Perfekcja do szpiku kości

  • Jerzy Turbasa
opublikowano: 30-04-2010, 00:00

W ciągu trzech dni pobytu w Polsce książę Karol dał nam lekcję prawdziwego wyspiarskiego stylu, którego jakąś tam mutację oglądaliśmy na ramionach kilku naszych polityków z pierwszego szeregu. Tym razem mieliśmy do czynienia ze wzorcem, esencją stylu konserwatywnego.

Za kanałem La Manche tradycja ofiarowuje następcy tronu tytuł księcia Walii, co niemal automatycznie kojarzy się z pozycją arbitra elegancji. Wspomnijmy zatem nieznośnego potomka królowej Wiktorii — Edwarda VII, któremu dżentelmeni zawdzięczają manszety u spodni, niezapinanie ostatniego guzika przy kamizelce czy słynną krateczkę "Prince de Galles". Ale nowinki jego następcy z numerkiem VIII też zapierały dech, żeby wymienić choćby zmiękczenie kołnierzyków u koszuli.

None
None

Bycie księciem Walii obciążone jest zatem nielichą tradycją i zobowiązaniem. Naszym bohaterem jest kolejny właściciel tego tytułu — Karol Filip Artur Jerzy Mountbatten-Windsor — z okazji wizyty w Polsce w towarzystwie małżonki, księżnej Kornwalii Camilli Parker Bowles.

 

 

Indywidualista

Nie ma nic bardziej brytyjskiego niż dynastia Windsorów. Nikt już nie pamięta, że nazwisko zostało dodane do linii Sachsen-Coburg-Gotha rządzącej Albionem od 1714 r., która porzuciła jego germańskie brzmienie na korzyść angielskiego dopiero na początku XX stulecia. Dziś nie ma bardziej brytyjskiej postaci niż książę Karol. Jego indywidualizm świetnie określił prezydent Aleksander Kwaśniewski, uczestniczący w Danii w książęcym ślubie — "...wszyscy jak jeden mąż ubrani jak od mis-trza z Krakowa. Ale jest jeden dziwny facet. Po pierwsze, ma żakiet czarny. Po drugie, jakąś lamówkę, której żadne wzory nie przewidywały. Po trzecie, nie ma koszuli białej, tylko biały kołnierzyk i koszulę niebieską w paski. Po czwarte, nie ma krawata srebrnego tylko modry. Po piąte, ma kamizelkę na dwa rzędy guzików. No i na sam koniec, to po szóste, nie ma normalnych czarnych butów, tylko jakieś takie z przodu lakierki. Patrzę na niego i myślę, że trudno, po prostu znalazł się taki jeden. Gdyby nie fakt, że... to książę Karol". No właśnie...

Książę zakłada jedynie całkowicie niepraktyczne dwurzędowe garnitury i takież płaszcze, szyte na miarę w legendzie Saville Row — firmie Anderson Sheppard. Niepraktyczne, bo nie zezwalają na rozpięcie guzików. Ale jaki za to dają styl! Wizerunek księcia jest dopracowany w każdym szczególe. Górne kieszonki w dyplomatkach i ma- rynarkach nigdy nie są puste. Zawsze znajdziemy tam poszetki (chusteczki do kieszonki), starannie ułożone i perfekcyjnie dobrane do krawata. To jego znak rozpoznawczy. A krawat starannie zawiązany na sposób oczywiście windsorski, pod rozwartym kołnierzykiem typu kent, u nas znanym jako włoski. I wszystko, oczywiście, szyte ręcznie.

 

 

W pałacu i w plenerze

Książę Walii dał nam lekcję nie tylko prawdziwego wyspiarskiego stylu, ale też nienagannej elegancji. Zaprezentował jej fundament — stosowność ubioru do okoliczności. Inaczej ubrany był w trakcie oficjalnych spotkań — na salonach. Zmienił styl, gdy udał się w plener, do Puszczy Białowieskiej. Potrafił się przebierać dwa razy dziennie. Do Pałacu Namiestnikowskiego założył wizytowy garnitur granatowy z lekkim połyskiem, do tego biała koszula w delikatne prążki, krawat i poszewka w tonacji zgaszonego indygo. Na spotkaniu z premierem zmiana tkaniny na granatowe prążki, koszula — na białą, poszetka i krawat na bordo. Na spotkania podjechał nie brytyjską limuzyną, co bywało zasadą, ale BMW (może to korzenie przodków?). Wierzchnie okrycie stanowiła ciemnostalowa dyplomatka.

Gdy był w odwiedzinach u żubrów czy na spotkaniu z ekologicznie ubranymi dziećmi z Hajnówki, nastąpiła zamiana na mniej zobowiązującą garderobę. Na ramionach pojawiło się jasnopopielate, oczywiście dwurzędowe, palto typu polo z manszetami na rękawach. Pod nim popielata dwurzędówka w delikatną jodełkę, niebieska koszula, a pod szyją klasyczny regimental. Buty zaś zmieniły kolor na mniej formalny brąz.

 

 

Książęce obycie

Czas zrobił swoje. Szpakowaty, przerzedzony włos, lekko przekrwiona twarz, charakterystyczny uśmiech i — wybaczalny jedynie jemu — zwyczaj trzymania ręki w bocznej kieszeni marynarki czy dyplomatki. I wszędzie ta swoboda w obyciu, doprowadzona do granic brawury. To już nie te czasy, gdy Camilla Parker Bowles zajmowała czołowe miejsca na liście najgorzej ubranych kobiet, i to już nie ten nadwrażliwy, młody, niepewny Karol z czasów księżnej Diany, o którym jedna z nieutemperowanych, acz już byłych, szwagierek mawiała — mając na myśli niezbyt przylegające do głowy uszy — że "przypomina volkswagena z otwartymi drzwiami". l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jerzy Turbasa

Polecane