Pesymiści swoje, rynek akcji swoje

Adrian Boczkowski
opublikowano: 16-02-2010, 00:00

Od roku kreślą

załamanie indeksów.

Bez skutku.

Czy kasandryczne

przewidywania

znów będą fikcją?

Na przełomie 2008 i 2009 r. rynkowy pesymizm mógł być usprawiedliwiony, ale wiosną zeszłego roku niewielu ekspertów odrzuciło od siebie emocje, obiektywnie spojrzało na napływające dane i wykazało się wyczuciem nadchodzącego przełomu. Wskaźniki wyprzedające, a później już również twarde dane wskazywały na to, że mamy do czynienia z mocnym odbiciem w gospodarkach. Zapowiadanego przez wielu "końca świata" nie było, rynek międzybankowy ustabilizował się, a kursy akcji nie mogły spadać w nieskończoność.

Dlatego trzeba docenić raporty analityków DI BRE Banku, którzy już od stycznia 2009 r. byli przekonani o dużych, dynamicznych i trwałych zwyżkach do obecnych poziomów indeksów. W dalsze spadki na początku zeszłego roku nie wierzył również Mariusz Staniszewski z Noble Funds TFI, o czym mówił "PB". W kwietniu Wojciech Olszewski z OFE Polsat na naszych łamach słusznie twierdził, że największe wzrosty dopiero nastąpią. Rację miał również Mark Mobius z Templeton AM, który jeszcze pod koniec 2008 r. mówił wprost: "Po prostu nie widzę długiej i przedłużającej się recesji. Widzę możliwość, by obkupić się w tanie akcje i sprzedać je wysoko w następnym cyklu".

Dobrej rady udzielił także Roman Karkosik, znany inwestor z GPW, który twierdził, że "jeśli ktoś ma dzisiaj pieniądze, może budować przyszłą fortunę". Wśród TFI pierwsze lody przełamał Union Investment, który zaczął agresywnie promować fundusze akcyjne. Choć ostatnio DI BRE Banku spodziewał się korekty wzrostów, a na początku lutego sprawdziły się przewidywania Ipopemy Securities o jej gwałtowności, to oba biura wciąż pozytywnie zapatrują się na całoroczne perspektywy rynku.

Tymczasem pesymiści cały czas nie odpuszczają (zobacz obok). W światowej gospodarce rzeczywiście nie jest różowo i wiele rodzajów ryzyka czyha na inwestorów. Gdyby tak jednak nie było, to wyceny akcji byłyby dużo wyższe, podobnie jak siła potencjalnych spadków. Tymczasem ci, którzy słuchali jedynie prognoz opartych na strachu, przespali cały dotychczasowy rajd indeksów. Zarobić można było setki procent, a tak duże okazje inwestycyjne jak przed rokiem mogą się już prędko nie nadarzyć. Dlatego warto zachować zdrowy rozsądek i rozważyć na chłodno obiektywne argumenty.

Dane napływające na rynek są umiarkowanie optymistyczne, jednak jasnych sygnałów zmian na lepsze, jak wiosną ubiegłego roku, już nie ma. Dlatego trzeba zachować czujność i nie być głuchym na sygnały ostrzegawcze. Sytuacja za jakiś czas może się bowiem na tyle zmienić, że kasandryczne przepowiednie mogą okazać się trafne. Być może jednak obecna korekta to okazja do zakupów, o czym przekonani są specjaliści m.in. z Credit Suisse i DWS TFI.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy