PE: inwestycje w węgiel bez dostępu do środków

PAP
opublikowano: 06-02-2018, 17:58

PE przegłosował reformę systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych, której celem jest wywindowanie cen i promocja inwestycji w niskoemisyjne źródła. Polska dostanie miliardy złotych na modernizację, ale bez możliwości inwestowania w węgiel.

Nasza dyplomacja robiła wiele, żeby powstrzymać przyjęcie tych przepisów. Polska głosowała przeciwko mandatowi do rozmów dla Rady UE w tej sprawie. Ostateczny kompromis, który został we wtorek przegłosowany przez europosłów, również nie podobał się Warszawie, ale na poziomie Rady UE delegacja z Polski wstrzymała się od głosu.

Z wyliczeń Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE) wynika, że na zakup uprawnień do emisji CO2 w latach 2021-2030, czyli okres, który obejmuje reforma, największe firmy energetyczne w kraju będą potrzebować ok. 130 mld zł.

"Ta decyzja wpisuje się w szeroko rozumiany trend dekarbonizacji - oczywiście nie budzi ona naszego entuzjazmu. Niestety będzie ona skutkowała podwyżką ceny uprawnień do emisji i prawdopodobnie przełoży się na cenę energii na rynku hurtowym. To zła wiadomość, zarówno dla spółek energetycznych, jak i klientów" - powiedział PAP prezes Tauronu Polska Energia Filip Grzegorczyk. "Celem tych regulacji nie jest w żadnym razie zapewnienie niskiej emisji gazów cieplarnianych, a wyeliminowanie węgla" - podkreślił.

Koszty dla sektora energetycznego to jednak nie wszystko. Reforma przewiduje bowiem też zyski (mechanizmy solidarnościowe, darmowe uprawnienia), które szacowane są na ok. 65 mld zł.

Główny powód niezadowolenia Polski w czasie negocjacji wiązał się z zamknięciem możliwości finansowania projektów węglowych z funduszu modernizacyjnego. Polska jeszcze w 2014 r. wywalczyła, że dostanie jego największą cześć (135 mln uprawnień do emisji, czyli 43 proc. całej dostępnej puli). Biorąc pod uwagę dzisiejsze ceny (niecałe 9 euro za pozwolenie), to prawie 5 mld złotych, które ma iść na inwestycje w sektor energetyczny.

Jednak reforma systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych (EU-ETS) została tak pomyślana, by ich cena poszła w górę nawet do ponad 30 euro/t. Z jednej strony, ma to wymuszać na firmach inwestycje w technologie powstrzymujące emisję, wychwytywanie i składowanie CO2, a z drugiej strony, zwiększyć wartość środków na modernizację dla biedniejszych krajów.

Fundusz modernizacyjny będzie finansowany z aukcji 2 proc. wszystkich uprawnień do emisji. Będą z niego mogły skorzystać państwa UE, w których PKB per capita jest niższy od 60 proc. średniej UE, w tym Polska. Fundusz ten ma zostać przeznaczony na wsparcie inwestycji w wytwarzanie i wykorzystywanie energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, poprawę efektywności energetycznej, magazynowanie energii i modernizację sieci energetycznych. Projekty dotyczące wytwarzania energii z wykorzystaniem stałych paliw kopalnych m.in. węgla będą wyłączone, z wyjątkiem ogrzewania sieciowego w Bułgarii i Rumunii.

Reforma przewiduje, że wzrost rocznej redukcji uprawnień do emisji, które mają zostać wprowadzone na rynek (tzw. liniowy współczynnik redukcji) wyniesie 2,2 proc. od 2021 r. w porównaniu z obecnie planowanym 1,74 proc. Spadek liczby uprawień do emisji ma się przyczynić do większego popytu na uprawnienia, a co za tym idzie - zwiększyć ich ceny. W założeniu twórców reformy ma to przyspieszyć ograniczanie emisji gazów cieplarnianych w UE i przechodzenie na "zielone technologie".

Przegłosowane przez eurodeputowanych porozumienie przewiduje też podwojenie rezerwy stabilności rynku ETS tak, aby była zdolna do ściągnięcia z rynku do 24 proc. nadwyżkowych uprawnień rocznie przez okres pierwszych czterech lat.

"Osiągnięty kompromis między Parlamentem Europejskim i państwami członkowskimi, choć nie jest idealny, daje na to szansę. Uzyskaliśmy dodatkowe uprawnienia do emisji dla przemysłu energochłonnego – naszych hut, producentów nawozów, cementu, papieru czy ceramiki. To ważne, bo nie możemy w UE wybierać między reindustrializacją i miejscami pracy a ochroną środowiska i klimatu" - podkreśla szef komisji przemysłu PE Jerzy Buzek (PO).

Zmiany pozwolą na wydłużenie ochrony przedsiębiorstw zagrożonych tzw. ucieczką emisji, czyli przeniesieniem się poza UE. Sektory o najwyższym ryzyku otrzymają swoje uprawnienia do emisji w ramach ETS bezpłatnie, mniej narażone sektory otrzymają nieodpłatnie 30 proc. Polska energetyka będzie mogła - podobnie jak obecnie - korzystać z darmowych uprawnień.

Tekst, który PE przyjął 535 głosami "za" przy 104 "przeciw" i 39 wstrzymujących się, wróci teraz do Rady UE do formalnego przyjęcia. Następnie zostanie opublikowany w Dzienniku Urzędowym UE. Reforma wejdzie w życie w 2021 r.; od tego momentu zacznie też działać fundusz modernizacyjny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Energetyka / PE: inwestycje w węgiel bez dostępu do środków