Petrochemia ma ogromny potencjał do rozwoju

  • Materiał partnera
opublikowano: 14-10-2019, 09:17

Petrochemia na całym świecie stanowi podstawę gospodarki. W przypadku Polski problemem jest to, że wytwarzamy za mało materiałów petrochemicznych i krajowi producenci wyrobów końcowych muszą je importować. Ambicją PKN Orlen jest zmiana tego stanu rzeczy — podkreślali uczestnicy debaty „Petrochemia ma przyszłość”, połączonej z prezentacją raportu przygotowanego przez ekspertów koncernu.

Historia współczesnej petrochemii sięga 1835 r., kiedy to francuski chemik i fizyk Henri Victor Regnault odkrył polichlorek winylu — tworzywo obecnie szeroko stosowane m.in. w stolarce okiennej i drzwiowej. Jednak pierwszy masowo produkowany plastik powstał dopiero 74 lata później, a rozwój przemysłu petrochemicznego zaczął nabierać tempa w latach 50. ubiegłego wieku. Od 1970 r. urósł 10-krotnie, czyli szybciej niż którykolwiek inny sektor produkcyjny, przewyższając wzrost światowego PKB o 60 proc. W 2017 r. 14 proc. ropy naftowej i 8 proc. gazu ziemnego użyte zostało do produkcji petrochemikaliów. Obecnie przemysł ten generuje 3,5 mld euro przychodów ze sprzedaży, czyli ponad 15 razy więcej niż przychody Apple, a jego produkty towarzyszą nam w każdej dziedzinie życia — podkreślają autorzy raportu „Petrochemia ma przyszłość”.

O przyszłości petrochemii w Polsce dyskutowali (od lewej): Roch Baranowski, partner at Bain & Company, Ryszard Florek, współzałożyciel i prezes Fakro, Adam B. Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen, Zbigniew Leszczyński, członek zarządu ds. rozwoju PKN Orlen, Marek Tejchman, prowadzący debatę.

— Koncerny paliwowe na całym świecie są pod coraz większą presją na swoim podstawowym rynku. Natomiast produkcja petrochemiczna, głównie plastiku, jest coraz mniej zagrożona. W rozwijających się gospodarkach wzrost popytu na jej wyroby jest skorelowany ze wzrostem gospodarczym, co np. widać w krajach Azji. W ostatnich latach zwrócono jednak szczególną uwagę na odpady, które ostatecznie lądują w morzach i oceanach. To największe zagrożenie — mówił podczas debaty Roch Baranowski, partner at Bain & Company.

Jak zaznaczył, wyroby końcowe, wytwarzane z materiałów petrochemicznych, które w większości mają znacznie dłuższe życie niż jednorazowe, szybko wyrzucane opakowania. Jednak teraz producenci wyrobów końcowych wraz z koncernami petrochemicznymi musza znaleźć sposób na efektywny recykling opakowań.

Gigantyczny problem

Gdy wprowadzano plastik do masowego użycia, podkreślano, że ma gigantyczne znaczenie prośrodowiskowe, że dzięki niemu oszczędzamy naturę — np. drzewa, bo potrzebujemy mniej papieru. Teraz powstaje pytanie, jak plastik, a szczególnie opakowania, wykorzystywać wielokrotnie. Największym problemem jest to, że 80 proc. plastiku ma krótki żywot. Jest on wyrzucany zaraz po użyciu, zanieczyszczają cśrodowisko — mówił Adam B. Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen.

Jak duży jest to problem, pokazują dane z raportu. Z każdych 100 plastikowych odpadów przeciętnie 79 trafiało na wysypiska, 12 zostało spalonych, 9 poddano recyklingowi, a spośród tych 9 po powtórnym użyciu 2 zostały spalone, 5 składowane na wysypisku i tylko 2 sztuki krążą w obiegu wtórnym. Od początku produkcji plastiku do recyklingu trafiło więc jedynie 9 proc. wszystkich odpadów, a reszta została w naszym środowisku. Plastikowe odpady to głównie produkty jednorazowe. Co minutę na świecie sprzedaje się milion plastikowych butelek, a roczne zużycie plastikowych toreb przekracza 5 bln sztuk. W sumie połowa wyprodukowanych dotąd plastikowych opakowań trafiła na wysypisko. Co trzecie opakowanie wyrzucane jest nielegalnie i trafia do lasów, parków, rzek i oceanów.

Przyszłość chemii

Czy to oznacza koniec ery plastiku? Nie — zapewniają autorzy raportu, bo dzięki niemu możliwy jest rozwój wielu gałęzi przemysłu, choćby motoryzacyjnego, budowlanego czy telekomunikacyjnego. Choć właściwie ma on zastosowanie w każdej dziedzinie życia. I mimo wyzwań środowiskowych zapotrzebowanie na produkty petrochemiczne będzie rosło. Przy zachowaniu bieżącego tempa wzrostu w 2030 r. popyt na chemikalia bazowe wzrośnie o 50 proc., a do 2050 r. się podwoi. Równocześnie badania pokazują, że wprowadzenie kilku zmian w procesie produkcji plastiku może zmniejszyć koszty środowiskowe ze 139 mld do 98 mld dol., czyli prawie o jedną trzecią.

Nadążenie za tym wzrostem popytu, przy równoczesnym zwiększeniu ochrony środowiska, to ogromne wyzwanie dla polskich przedsiębiorstw.

— Polska ma duży deficyt w produkcji chemicznej, więcej sprowadzamy, niż sami wytwarzamy — przede wszystkim wyrobów ropopochodnych. A to oznacza, że jeśli sami nie wyprodukujemy plastiku, to i tak nam go przywiozą. Ogromne zapotrzebowanie zgłasza przede wszystkim przemysł. Dlatego jeśli jako kraj chcemy się bogacić, jeśli chcemy jako obywatele więcej zarabiać, to powinniśmy o wiele więcej produkować na miejscu — apelował podczas debaty Ryszard Florek, współzałożyciel i prezes Fakro.

Wtórował mu Adam B. Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen.

— Po każdej branży widać, że jest przyszłość dla plastiku, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Przybywa ludzi, przybywa potrzeb, zwiększa się popyt na produkty. Każda produkcja ma wpływ na środowisko, dlatego trzeba się zastanowić, z czego wytwarzać. A najlepiej z ropy, ewentualnie z gazu. Ropa zostawia dużo mniejszy ślad klimatyczny i środowiskowy w porównaniu z alternatywnymi surowcami, dlatego petrochemia będzie się rozwijała, choć udział ropy w paliwach będzie spadał — zapewniał.

— W Polsce w 2017 r. 302 tys. osób zatrudnionych było w 11 tys. przedsiębiorstw chemicznych. Każde miejsce pracy w chemii generuje kilka w innych sektorach gospodarki. W 2017 r. firmy z branży zainwestowały 11 mld zł, z czego blisko 30 proc. w działalność badawczo-rozwojową, a produkcja sprzedana przekroczyła 240 mld zł. Największy udział w sprzedaży miały produkty ropopochodne. Polska petrochemia podąża za światowymi magnatami, m.in. dzięki PKN Orlen. W czerwcu 2018 r. grupa ogłosiła Program Rozwoju Petrochemii — jego budżet do 2023 r. to 8 mld zł. Program zakłada realizację trzech kluczowych inwestycji: budowę kompleksu pochodnych aromatów, rozbudowę kompleksu olefin oraz rozbudowę zdolności produkcyjnych fenolu. Inwestycje te wpłyną na wzrost produkcji przemysłowej oraz całej gospodarki — zapewniał Zbigniew Leszczyński, członek zarządu ds. rozwoju PKN Orlen.

Przyszłość tworzyw

Grupa zamierza wytwarzać wyroby innowacyjne w skali światowej. Dlatego buduje w Płocku Centrum Badawczo-Rozwojowe.

— Zakończymy je w 2020 r. Tam będziemy rozwijali innowacyjne technologie. Wierzymy, że w przyszłości nasze produkty będą zastępowały inne, sprowadzane z zagranicy. Produkty petrochemiczne są łatwowytwarzalne, łatwodostępne, niedrogie. Dlatego plastik odniósł sukces. Teraz musimy się nauczyć inaczej z nim obchodzić — zapewniał Zbigniew Leszczyński.

O potrzebach przemysłu mówił Ryszard Florek.

— W mojej branży, budowalnej, potrzeby cały czas rosną, bo wiele elementów, do niedawna wytwarzanych z innych materiałów, zastępowanych jest wyrobami z plastiku — np. ramy okienne. Musimy sprowadzać je z zagranicy — albo gotowe profile, albo materiały lub komponenty do ich produkcji. A przecież polskie firmy mogłyby same je wytwarzać w ilościach, które zaspokoiłyby potrzeby branży budowlanej — podkreślał.

Równocześnie ostrzegał.

— PKN Orlen musi sobie jednak zdawać sprawę, że jeśli zaangażuje się w intensywny rozwój produktów petrochemicznych, to tu już nie będzie miał wielkiej przewagi, bo ten rynek jest bardzo konkurencyjny. Grupa musi mieć świadomość tej konkurencji, a wiadomo, że starzy gracze będą bardzo brutalni, bo nie lubią nowej konkurencji, nie chcą oddać kawałka tortu. Trzeba także mieć świadomość, że polska ochrona konkurencji jest bardzo słaba — zaznaczał Ryszard Florek.

— Pan prezes Florek doskonale rozumie potrzeby przemysłu i bardzo nas motywuje do działania, podpowiada, jakich produktów potrzebuje i chce, by robiono je w Polsce. Częstym u nas problemem jest brak kapitału — największe firmy chemiczne na świecie wydają rocznie po 8 mld euro tylko na badania i rozwój. To pokazuje skalę ich działania. Dlatego my budujemy własne centrum B+R, będziemy w nim współpracowali z wieloma uczelniami i instytutami. Chcemy dogonić największych, a później ich przegonić — wyjaśniał Zbigniew Leszczyński.

Zapewniał on jednocześnie, że PKN Orlen dobrze się przygotował do inwestycji i odrobił lekcje z historii.

— Mamy świadomość skali inwestycji, ale przenalizowaliśmy podaż i popyt na świecie i jesteśmy przekonani, że będą one opłacalne. Już rozmawiamy z naszymi potencjalnymi odbiorcami z różnych gałęzi gospodarki. Chcemy mieć z nimi wieloletnie kontrakty, aby zanim rozpoczniemy masową produkcję naszych nowych wyrobów, mieć już na nie zamówienia. Zdajemy sobie sprawę z zagrożenia ze stronty konkurencji. Pamiętamy przykłady polskich spółek, które były przejmowane przez zagraniczne, tylko po to by je zamknąć. Wiemy, że będziemy musieli bardzo ostro konkurować również w Polsce, nie tylko na zagranicznych rynkach. Ale chcemy wypełnić lukę podażową w Polsce — przekonywał Zbigniew Leszczyński.

Zapewniał, że PKN Orlen, zanim podjął decyzję o inwestycjach, zrobił bardzo dokładną analizę rynku i znalazł luki, w które zamierza wejść. Bedzie wypełniał rosnące w przyszłości zapotrzebowanie na wyroby petrochemiczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu