PGE mnoży razy 3

Agnieszka Berger, Kamil Zatoński
31-10-2007, 00:00

Zarząd Polskiej Grupy Energetycznej kusi inwestorów potrojeniem jej wartości w ciągu pięciu lat. Spółka chce za rok trafić na parkiet.

Bez dużego wzrostu cen energii czempion nie będzie wart 80 mld zł

Zarząd Polskiej Grupy Energetycznej kusi inwestorów potrojeniem jej wartości w ciągu pięciu lat. Spółka chce za rok trafić na parkiet.

Jeśli spełnią się zapowiedzi zarządu Polskiej Grupy Energetycznej (PGE), utworzony w wyniku megakonsolidacji narodowy czempion za pięć lat ma szansę zdystansować rodzimych giełdowych gigantów.

— Na dzień konsolidacji kapitały własne grupy wynosiły 27 mld zł. Naszą aspiracją jest ich potrojenie w ciągu pięciu lat. Budowanie wartości będzie naszym priorytetem. Możemy mówić o wzroście do 80-85 mld zł do 2012 r. Z analiz wynika, że ten cel jest realny — mówi Paweł Urbański, prezes PGE.

Pożądane podwyżki

Na czym zarząd chce budować wartość PGE? Szef grupy zapewnia, że nie na podwyżkach cen energii. Nie ukrywa jednak, że firma mocno na nie liczy.

— Obecne ceny w Polsce wyraźnie odbiegają od poziomu obowiązującego w Europie Zachodniej i u naszych południowych sąsiadów. Przy takich stawkach inwestowanie w nowe moce nie jest opłacalne. Jeśli w kraju mają zostać zrealizowane wszystkie projekty inwestycyjne, które są potrzebne, energia musi podrożeć — podkreśla prezes PGE.

Zdaniem Pawła Urbańskiego, media przesadzają, strasząc odbiorców energii wzrostem cen do 180-200 zł/MWh z obecnych 130 zł/MWh. Czyżby?

— 50-55 EUR/MWh (180- -200 zł/MWh) to poziom cen na sąsiednich rynkach europejskich, który zapewnia rentowność inwestycji. Nie należy się jednak obawiać, że dogonimy sąsiadów… w ciągu jednego roku — mówi prezes PGE.

Jego zdaniem, realny jest wzrost stawek na hurtowym rynku energii o kilkanaście proc. w skali roku.

— Dla odbiorcy detalicznego nie powinno to być nadmiernie dotkliwe. Można się spodziewać wzrostu kosztów energii o 3-5 proc. rocznie uspokaja Paweł Urbański.

Jeśli ceny energii będą rosły powoli, lecz systematycznie, za pięć lat odbiorcy mogą jednak płacić rachunki wyższe o 15-25 proc. od dotychczasowych. W tym czasie stawki hurtowe mogą wzrosnąć nawet o blisko 50 proc.

Oszczędności i wzrost

PGE przekonuje jednak, że wartość grupy będzie rosła głównie dzięki oszczędnościom.

— Za 4-5 lat nasze koszty operacyjne będą niższe o 1 mld zł rocznie — zapowiada Paweł Urbański.

Czynnikiem wzrostu mają też być akwizycje. Na celowniku PGE jest pół Europy, ale na razie nie słychać o konkretnych planach. Zarząd przyznaje, że priorytetem będzie rozwój firmy na krajowym rynku. PGE chce zwiększyć udział w sprzedaży energii odbiorcom detalicznym z 30 proc. do 40-45 proc. Grupa ma w planach zdobycie aż 2-3 mln nowych klientów. Jednak biorąc pod uwagę powolne tempo liberalizacji rynku, organiczny wzrost na taką skalę wydaje się w krótkim czasie raczej nierealny. Nie zapewni tego nawet starannie przygotowana kampania reklamowa, którą właśnie rozpoczyna PGE. Chce oswoić klientów z jedną marką handlową — wspólną dla wszystkich spółek połączonych pod szyldem PGE. 15 listopada ogłosi szczegóły nowej oferty detalicznej. Zamierza zaproponować odbiorcom zakup prądu wraz z usługą telefonii stacjonarnej. Będzie to pierwsza taka oferta w kraju.

Na szybki wzrost w wyniku przyłączenia do grupy gdańskiej Energi, o co od dawna zabiegał zarząd PGE, raczej nie ma szans. W każdym razie nie po październikowych wyborach. Politycy PO krytykują konsolidację pionową energetyki przeprowadzoną przez poprzedników. Są raczej skłonni częściowo odwrócić ten proces, wymuszając na państwowych grupach sprzedaż części aktywów. Jeśli przejdą od słów do czynów, mogą skutecznie pokrzyżować giełdowe plany zarządu PGE.

— Chcemy zadebiutować pod koniec 2008 r. Do końca roku zamierzamy wybrać doradcę. Przetarg ogłosimy być może jeszcze w tym tygodniu — zapowiada Paweł Urbański.

Na giełdę ma trafić do kilkunastu procent nowo wyemitowanych akcji PGE.

PGE wyceniany na 80 mld zł? Czemu nie

Wartość rynkowa CEZ, czeskiego giganta energetycznego, 22-krotnie przekracza prognozowany przez analityków zysk netto spółki za 2007 r. Przy tym wskaźniku, aby uzasadnić oczekiwaną przez władze PGE kapitalizację spółki na poziomie 80 mld zł w 2012 r., rodzima grupa musiałaby (przy niezmienionych warunkach na rynku kapitałowym) wypracować za pięć lat około 2 mld zł czystego zysku. W 2006 r. było to 700 mln zł.

Szefowie spółki szacują roczne zyski firmy w latach 2007-11 na kwotę od 1,3 do 2,5 mld zł, a ich znaczna część — około 1 mld zł — ma pochodzić z oszczędności. Plan jest więc bardzo ambitny, ale możliwy do realizacji.

Firma może podnieść efektywność operacyjną w wyniku restrukturyzacji (choć w państwowych firmach nie jest to zwykle łatwe), zoptymalizować finansowanie, podnosić ceny itd. Inna sprawa, że zamierza wydać spore kwoty na inwestycje (zwiększą się więc także koszty finansowe), które w tej branży mają wydłużony okres zwrotu. Drugą rozważaną przez zarząd ścieżką poprawy wyników są przejęcia. A to też kosztuje.

Kamil

Zatoński

Magia energetycznych liczb

27

mld zł

Taka była wartość PGE w chwili konsolidacji…

80-85

mld zł

…a tyle grupa ma być

warta w 2012 r.

130

zł/MWh

Taki jest poziom hurtowych cen energii w Polsce…

180-200

zł/MWh

…a tyle płaci się w hurcie u sąsiadów, których chcemy dogonić.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Berger, Kamil Zatoński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / PGE mnoży razy 3