PE chce mieć wpływ na europejską służbę dyplomatyczną

PAP
22-10-2009, 15:28

Parlament Europejski przyjął w czwartek rezolucję domagając się większego wpływu na tworzoną właśnie europejską służbę dyplomatyczną, która powstanie wraz z wejściem w życie Traktatu z Lizbony.

Europosłowie chcą, by ta nowa służba, formalnie nazwana Europejską Służbą Działań Zewnętrznych (ESDZ) była częścią Komisji Europejskiej, co przyzna PE decydującą rolę przy ustalaniu jej budżetu, a więc i demokratyczną kontrolę.

"Nowa służba powinna być związana z Komisją Europejską w największym możliwym stopniu, gdyż jedynie metoda wspólnotowa gwarantuje spójność naszych działań" - powiedział wiceprzewodniczący komisji ds. zagranicznych PE Rafał Trzaskowski (PO).

Ale na tak postawione postulaty PE niekoniecznie zgodzą się kraje członkowskie, które chcą mieć decydujący głos w kształtowaniu nowej służby.

ESDZ zostanie utworzona na mocy Traktatu z Lizbony. Ma ona podlegać wysokiemu przedstawicielowi UE do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa (dziś Javier Solana), który wraz z wejściem w życie traktatu będzie jednocześnie wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej. Wśród kandydatów na to stanowisko najczęściej wymienia się szefa dyplomacji Wielkiej Brytanii Davida Milibanda, Szwecji Carla Bildta czy byłego sekretarza NATO Jaapa Hoop de Scheffera i fińskiego komisarza ds. rozszerzenia Olli Rehna.

W skład ESDZ wejdą po jednej trzeciej przedstawiciele sekretariatu generalnego Rady UE, KE oraz dyplomaci wysłani z państw członkowskich. Będą zarabiali tyle co eurokraci ich rangi w Brukseli. Polska w oficjalnym stanowisku z 5 października domagała się, by personel ESDZ aż w 50 proc. stanowiły osoby z krajów członkowskich. Warszawa chce też, by ESDZ zajmowała się polityką zagraniczną i obronną, a dopiero w dalszym etapie przejmowała także pewne zadania konsularne, np. organizując za granicą wspólne ośrodki dla obywateli państw trzecich ubiegających się o wizy.

Choć Traktat nie mówi, jak liczna ma być ta służba, szacuje się, że będzie to kilka tysięcy osób, zważywszy że obecnie w rozsianych po świecie różnych przedstawicielstwach Komisji Europejskiej w krajach i organizacjach międzynarodowych oraz tzw. biurach łącznikowych Rady UE w Nowym Jorku i Genewie (do kontaktów z ONZ) pracuje łącznie około 5 tys. osób. To te połączone dotychczasowe przedstawicielstwa KE i biura Rady UE mają stać się podwaliną ESDZ, będąc swoistymi "ambasadami UE", których kierownicy będą odpowiedzialni przed wysokim przedstawicielem.

Na początku 2010 r. wysoki przedstawiciel ma przygotować projekt organizacji i działanie ESDZ, który potem będzie musiała zatwierdzić Rada ministrów UE, po zasięgnięciu opinii Parlamentu Europejskiego.

Europosłowie wyrazili w rezolucji zdanie, że pewne dziedziny i stosunki zewnętrzne prowadzone przez KE, jak handel, polityka rozszerzenia czy rozwój, nie powinny być włączone do ESDZ. Ponadto PE chce, by ambasady UE w krajach trzecich podlegały wysokiemu przedstawicielowi, a kierownicy tych ambasad przed nominacją przechodzili procedurę przesłuchania w PE i podczas urzędowania byli "odpowiedzialni przed odnośnymi komisjami parlamentarnymi". Rezolucja proponuje też ustanowienie "europejskiego kolegium dyplomatycznego", które szkoliłoby przyszłych unijnych dyplomatów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / PE chce mieć wpływ na europejską służbę dyplomatyczną