Koranawirus zarazi też polską gospodarkę

  • PAP
opublikowano: 20-02-2020, 11:26

Wirus 2019-nCoV w niewielkim stopniu dotknie naszą gospodarkę - twierdzą ekonomiści PIE. Tymczasem BGK ostrzega, że reperkusje gospodarcze wywołane przez epidemię w Chinach odczują m.in. frankowicze.

Polska znajdzie się wśród krajów UE w niewielkim stopniu dotkniętych osłabieniem chińskiej gospodarki spowodowanej epidemią koronawisusa; najbardziej może ucierpieć gospodarka niemiecka - prognozuje Polski Instytut Ekonomiczny (PIE), publiczny think tank gospodarczy (zajmuje się dostarczaniem analiz i ekspertyz do realizacji Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a także popularyzacją polskich badań naukowych z zakresu nauk ekonomicznych i społecznych w kraju oraz za granicą). 

Zobacz więcej

Fot. Pixabay License

"Z powodu koronawirusa można oczekiwać zmniejszenia tempa wzrostu gospodarczego Polski w 2020 r. o ok. 0,02 pkt. proc." - wyliczyli eksperci PIE, przyjmując - za niemieckim Ifo Institut - że wskutek epidemii koronawirusa wzrost gospodarczy Chin w 2020 r. zmniejszy się o 1 pkt. proc.(co odpowiada w przybliżeniu spadkowi popytu finalnego o 2 proc).

Według PIE Polska znajdzie się zatem w gronie krajów UE "w relatywnie niewielkim stopniu" dotkniętych osłabieniem chińskiej gospodarki. "Najbardziej może ucierpieć gospodarka niemiecka, jednak nawet w jej przypadku spadek tempa wzrostu PKB nie powinien być większy niż o 0,06 pkt. proc." - ocenili eksperci instytutu w najnowszym wydaniu "Tygodnika Gospodarczego PIE". Dodali, że wśród państw UE Niemcy mają najsilniejsze powiązania handlowo-inwestycyjne z gospodarką chińską - w 2018 r. odpowiadały one za połowę eksportu UE-27 do Chin. Negatywne skutki epidemii koronawirusa, jak wskazali, może też odczuć Irlandia (spadek tempa wzrostu PKB o 0,05 pkt. proc.), Holandia i Dania, a także pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej (spadek o 0,04 pkt. proc.)

W Polce, efekty spadku popytu w Chinach mogą być najbardziej odczuwalne w produkcji metali oraz transporcie lotniczym - wynika z prognoz PIE. "Wartość dodana, jak i liczba pracujących w tych działach polskiej gospodarki może zmniejszyć się z tego tytułu o więcej niż 0,1 proc." - czytamy. W dalszej kolejności może ucierpieć produkcja maszyn i urządzeń, górnictwo i wydobycie, produkcja sprzętu elektrycznego, produkcja pojazdów mechanicznych oraz produkcja wyrobów metalowych. "W tych działach można spodziewać się spadku wartości dodanej i liczby pracujących o 0,05-0,1 proc." - napisano.

Eksperci PIE podkreślili, że oszacowane skutki epidemii koronawirusa w Chinach dla polskiej gospodarki "wydają się być prawie niezauważalne". Zaznaczyli, że o skali wpływu tej epidemii na gospodarkę Chin, a w konsekwencji na gospodarkę światową, zdecyduje dalszy rozwój wydarzeń. "W sytuacji przedłużających się zakłóceń w gospodarce chińskiej, wskutek dalszego rozprzestrzeniania się wirusa, przyjęcie założenia o spadku PKB Chin z tego tytułu o 1 pkt. proc. w ujęciu rocznym może okazać się niewystarczające. Im bardziej chińska gospodarka spowolni, tym bardziej odczuje to gospodarka światowa" - podsumowali.

Koronawirus i frankowicze

Tymczasem Bank Gospodarstwa Krajowego ostrzega, że koronawirus "zaraża polską i światową gospodarkę". 

Kryzys związany z koronawirusem odbije się na światowych rynkach finansowych, a spodziewane spowolnienie chińskiej gospodarki będzie odczuwalne także w Polsce - uważa analityk Banku Gospodarstwa Krajowego Piotr Dmitrowski. Kłopoty czekają przedsiębiorców i frankowiczów.

W opublikowanym w czwartek raporcie menadżer ds. analiz rynku, Biuro Badań i Analiz BGK Piotr Dmitrowski zwrócił uwagę, że ostatnia dekada była okresem dynamicznego wzrostu chińskiej gospodarki, która stała się jednym z motorów globalnego wzrostu PKB.

"To był szczególnie udany okres dla chińskiego sektora technologicznego. Niemniej gospodarka ta nie jest pozbawiona problemów. Dynamika PKB stopniowo słabnie, potencjał dla wzrostu eksportu maleje, topnieje przewaga płacowo-kosztowa, a problemy widoczne są także na rynku nieruchomości oraz w funkcjonowaniu państwowych firm z przemysłu ciężkiego. Teraz doszedł problem koronawirusa oraz odizolowania regionu Wuhan" - poinformował analityk.

Przypomniał, że ostatni kwartał 2019 r. chińska gospodarka zakończyła wzrostem PKB o 6,0 proc., jednak w I kwartale br. można już spodziewać się wyraźnego wyhamowania. Dmitrowski uważa, że złożą się na to czynniki związane z wydłużonym okresem świątecznym i tym, że po nim część fabryk nie wznowiła działalności oraz problemy logistyczne i zaopatrzeniowe. Na chiński eksport wciąż negatywnie będą oddziaływać utrzymane w USA cła, a problematyczna może okazać się inflacja, która będzie ograniczać wzrost popytu wewnętrznego w Chinach (m. in. ze względu na wysokie ceny żywności).

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

"Dodatkowo Chińczycy ze strachu przed koronawirusem ograniczyli swoją aktywność, co będzie oddziaływać negatywnie na sytuację w sektorze usług oraz handlu detalicznego. W konsekwencji można oczekiwać znaczącego pogorszenia danych makroekonomicznych, które będą napływać z Chin w najbliższych miesiącach" – prognozuje ekspert. Zwrócił jednocześnie uwagę, że region Wuhan, w którym wykryto koronowirusa, jest jednym z najważniejszych ośrodków gospodarczych w Państwie Środka. To z niego poprowadzona jest linia kolejowa do Europy, a rzeka Jangcy łączy Wuhan z Szanghajem.

Jego zdaniem ograniczenie przepływu ludzi będzie mieć długotrwałe konsekwencje dla biznesu, a tłem dla tego będzie osłabienie nastrojów w turystyce.

W swoim komentarzu ekspert zaznaczył, że chińska gospodarka ma coraz większe znaczenie w skali globalnej. W efekcie wszelkie zaburzenia, zwłaszcza w sektorze przemysłowym, będą mieć negatywne konsekwencje w innych regionach świata. Jak tłumaczył, możemy mieć do czynienia z efektem logistycznego domina. Przedsiębiorstwa, również polskie, które nie otrzymają dostaw materiałów z Chin, będą miały problemy z wykonaniem własnych zamówień. Trzeba też pamiętać, że Chiny są bardzo ważnym importerem surowców. Chińskie problemy przekładają się na niską wycenę takich surowców jak ropa naftowa czy węgiel, a w efekcie problemy będą mieć branże wydobywcze – wskazał Dmitrowski.

Przypomniał, że gospodarka Eurolandu jest silnie uzależniona od eksportu i importu z Chin. W efekcie chińskie problemy będą wywoływać zakłócenia w europejskim sektorze przemysłowym. "Dla Polski Chiny są ważnym partnerem handlowym. To drugi kraj po Niemczech, z którego sprowadzamy najwięcej towarów, dlatego zaburzenia w dostawach będą mieć przełożenie na krajową gospodarkę. Pozytywem jest jednak fakt, że jest ona mniej zależna od eksportu do Chin" - podkreślił.

Ekspert przyznał, że oszacowanie skali tego wpływu jest jednak niezmiernie trudne. "Wciąż nie wiemy, jak długo problem będzie się utrzymywał, jak długo w Chinach epidemia nie zostanie opanowana. Od tego zależy, jak bardzo może pogorszyć się klimat inwestycyjny. Czym dłużej problemy będą się utrzymywać, tym bardziej klimat inwestycyjny w Polsce może się pogorszyć" – przestrzegł analityk BGK.

Jego zdaniem problem koronawirusa silnie wpływa też na nastroje na rynkach finansowych i szkodzi wycenie europejskiej waluty. Inwestorzy sprzedają euro, w efekcie kurs euro do dolara jest na poziomach najniższych od 2017 roku. Dolar zyskuje z tego względu, że amerykańska gospodarka jest relatywnie najmniej uzależniona od sytuacji w chińskim sektorze przemysłowym - poinformował.

Podkreślił, że przy słabych odczytach makroekonomicznych zwykle zyskują waluty krajów zaliczanych do bezpiecznych przystani - np. frank szwajcarski i japoński jen. Natomiast tracić mogą waluty rynków wschodzących, w tym polski złoty. W jego opinii połączenie mocnego franka szwajcarskiego w relacji do euro oraz wysoki poziom euro/złoty będzie przekładać się na wysoki kurs franka w stosunku do złotego, co z kolei będzie złą wiadomością dla kredytobiorców zadłużonych w szwajcarskiej walucie.

"W zestawieniu ze słabymi danymi makroekonomicznymi, które mogą się pojawić ze względu na koronawirusa, inwestorzy będą stawiać na obligacje skarbowe, przede wszystkim amerykańskie i niemieckie" - powiedział Dmitrowski. Dodał, że zyskiwać będą także obligacje rynków wschodzących, w tym polskie papiery skarbowe, a tracić mogą bardziej ryzykowne aktywa, takie jak akcje.

Jak wskazał, do tej pory rynki akcyjne dość dobrze przyjmowały problem koronawirusa z tego względu, że sentyment rynkowy poprawiał nadzieje na stymulację wzrostu gospodarczego w Chinach. "Można oczekiwać, że chiński rząd zdecyduje się na wyraźne zwiększenie wydatków fiskalnych, jak również dalsze luzowanie polityki monetarnej. Natomiast w przyszłości, kiedy będą pojawiać się słabe dane z gospodarki, dobry nastrój na giełdach trudno będzie utrzymać" - zwrócił uwagę ekspert. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy