łamała prawo) wezwał zarząd FR do usunięcia uchybień, jednak bez podania terminu, w jakim ma to nastąpić. Zasłaniał się przy tym korzystną dla FR opinią, zawierającą nieprawdziwe stwierdzenia. Przygotował ją prawnik, który… kandydował do Sejmu z listy PSL. A choć wnosiła o to prokuratura, do sądu sprawy nie skierował, winiąc za to nieprecyzyjne zapisy w ustawie o fundacjach (przeczą temu opinie ekspertów).

W listopadzie 2008 r. opisaliśmy, że do analogicznych naruszeń prawa dochodzi w fundacjach Lux Veritatis i Nasza Przyszłość, założonych przez o. Tadeusza Rydzyka, twórcę Radia Maryja. Nadzorujący je minister kultury Bogdan Zdrojewski dopiero kilka miesięcy po naszych publikacjach wystąpił do sądu o stwierdzenie, czy obie działają zgodnie z prawem. Choć jednak eksperci wprost wskazywali, że mamy do czynienia z naruszeniem art. 5 par. 5 ustawy o fundacjach, minister w swoim wniosku o tym nie wspomniał. A kiedy sąd mu wytknął, że powinien wskazać konkretne uchybienia, w ogóle nie odpowiedział i zakończył swoją aktywność.

— Przecież ustawa o fundacjach ma dwadzieścia artykułów i znalezienie konkretnego zapisu nie stanowi żadnego problemu — komentuje profesor Hubert Izdebski.

We wczorajszym "PB" ujawniliśmy, że w taki sam sposób prawo narusza fundacja Samorządność i Demokracja (SiD), należąca do Stronnictwa Demokratycznego. Nadzorujący ją resort spraw wewnętrznych i administracji wielokrotnie wzywał ją do wyjaśnienia wątpliwości, dotyczących niewłaściwych proporcji między marginalną działalnością statutową i bardzo szeroką działalnością gospodarczą. SiD za każdym razem odpowiadała, że coś z tym zrobi. I nie robiła nic. Urzędnicy resortu zapewniają, że za czasów Grzegorza Schetyny był już plan wprowadzenia do fundacji zarządcy przymusowego, jednak tego nie zrobiono. Dlaczego? W czerwcu 2009 r. zmienił się zarząd SiD i nowy zapewniał, że nada priorytet działalności statutowej. Nie zrobił tego do dziś.

Skuteczny sposób na biznes bez podatku

Coraz więcej fundacji konkuruje z firmami i bierze się za działalność gospodarczą.

Jeszcze dwa lata temu w rejestrze przedsiębiorców KRS wpisanych było nieco ponad 2,8 tys. fundacji prowadzących działalność gospodarczą. Dziś jest ich prawie 3,6 tys. To twardy dowód na to, że coraz więcej takich instytucji zajmuje się nie tylko szlachetną działalnością statutową, ale i biznesem. A to, przy braku nadzoru ze strony państwa (patrz tekst obok), stwarza wielkie pole do nadużyć.

— W większości krajów fundacje nie mogą prowadzić działalności gospodarczej same, lecz jedynie za pomocą specjalnie powołanych spółek. Jeśli ich zyski trafiają na cele fundacji, są objęte ulgami podatkowymi. Tak też powinno być u nas — mówi profesor Hubert Izdebski z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zaraz dodaje jednak, że zmiany w prawie powinny zostać rozłożone w czasie, by nie skrzywdzić wielu fundacji, które uczciwie powiększają fundusze na cele statutowe, jedynie dorabiając na działalności gospodarczej.

Proponowane przez niego i innych ekspertów rozwiązanie sprawiłyby, że biznes i szlachetna działalność miałyby osobną rachunkowość i nie można byłoby przerzucać wydatków między nimi. A dziś jest to nagminne. Dla przykładu: opisywana przez nas Fundacja Rozwoju należąca do PSL do działalności "statutowej" zalicza szkolenia i imprezy przedwyborcze służące interesom chłopskiej partii czy dzierżawę powierzchni pod billboardy z logo PSL.

Nawet mimo tych sztuczek tak w przypadku tej, jak i innych opisanych przez "PB" fundacji ich działalność gospodarcza przeważa nad statutową na poziomie przychodów i kosztów, co zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, jest naruszeniem prawa.

— Takie fundacje powinny być likwidowane. Nie mogą działać jak spółki prawa handlowego i jednocześnie korzystać z istotnych ulg podatkowych [nie płacą podatku dochodowego, mają też ulgi w lokalnych podatkach i opłatach, takich jak za wieczyste użytkowanie gruntu — przyp. red.] przyznanych tylko fundacjom — ocenia profesor Henryk Cioch, autor komentarza do ustawy o fundacjach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane