Pensje Polaków rosną w zbyt szybkim tempie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 16-07-2008, 00:00

Pracownicy zarabiają coraz więcej. Ekonomiści nie są dyplomatami — ich zdaniem tempo wzrostu płac jest zbyt wysokie.

Wysokie podwyżki wynagrodzeń szkodzą gospodarce

Pracownicy zarabiają coraz więcej. Ekonomiści nie są dyplomatami — ich zdaniem tempo wzrostu płac jest zbyt wysokie.

Płace powinny rosnąć wolniej — takie zdanie z punktu widzenia każdego pracownika jest sporym nadużyciem i budzi zrozumiałe oburzenie. W przeliczeniu na euro nasze wynagrodzenia są nadal jednymi z najniższych w Unii Europejskiej. Ale gospodarka rządzi się swoimi prawami, a te mówią jasno — obecne wysokie tempo wzrostu płac zagraża równowadze makroekonomicznej i będzie nas sporo kosztować. Wszystkich — i pracowników, i pracodawców.

Druga runda

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) wynika, że pensja przeciętnego pracownika zatrudnionego w przedsiębiorstwie wyniosła w czerwcu 3215 zł, o 12 proc. więcej niż w rok wcześniej. W całym pierwszym półroczu 2008 r. przeciętna roczna dynamika płac wyniosła 11,7 proc. Takiej połówki roku jeszcze w obecnej dekadzie nie widzieliśmy. Główna przyczyna wysokich podwyżek jest znana.

— Rynek pracy jest rozgrzany. Szybko rozwijająca się w ostatnich latach gospodarka sprawiła, że wyczerpują się zasoby pracowników. Spada więc bezrobocie, a rosnący popyt na pracę podnosi siłę pracownika na rynku i jego żądania płacowe — tłumaczy Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Ale coraz częściej pojawiają się głosy, że za wzrostem wynagrodzeń stoi też tzw. efekt drugiej rundy. Jest to swoista spirala — rosną pensje, przez co ceny w sklepach są coraz wyższe, a to stanowi kolejny argument do żądania dalszego podnoszenia płac. Czy mamy z tym zjawiskiem do czynienia obecnie? Coraz wyraźniej sugerują to dane o inflacji. W czerwcu wyniosła 4,6 proc. — najwięcej od prawie czterech lat.

— Trudno rozsądzić, czy to efekt drugiej rundy. Może rodzić się obawa, że tak — stwierdził po wczorajszych doniesieniach Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP), w TVN CNBC.

Podobne obawy ma Mateusz Szczurek.

— Niestety, żadne dane nie pokazują, jak duża część wzrostu płac bierze się z tego, że pracownicy mają coraz silniejszy argument w postaci inflacji. Jeżeli jednak w negocjacjach płacowych ta kwestia często się pojawia, to płace będą rosły jeszcze długo — uważa ekonomista ING Banku Śląskiego.

Taki scenariusz jest groźny dla gospodarki, bo inflacja już dziś jest wysoka, a szybko rosnące płace dodatkowo ją stymulują. Polacy mają coraz więcej pieniędzy, których część przeznaczają na konsumpcję, co ponownie wspiera wzrost cen. I spirala się nakręca.

Walka stopami

— Przy wysokich podwyżkach inflacja prędko nie zejdzie do bezpiecznych poziomów. Na szczęście ceny utemperował nieco rosnący w siłę, zwłaszcza w ostatnich tygodniach, złoty. Dzięki niemu towary importowane są coraz tańsze. Jednak gdyby złoty zaczął się osłabiać, ceny poszłyby po raz kolejny szybko do góry — mówi Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.

Wysoka inflacja może przynieść jeszcze inne negatywne skutki. RPP, chcąc walczyć z drożyzną, może dokonywać kolejnych podwyżek stóp. Przyznają to sami jej członkowie.

— Nie mam wątpliwości, że pozostajemy w fazie zacieśniania polityki pieniężnej. Pozostaje nam wybór właściwych momentów do dokonywania podwyżek stóp procentowych. Nie wydaje mi się, by 25 pkt baz. to był klucz, który prowadziłby do powrotu do celu inflacyjnego. W tej sytuacji pojawia się konieczność reagowania już na najbliższym posiedzeniu — mówi Dariusz Filar.

Jacek Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu