Pawłowski planuje skok do Iraku

Krzysztof Adam Kowalczyk
opublikowano: 08-07-2009, 00:00

Budowniczy WSB-NLU dodaje do swojego dzieła kolejne cegiełki. I marzy o uniwersytecie.

Warszawa, Patras na Peloponezie, Arbil w Kurdystanie — w tych miastach ma pączkować sądecka szkoła biznesu

Budowniczy WSB-NLU dodaje do swojego dzieła kolejne cegiełki. I marzy o uniwersytecie.

Krzysztof Pawłowski to niespokojny duch. Założyciel i prezydent nowosądeckiej Wyższej Szkoły Biznesu — National-Louis University (WSB—NLU) mógłby spocząć na laurach, ale wciąż ma nowe pomysły. Równie szalone, jak otwarcie w 1991 r. wyższej uczelni w niewielkim mieście w Beskidach.

— Myślimy o uruchomieniu szkoły wyższej w Grecji. Od podstaw. W najbliższych dniach rektor i dwóch dziekanów z WSB—NLU wyjeżdżają na rozmowy do Patras na Peloponezie — mówi Krzysztof Pawłowski.

Partnerem jest tam firma szkoleniowa, której nazwy nie chce na razie ujawniać. Informuje tylko, że plany zakładają uruchomienie studiów MBA, zarządzania i psychologii.

Zastrzyk know-how

Na tym nie koniec. Krzysztof Pawłowski ma pomysł szalony: uruchomienie uczelni w Arbil w irackim Kurdystanie.

— Region ma częściową autonomię, duże dochody z ropy i jest bezpieczny. Jest na poziomie Polski 20 lat temu, czyli sprzed transformacji. Tamtejsze elity polityczne są zainteresowane powstaniem szkoły — twierdzi długoletni rektor WSB-NLU.

Myśli o uruchomieniu studiów biznesowych, ale może także specjalnych programów technicznych.

I w Grecji, i w Iraku finansowanie przedsięwzięć ma być miejscowe.

— Nie chcemy wydać tam ani grosza. Wartością, którą wniesiemy, jest know-how — mówi Krzysztof Pawłowski.

Właśnie w ten sposób jego uczelnię pomogli zbudować Amerykanie z National-Louis University.

— Wściekałem się, że nie dali ani dolara, ale oni przynieśli nam coś wielekroć cenniejszego: kulturę organizacyjną. W pierwszej połowie lat 90. wykładało w Nowym Sączu 27 amerykańskich profesorów. Jak skończyły się granty, wyjechali, ale standard, który wyznaczyli, pozostał — mówi Krzysztof Pawłowski.

Czas na powtórkę tego modelu w Grecji i Iraku. Ale nie tylko tam.

Warszawski holding

Nowosądecka szkoła szykuje desant w stolicy. W czerwcu podpisała list intencyjny w sprawie konsolidacji z Warszawską Wyższą Szkołą Ekonomiczną i Collegium Varsoviensis. Robocza nazwa sojuszu: Holding Pawłowskiego.

— Dogadujemy szczegóły porozumienia. Założyciele uczelni pozostaną, także majątek szkół pozostanie oddzielny. Chcemy natomiast na bazie części wydziałów w Warszawie stworzyć filię lub wydział zamiejscowy WSB—NLU wykładający nasze najsilniejsze kierunki: ekonomię i zarządzanie. Możliwe, że zaoferujemy też psychologię i politologię — mówi ojciec chrzestny przedsięwzięcia.

Holding jest otwarty dla innych uczelni. Być może stanie się jednolitą strukturą — Pawłowskiemu marzy się uniwersytet nowej generacji.

— Ludzie patrzą na mnie jak na wariata. Odpowiadam, że gdy zakładałem szkołę, byłem jeszcze większym wariatem. Nie miałem ani studentów, ani wykładowców, tylko pomysł — śmieje się twórca uczelni.

 

Tarnowski park 

Marzy o szkole o światowej renomie, która zajmuje się nie tylko nauczaniem i nauką, ale też transferem technologii do biznesu. Stąd wziął się pomysł nowosądeckiego Miasteczka Multimedialnego, parku technologicznego nastawionego na techniki audiowizualne, którego siedziba powstanie dzięki ponad 100 mln zł z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka.

— Celem jest zbudowanie korporacji, która będzie w multimediach graczem światowym. Moim prywatnym marzeniem jest zebranie dzięki niej 200 mln zł kapitału żelaznego dla szkoły, który da pewny 5-procentowy dochód. Za te pieniądze będziemy przyjmować na darmowe studia zdolnych ludzi nie tylko z Polski, ale też z zagranicy — mówi założyciel WSB—NLU.

Drugi park technologiczny ma powstać w Tarnowie, gdzie działa filia sądeckiej uczelni.

— Chcemy uruchomić go we współpracy z Zakładami Azotowymi Tarnów oraz z partnerami z naszych uczelni warszawskich. Skupi się na chemii i ochronie środowiska — mówi Krzysztof Pawłowski.

Uczelnia jak rower

Ma też znacznie ambitniejszy — unikatowy projekt na styku nauki i biznesu. Gdzie? W Warszawie. Szczegółów nie chce podać.

— Powiem tylko, że zaczęliśmy rozmowy z dużą firmą z obszaru nowoczesnych technologii — uśmiecha się tajemniczo.

Jego zdaniem kryzys — paradoksalnie — sprzyja takim inicjatywom. Oczyszcza rynek z kiepskich konkurentów i pokazuje nowe możliwości. Szefowie krajowych firm — jego zdaniem — coraz częściej dostrzegają, że następny etap ich działalności musi opierać się na ośrodkach badawczo-rozwojowych. A to sprzyja uczelniom nastawionym na zmiany.

Zmiany są konieczne, bo ze szkołą jak z rowerem: jedzie, dopóki ktoś ciężko pracuje i kręci pedałami.

— Pierwszy okres działania WSB-NLU to było spijanie śmietany. W okresie transformacji wystarczyło mieć dobry pomysł, bo rynek był pusty. Ale czułem, że nie będzie to trwać bez końca. Analizowałem, kiedy niż demograficzny wejdzie do szkół wyższych — Krzysztof Pawłowski twierdzi, że szansę na przetrwanie ma uczelnia otwarta na zmiany, z wbudowanymi mechanizmami niszczącymi "małą stabilizację".

No to je buduje.

4

tys. Co najmniej tyle osób studiuje w Wyższej Szkole Biznesu — National-Louis University...

23

mln zł ...a taki jest tegoroczny budżet nowosądeckiej uczelni.

Krzysztof Adam Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Adam Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu