Pensje dopiero wystartowały

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 31-01-2008, 00:00

Pensje w przedsiębiorstwach w ostatnim roku mocno wzrosły. To dopiero początek — mogą utrzymać to tempo jeszcze przez pięć lat.

Ponad połowa pracowników przedsiębiorstw do końca marca dostanie podwyżki

Pensje w przedsiębiorstwach w ostatnim roku mocno wzrosły. To dopiero początek — mogą utrzymać to tempo jeszcze przez pięć lat.

W 2007 r. przeciętny pracownik zarobił około jednej dziesiątej więcej niż rok wcześniej i nic nie wskazuje na to, że rajd płacowy szybko się skończy. Firmy przyznają, że będą płacić za pracę coraz więcej. Jeszcze gorsza wiadomość dla przedsiębiorców (a lepsza dla pracowników) jest taka, że wysoka dynamika płac utrzyma się dłużej. Zdaniem niektórych ekonomistów — nawet kilka lat.

Połowa płaci

Według badań Narodowego Banku Polskiego, co drugi szef firmy zmuszony jest do podniesienia w pierwszym kwartale 2008 r. pensji swoim pracownikom (rok temu było ich zaledwie 35 proc.). Co więcej, średnia podwyżka będzie bardzo dotkliwa dla pracodawców — wyniesie 6,9 proc. Co dwunasty pracodawca zdecyduje się na podwyżki przynajmniej o 10 proc. (jeszcze rok temu odsetek gotowych na ten krok przedsiębiorców był marginalny). O desperacji szefów firm świadczy także to, że od kwietnia 2007 r. do końca I kwartału 2008 r. aż 6 proc. pracodawców zmuszonych będzie zgodzić się na podwyżki czterokrotnie (przed rokiem było ich jedynie 1,5 proc.).

Dane dotyczące zarówno skali, jak i wysokości deklarowanych podwyżek są najwyższe, odkąd NBP zaczął je badać. Presja płacowa jest dla firm jedną z najważniejszych barier w prowadzeniu działalności.

Kiedy przedsiębiorcy mogą spodziewać się wytchnienia? Lepiej niech na to nie liczą — twierdzą ekonomiści.

— W tym roku wynagrodzenia nadal będą szybko rosnąć. Dynamika r/r wyniesie około 10 proc., a zatem więcej niż w roku 2007 — uważa Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

Zdaniem Marcina Mroza, głównego ekonomisty Fortis Banku, w 2008 r. pensje będą rosły w podobnym tempie jak w roku poprzednim — średnio o blisko 9 proc.

— Największych podwyżek spodziewam się w sektorze usług i budownictwie. Presja płacowa osłabnie natomiast wśród eksporterów. Powód to mocny złoty i spodziewany spadek popytu na polskie produkty w Unii Europejskiej — mówi Marcin Mróz.

Dużo do nadrobienia

A co dalej? Kolejne lata również mogą upłynąć przedsiębiorcom na rozmowach z pracownikami o podwyżkach. Zakończonych oczywiście kapitulacją pracodawców.

— Silna presja płacowa — ze średnioroczną dynamiką wzrostu wynagrodzenia nie mniejszą niż 8 proc. — utrzyma się jeszcze przynajmniej przez pięć lat. Polscy pracownicy mają wciąż dużo do nadgonienia. Powody są dwa: pierwszy — zarabiają znacznie mniej niż zatrudnieni w innych krajach Unii Europejskiej, drugi — w latach 2000-05 ich pensje rosły bardzo wolno — średnio około 1,5 proc. rocznie — tłumaczy Karolina Sędzimir-Domanowska.

Zupełnie innego zdania jest natomiast Dariusz Winek, główny ekonomista banku BGŻ.

— W 2008 r. dynamika płac wciąż będzie wysoka, podobna do tej z ubiegłego roku. Jednak pensje wyhamują już w 2009 r. — wzrosną zaledwie o 5 proc. Będzie to skutek gwałtownego wzrostu kosztów pracy, z którym mamy do czynienia obecnie (firmy nie będą już w stanie dalej tak szybko podnosić pensji) oraz spowolnienia gospodarczego na świecie — tłumaczy Dariusz Winek.

Wydajność pozwoli

Dodaje jednak, że już za 3-4 lata czeka nas kolejne gwałtowne przyspieszenie dynamiki płac.

— Przedsiębiorstwa przejdą do tego czasu restrukturyzację, dzięki czemu produktywność znacznie wzrośnie, a za nią pójdą podwyżki dla pracowników. Przedsiębiorców znowu będzie na nie stać — przekonuje ekonomista BGŻ.

Podwyżki mogą spowolnić rozwój

W 2007 roku gospodarka urosła o 6,5 proc. Rezultatem są rosnące płace, które grożą wyhamowaniem dynamiki PKB w przyszłości.

Najwyższy od lat wzrost płac to skutek nałożenia się na siebie dwóch zjawisk. Pierwsze to sytuacja na rynku pracy — od maja 2004 r. Polskę opuściło około 2 mln pracowników, głównie wykwalifikowanych. Rąk do pracy zaczęło więc brakować, a pozycja fachowców (również w negocjacjach płacowych) mocno wzrosła. A do zrobienia w 2007 r. było bardzo dużo, wzrost gospodarczy był najszybszy od 10 lat. Jak podał wczoraj Główny Urząd Statystyczny, dynamika PKB wyniosła 6,5 proc. I to jest właśnie drugi powód wzrostu płac.

— Ożywienie gospodarcze wywołało wzrost zatrudnienia. Sytuacja pracowników zaczęła się poprawiać, przez co konkurencja między nimi osłabła. Mogli dzięki temu pozwolić sobie na bardziej odważne żądania płacowe. Wyższe płace wpłynęły natomiast na wzrost konsumpcji, co dalej nakręcało dobrą koniunkturę firm — tłumaczy Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.

— Niezależnie od sytuacji na rynku pracy, pensje nie rosłyby w tak szybkim tempie, gdyby nie dynamiczny przyrost PKB. Firmy mogą sobie pozwolić na podwyżki tylko wówczas, kiedy ich sytuacja ekonomiczna się poprawia — dodaje Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Banku.

Skutki tych zjawisk będziemy odczuwać również w przyszłości. Podwyżki w sektorze przedsiębiorstw to dopiero początek presji nakręcającej spiralę płacową.

— Dynamiczny wzrost wynagrodzeń w firmach zmobilizował pracowników sektora publicznego do bardziej radykalnego domagania się podwyżek. Boją się, że owoce wzrostu przejdą im koło nosa. Stąd dzisiejsze strajki, w odróżnieniu od sektora prywatnego, dla budżetówki to jedyny sposób wywalczenia wyższych pensji — mówi Marta Petka.

Prawdopodobnie prędzej czy później upór przyniesie skutki. A to nie pozostanie bez wpływu na całą gospodarkę.

— Wiele zależy od decyzji rządu. Jeśli zgodzi się na postulaty strajkujących grup, odbije się to na wzmocnieniu presji płacowej w sektorze przedsiębiorstw i w konsekwencji na dalszym dynamicznym wzroście płac — uważa Maciej Reluga.

To może być groźne dla rozwoju gospodarczego w przyszłości.

— Może się okazać, że zostaniemy ofiarami własnego sukcesu. Tempo wzrostu wynagrodzeń już teraz wyraźnie przekracza dynamikę wydajności. Jednostkowe koszty pracy są przez to coraz większe, co utrudnia działalność przedsiębiorcom, hamuje ich rozwój i może przyczynić się do spadku wartości bezpośrednich inwestycji zagranicznych — przestrzega ekonomista BZ WBK.

Czego chcą protestujący

Celnicy

Domagają się podwyżki średniego wynagrodzenia o 1,5 tys. zł.

Lekarze

Specjaliści żądają przeciętnej pensji wysokości 7,5 tys. zł brutto, medycy bez specjalizacji — 5 tys. zł.

Kolejarze

Domagają się 500 zł podwyżki do podstawy.

Pielęgniarki

Chcą blisko dwukrotnych podwyżek — dla początkujących, zarabiających obecnie około 1,2-1,4 tys. zł brutto, wyrównania do średniej krajowej (niespełna 2,7 tys. zł brutto) i proporcjonalnego wzrostu wynagrodzeń dla pozostałych.

Urzędnicy skarbowi

Żądają zwiększenia średniego miesięcznego wynagrodzenia o 1,8 zł brutto w ciągu dwóch lat (obecnie przeciętna pensja wynosi 3,2 tys. zł) oraz podniesienia premii.

Związki zawodowe

Dwa dni temu Solidarność, wczoraj OPZZ: związki zawodowe domagają się od rządu, by podniósł płace w całej sferze budżetowej. OPZZ chce, by podwyżki wyniosły co najmniej 11 proc.

Górnicy

Pracownicy Kompanii Węglowej wynegocjowali średni wzrost płac o 670 zł brutto miesięcznie. Strajkujący górnicy z Budryka żądają zrównania płac z wynagrodzeniami pracowników kopalni Krupiński, czyli podwyżki o blisko 700 zł brutto miesięcznie.

Nauczyciele

Oczekują podwyżek wysokości od 600 zł dla stażystów do 1,1 tys. zł dla najbardziej doświadczonych pracowników oświaty.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Pensje dopiero wystartowały