PGF nie boi się skutków kryzysu

AMB
20-02-2009, 00:00

Dystrybutor leków zapowiada dobry kwartał i udany rok. Nie rezygnuje z inwestycji, ale stawia na efektywność i redukcję długów.

Dystrybutor leków zapowiada dobry kwartał i udany rok. Nie rezygnuje z inwestycji, ale stawia na efektywność i redukcję długów.

Polska Grupa Farmaceutyczna (PGF) nie obawia się kryzysu.

— Branża w ogóle go nie odczuwa. Leki to artykuły pierwszej potrzeby. Załamanie na rynkach finansowych nie spowoduje, że ludzie przestaną je kupować. Eksperci prognozują, że w tym roku rynek wzrośnie o 7-8 proc. Postaramy się co najmniej dotrzymać mu tempa — mówi Jacek Dauenhauer, wiceprezes PGF.

Łódzki dystrybutor leków jest przekonany o dobrych perspektywach branży. Cała sztuka to przekonać inwestorów. Grupie wciąż nie udało się uplasować na rynku dużej prywatnej emisji akcji spółki zależnej CEPD (Central European Pharmaceutical Distribution), która miała być przeznaczona na inwestycje w Europie. Udany I kwartał może poprawić perspektywy inwestycyjne.

— Już widzimy, że to będzie dobry kwartał. Branża opiera się kryzysowi, choć nie widać tego w notowaniach giełdowych — mówi Jacek Dauenhauer.

Zdaniem Przemysława Sawali-Uryasza, analityka Unicredit CA IB, ten plan ma duże szanse powodzenia.

— Obawiam się wprawdzie, że w II półroczu kryzys może dosięgnąć Kowalskiego i przełożyć się na mniejszą sprzedaż leków z segmentu OTC (bez recepty — red.). Jednak sama sprzedaż preparatów na receptę i do szpitali zapewnia PGF dużą stabilność — mówi Przemysław Sawala-Uryasz.

Analityk dodaje, że kluczem do sukcesu w rozmowach z funduszami inwestycyjnymi będzie pokazanie dobrych wyników w sprzedaży detalicznej, czyli w segmencie rynku, który w ubiegłym roku grupa przeniosła do CEPD.

— Dotychczas ta działalność była nierentowna, a nowo powołana spółka przynosiła duże koszty. Jeśli fundusze zobaczą, że potrafi na siebie zarobić, chętnie zainwestują, zwłaszcza że kryzys to dobry czas na przejęcia — uważa Przemysław Sawala-Uryasz.

Jacek Dauenhauer podkreśla, że nawet jeśli inwestycje odsuną się w czasie, grupa może zrobić wiele, by akcjonariusze patrzyli na nią bardziej przychylnie.

— Mamy gotową strukturę — bez niedokończonych projektów, dla których nie ma finansowania. Odłożenie inwestycji spowoduje, że cała para pójdzie w poprawę efektywności. Planujemy również redukcję długu, a z pewnością nie sięgniemy po żadne formy finansowania, które by go zwiększyły — zapewnia wiceprezes PGF.

— To pozytywna informacja. Grupa ma wysoki poziom długu. Gdyby w tym roku udało się go zredukować o 50 mln zł, byłby sukces — ocenia analityk.

Według CA IB, w 2008 r. przychody PGF wyniosły 5,28 mld zł, a w tym roku wzrosną do 5,64 mld zł. EBITDA w tym roku wyniesie 126 mln zł, a zysk netto 54 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AMB

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / PGF nie boi się skutków kryzysu