PGNiG to dla rządu duży problem

Związki chcą akcji, skarb dywidendy, Gaz System majątku, a Rosjanie stoją u bram PGNiG. Mamy związane ręce — przyznaje minister gospodarki.

PGNiG to dla rządu duży problem

Anna Bytniewska
opublikowano: 17-05-2006, 00:00

Związki chcą akcji, skarb dywidendy, Gaz System majątku, a Rosjanie stoją u bram PGNiG. Mamy związane ręce — przyznaje minister gospodarki.

„Puls Biznesu”: Paweł Szałamacha, wiceminister skarbu, powiedział, że rząd nie musi przydzielić pracownikom PGNiG akcji spółki.

Piotr Woźniak, minister gospodarki: Jesteśmy w bardzo kłopotliwej sytuacji. Obietnice złożone przez poprzedni rząd były na wyrost. Zostały inaczej zapisane w programie rządowym i w prospekcie emisyjnym. Ta dwuznaczność dała wrażenie, że skarb państwa jest zobowiązany sprzedać symboliczną liczbę akcji, a potem przydzielić pracownikom akcje z przysługującej im puli. Taki obowiązek na skarbie państwa nie ciąży.

A ustawa o komercjalizacji i prywatyzacji?

— Nie nakłada obowiązku prywatyzacji.

Ale nakłada obowiązek przydziału akcji pracownikom.

— Bezwzględnie tak, ale w przypadku podwyższenia kapitału ten obowiązek na skarbie państwa nie ciąży. Powstało więc poważne nieporozumienie. Rozbudzono ogromne nadzieje wśród pracowników PGNiG i stąd problem. Chciałem rozmawiać na ten temat, żeby załoga i związki PGNiG miały świadomość, jak na to patrzy minister gospodarki. Związkowcy nie chcieli się ze mną spotkać. Stwierdzili, że usiłuję rozbić ich jedność.

To koniec szans na dialog?

— Inaczej nie da się tego interpretować, co jest dla mnie wielkim zaskoczeniem.

Czy powodem zatrzymania akcji pracowniczych jest rzeczywiście ryzyko ich przejęcia przez Gazprom?

— Nie należy stwarzać takiego ryzyka. Przede wszystkim trzeba uniknąć importu gazu tak naprawdę tylko z jednego źródła. W sytuacji, kiedy kończymy negocjacje z Norwegami, kiedy czeka nas realizacja głównych projektów dywersyfikacyjnych, nie można przypuszczać, że inwestor, który jest jednocześnie dostawcą albo jego reprezentantem, będzie sprzyjał takim projektom. Stąd wstrzemięźliwość, jeśli chodzi o prywatyzację. Ja byłem jej przeciwnikiem także z innego powodu. Firma o nadpłynności i świetnym ratingu nie musi sprzedawać aktywów, ponieważ może sięgnąć po dowolny instrument z rynku pieniężnego, i to na znakomitych warunkach.

Poprzedni zarząd PGNiG twierdził, że gdy wchodził do spółki, groziła jej upadłość. Mówił, że ją oddłużył, zmniejszył liczbę kredytów...

— To wszystko jest pochodną emisji euroobligacji (w 2001 r.— przyp. red.). W momencie, kiedy do spółki wpłynęło 800 mln EUR, rzeczywiście można było zacząć restrukturyzację finansową. I na szczęście tak zrobiono, zarówno w stosunku do Gazpromu, jak i Gazexportu czy Bartimpeksu. Spółka odzyskała płynność szybką na poziomie 2,1, a bieżącą 2,5.

Uważa pan więc, że publiczna emisja akcji PGNiG nie była konieczna?

— Absolutnie nie. Niektórzy komentatorzy uważają, że jedynym powodem były potrzeby budżetu.

Do skarbu nie wpłynęła przecież ani złotówka. Chodziło o zdobycie środków na inwestycje.

— A gdzie są te projekty? Kiedy odszedłem z PGNiG, wydobycie krajowego gazu wynosiło 4,1 mld m sześc. Po czterech latach wynosi 4,3 mld m sześc. Nie wybudowano nowej odazotowni, nie udostępniono do wydobycia większej ilości złóż, nie powiększono zdolności magazynowych oprócz jednego magazynu w Mogilnie. Inwestycje wymagają długich przygotowań. Należało uprzedzić o tym inwestorów.

Zaraz po debiucie PGNiG przedstawiło program i harmonogram inwestycji dotyczących wzrostu wydobycia krajowego gazu. Tak to wyglądało z perspektywy dziennikarza. Ale pan ma dostęp do dokumentów...

— Nie, nie mam. To spółka giełdowa. Można się zorientować tylko z dokumentów podawanych do publicznej wiadomości. Nie dysponuję żadnymi dodatkowymi danymi. Może poproszę, żeby PGNiG ukończyło białą księgę otwarcia i żeby tam zostało to jasno napisane.

Co ma się w niej znaleźć?

— Inwestorzy mają prawo zadawać pytania. Okazja będzie na najbliższym walnym zgromadzeniu. Zarząd będzie obowiązany na nie opowiedzieć. Jeżeli chodzi o działalność inwestycyjną PGNiG w ostatnich czterech latach — jest co najmniej mizerna.

Największym akcjonariuszem PGNiG jest skarb państwa. Czy na walnym spółki będzie występował z pytaniami o stan inwestycji?

— Sądzę, że tak. Na początku roku mieliśmy poważny problem z dostawami gazu. Okazało się, że system jego przesyłu nie jest doinwestowany. W momencie ograniczenia dostaw w jednym punkcie w Drozdowiczach system przesyłu miał poważne kłopoty. Trzeba było wprowadzić administracyjne ograniczenia w poborach, by ochronić odbiorców indywidualnych, a to ciężki grzech w tym przemyśle.

Czy prywatyzacja jest PGNiG potrzebna?

— Aby to było możliwe, muszą być spełnione następujące warunki: zdywersyfikowane źródła dostaw gazu, oddalone ryzyko wrogiego przejęcia, przetransferowany majątek przesyłowy do Gaz Systemu (spółka należąca do państwa — przyp. red). Trzeba uniknąć sytuacji, by w prywatne ręce trafiła lwia część systemu przesyłowego. Umowa leasingowa jest rozpisana na 17 lat. To nie jest perspektywa, w której można coś rozsądnie planować. Stąd warunek, żeby elementy systemu przesyłowego były w 100 proc. własnością skarbu państwa.

Można przyśpieszyć proces przejmowania tego majątku przez Gaz System?

— Chciałbym. Żeby jednak wnieść majątek przesyłowy do Gaz Systemu (nieruchomości), jego sytuacja prawna musi być uregulowana. Popełniono błąd, ustalając umowę leasingową między PGNiG a Gaz Systemem na 17 lat. To szyderstwo z systemu finansowego. Można było podzielić PGNiG zgodnie z kodeksem spółek handlowych. Nie byłoby problemu.

Odnoszę wrażenie, że ma pan skrępowane ręce.

— Sprawa jest bardzo trudna.

Czy sytuacja PGNiG jako spółki giełdowej zostanie utrzymana do czasu spełnienia warunków, które pan wymienił jako umożliwiające jej prywatyzację?

— Gdyby udało się, nie wyrządzając szkody inwestorom i spółce, chętnie wrócę do punktu wyjścia.

Czy rozmawiał pan o tym z ministrem skarbu?

— Nie prowadzimy rozmów na ten temat. Najpierw musi być plan.

Resort skarbu i zarząd PGNiG pracują nad nim.

— Jeżeli będą mieli dobry plan, na pewno się nim podzielą. Obecnie interesem nadrzędnym jest bezpieczeństwo energetyczne. Gdyby nie zdemontowano kontraktów norweskiego i duńskiego, mielibyśmy je zapewnione.

Czy PGNiG powinno być prywatyzowane?

— Nie musi być spółką skarbu państwa nawet w 1 proc. Pod warunkiem, że operator systemu przesyłowego będzie działał niezależnie od PGNiG.

Wywiad nieautoryzowany

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bytniewska

Polecane