Pięć przykazań Getinu

Eugeniusz Twaróg
09-03-2009, 07:05

Płynność, potem zysk, koszty i  porządkowanie zagranicznego biznesu

W holdingu jest tak, że im lepsze masz wyniki, tym wyższe zarobki. To było dobre w dobrych czasach. W kryzysie tym bardziej — mówi spółka.

Stara kupiecka zasada: kup tanio, sprzedaj drogo, na rynku bankowym od paru miesięcy nie obowiązuje. Banki słono płacą za depozyty i podwyższają marże na kredytach.  Getin robi tak od początku swojej działalności. I twierdzi, że dobrze na tym wychodzi.

— Nigdy nie konkurowaliśmy ceną kredytów hipotecznych i dzisiaj wszystkie nasze portfele kredytowe zarabiają. Dzięki temu mamy większą swobodę w ustalaniu ceny depozytów — mówi Krzysztof Rosiński, prezes Getin Holding.

Od pewnego czasu za lokaty płaci z umiarem. Dzisiaj, co rok temu było nie do pomyślenia, oprocentowanie w Getinie jest niewiele wyższe niż np. w  PKO BP. A mimo to chętnych do lokowania pieniędzy wciąż jest niemało. Piotr Fronczewski robi swoje. W styczniu tego roku saldo depozytów w Getinie (wliczając w to Noble Bank) wzrosło o 1,316 mld zł (w grudniu 2008 r. wzrost wyniósł 1,990 mld zł). Prezes Rosiński zapewnia, że w lutym portfel depozytowy puchł w podobnym tempie. I takie też chce utrzymać w całym roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Prawo / Pięć przykazań Getinu