Piłka zamiast smartfonu

  • Materiał partnera
opublikowano: 25-10-2019, 13:27

Nie zabieraj chłopakowi komórki, ale zawieź go na trening. Szalony pomysł? Najważniejsze, że działa. Przynajmniej wtedy, gdy zabiera się za niego Fundacja Rodzice dla Futbolu. Działacze sportowi promują inicjatywę, a biznes nie skąpi grosza…

Rodzinka jedzie samochodem na wakacje. Smyki dokazują na całego. Jeszcze chwila,a mamusia i tatuś wyjdą z siebie. Jest jednak sposób: wystarczy dać urwisom „tablety uspokajające”. Zanurzając się w kolorowy świat ekranów, zapominają one o trudach podróży. Rodzice mogą odetchnąć z ulgą.To reklama jednego z operatorów komórkowych sprzed kilku lat. Ale problem pozostaje aktualny do dzisiaj. Łatwiej zapewnić dziecku cyfrową rozrywkę, niż poświęcić mu odrobinę uwagi i czasu. A mobilny gadżet,obecnie najczęściej smartfon, wciąga jak narkotyk.

Oderwać małolatów od smartfonów? Założyciele fundacji — (od lewej) Paweł Sierpiński, Marcin Wieszczycki i Marek Makuch — żartują, że wystarczy kilku wariatów, aby zarazić świat najbardziej szaloną ideą.

Podczas gdy psycholodzy, socjolodzy i pedagodzy załamują ręce, garstka odpowiedzialnych tatusiów przejęła inicjatywę. Prowadzą Fundację Rodzice dla Futbolu.

Ojcowie założyciele

Spotykali się, odwożąc synów na treningi i mecze. Często z sobą rozmawiali — o postępach chłopaków, kolejnych rozgrywkach oraz codziennych problemach wychowawczych. Okazało się, że wszyscy marzą o tym samym: aby było jak w latach 70. i 80., gdy prawie każdy chłopiec chciał zostać Deyną lub Bońkiem. Dziś ambicje małolatów rozbudza Robert Lewandowski, ale głównie z powodu światowej sławy i milionów, które wpadają na jego konto. Współcześni nastolatkowie śnią raczej o karierze youtubera niż gwiazdy sportu. Tym większa radość, gdy własne dziecko biega za piłką. Ale jak wspierać tę pasję? Obecne czasy nie sprzyjają aktywności fizycznej. Nastała era smartfonów.

Fundacja Rodzice dla Futbolu współpracuje z coraz większą liczbą instytucji, które propagują aktywność fizyczną wśród dzieci i młodzieży. Należy do nich Akademia Piłkarska Polonia Warszawa

— Zależy nam na tym, aby jak najwięcej dzieci odkleiło się od ekranu i zobaczyło, że jest jeszcze inny świat, równie atrakcyjny jak ten wirtualny — mówi Marcin Wieszczycki, prezes Fundacji Rodzice dla Futbolu.

— Nie jesteśmy amiszami, którzy zamykają się na nowoczesność — dodaje półżartem wiceprezes Marek Makuch. Dzieci potrzebują technologii — uważa — ale nie mogą one nimi zawładnąć. A to niechybnie nastąpi, jeśli nie zapewni się alternatyw: wycieczki rowerowej, obozu pod żaglami czy możliwości strzelania bramek na pełnowymiarowym boisku.

— Nie ma nic złego w smartfonach, jeśli młody człowiek używa ich właściwie i z umiarem. Problem zaczyna się wtedy, gdy filmy na YouTube, memy i gry zastępują wszelkie inne aktywności: szkolne, towarzyskie, sportowe. Zawsze odbywa się to ze szkodą dla jeszcze nieukształtowanej osoby — wskazuje Marek Makuch.

Strach ma wielkie oczy? Niekoniecznie. Naukowcy od lat ostrzegają przed zgubnym wpływem cyfryzacji na najmłodszych, którzy zdają się rodzić ze smartfonami lub myszką komputerową w ręku.

— Innowacje IT są dla dzieciaków tak naturalnym środowiskiem jak dla amazońskich plemion las tropikalny, dlatego określa się ich mianem digitalnych tubylców. To jednak nie oznacza, że te wszystkie dobrodziejstwa cywilizacji nie przeszkadzają im w rozwoju — zastrzega Paweł Sierpiński, wiceprezes fundacji.

Pokolenie permanentnej stymulacji

„Dzieci są na pierwszej linii. Kiedy surfują w internecie, wciągają się w gry sieciowe, to ich kształtujący się mózg jest wystawiony na zbyt intensywną aktywność, która zaburza ich rozwój” — wskazuje Susan Greenfeld, profesor neurologii z Oksfordu. Potwierdza to jej kolega po fachu z Instytutu Pasteura w Paryżu. Jean-Pierre Bourgeois badał m.in. oddziaływanie ekranów w pierwszym okresie życia, gdy umysł jest szczególnie plastyczny, delikatny i nadwrażliwy na bodźce. Neurony, ukształtowane jeszcze przed narodzeniem, tworzą połączenia. Sieci, drogi przepływu informacji formują się zależnie od tego, co widzi, odczuwa i z czym styka się maluch. Także używane przezeń narzędzia wpływają na jego mózg — negatywnie, gdy dostarczają zbyt dużo wrażeń.

Jednym z ubocznych skutków życia online jest stan permanentnego rozproszenia (ang. continuous partial attention). W 1934 r. dziecko umiało zachować koncentrację przez średnio 15 minut, dziś tylko przez pięć — podaje Philippe Meirieu, francuski specjalista w dziedzinie pedagogiki. Uczeń ukradkiem korzystający na lekcji z komórki stał się już niemal postacią ikoniczną. Podobnie jak ten, który odrabiając pracę domową, zagląda na Facebooka, ściąga filmy, słucha muzyki, kupuje na Allegro i flirtuje przez Skype’a. Nawet dorośli, bombardowani codziennie milionami informacji, mają kłopot z uspokojeniem natłoku myśli, oddzieleniem rzeczy ważnych od nieistotnych. Co dopiero dzieci.

— Nawet najmłodsi piłkarze przechodzą trening kontroli uwagi, który polega na przewidywaniu, co za chwilę stanie się na boisku, analizie sytuacji czy wykorzystywaniu najlepszych okazji. W tym sensie futbol może być odtrutką na chaos, który do młodych głów wprowadzają komputery i urządzenia mobilne — wyjaśnia Paweł Sierpiński.

Od alienacji do komunikacji

Zastrzeżeń do tzw. nowych mediów jest dużo więcej. Jedno z najpoważniejszych brzmi: przez te wszystkie wynalazki ludzie oddalają od siebie i wyobcowują, choć pozornie jest przeciwnie. I znowu najbardziej zagrożone są nastolatki — tak przynajmniej twierdzi Sherry Turkle, pionierka badań nad nowymi mediami z MIT. Obawia się, że młode pokolenie zatraci empatię, bo woli pisać, niż spotykać się z sobą. A przecież rozmowa twarzą w twarz jest naszą najbardziej ludzką czynnością. W bezpośredniej konwersacji poznajemy siebie i innych. Dowiadujemy się, co to znaczy być rozumianym i jak sobie radzić, gdy ktoś nas nie lubi. Ciągłe wpatrywanie się w ekran nie zastąpi takich doświadczeń, niezależnie od wieku. Futbol natomiast daje możliwość tworzenia zdrowych relacji.

— Piłka nożna to sport kontaktowy i zespołowy. Uczy współpracy i rywalizacji, rozwiązywania konfliktów, trzymania emocji na wodzy, a także wyjścia poza swój indywidualizm. Jeśli Jaś zdobędzie te umiejętności, Janowi będzie łatwiej odnosić sukcesy w dorosłym życiu — przekonuje Paweł Sierpiński.

Zdaniem Marka Makucha chodzi o coś więcej niż kompetencje interpersonalne, społeczne. Rozwój sportowy powinien być związany z kulturą i kształtowaniem postaw obywatelskich — argumentuje. Jest organizatorem Międzynarodowego Turnieju Piłkarskiego o Puchar „Orląt Lwowskich”. W dwóch dotychczasowych edycjach na murawie spotkały się drużyny z Litwy, Białorusi, Ukrainy i Czech. Oczywiście nie mogło zabraknąć reprezentacji Polski, w której grają dzieciaki otoczone opieką Fundacji Rodzice dla Futbolu.

— Celem rozgrywek jest upamiętnienie dzieci, Orląt Lwowskich, które w roku 1918 stanęły do nierównej walki w obronie polskiego Lwowa. Sportowa rywalizacja łączy się więc z lekcją historii i wychowaniem patriotycznym. Mam nadzieję, że dzięki takim wydarzeniom najmłodsze pokolenie, zanim wchłonie je globalny internet, będzie pamiętało, kim byli ich dziadkowie i co dla nich było ważne — podkreśla wiceprezes Makuch.

Patriotyzm sportowy

Zarówno fundacja, jak i turniej są kontynuacją najlepszych tradycji 20-lecia międzywojennego. Dość wspomnieć, że według Józefa Piłsudskiego wychowanie fizyczne uczniów musi przebiegać równolegle do nauki innych przedmiotów. Uczestniczyli oni m.in. w zajęciach gimnastycznych, na których obowiązywała żelazna dyscyplina. Marszałek promował ideę diagnozy kondycji fizycznej dzieci i młodzieży. Badania z lat 30. są miarodajnym punktem odniesienia dla dzisiejszych analiz.

— Chyba każdemu wiadomo, że pod względem sprawności współczesnym nastolatkom bardzo daleko do młodzieży sprzed wojny czy z okresu PRL. Mimo że dysponujemy coraz lepszą infrastrukturą, masą profesjonalnych boisk, pływalni i sal gimnastycznych, z każdym rokiem sytuacja się pogarsza — ubolewa prezes Wieszczycki.

Rzeczywiście, ponad 70 proc. dzieci po ukończeniu 12. roku życia, przestaje uprawiać jakąkolwiek dyscyplinę. Smartfony nie są oczywiście jedynym winowajcą, ale ich rola w odciąganiu najmłodszych od sportu jest ogromna. A im mniej ruchu, tym więcej przypadków nadwagi i otyłości. W 2000 r. problem ten dotyczył 14,5 proc. polskich dzieci i młodzieży, dzisiaj wskaźnik wynosi 22 proc., przy czym częściej dodatkowe kilogramy mają chłopcy niż dziewczynki. Tempo, w jakim tyją najmłodsi w naszym kraju, należy do najszybszych w Europie.

— Tę tendencję można powstrzymać, ale trzeba działać szybko — mówią zgodnie Marcin Wieszczycki, Paweł Sierpiński i Marek Makuch.

Gdy zakładali fundację, żartowali, że wystarczy trzech wariatów, by pomysłem zarazić dziesiątki, setki, a nawet tysiące rodziców, społeczników, samorządowców, polityków i przedsiębiorców. Szalona wizja zmienia się w rzeczywistość. W organizowanej przez nich konferencji uczestniczyły tuzy piłki nożnej, w tym były reprezentant Polski Sebastian Mila i trener Jerzy Engel. W ramach społecznej odpowiedzialności biznesu inicjatywę wspierają również firmy, m.in. Tauron, Waryński Holding, Orlen i Ost-Med Centrum Rehabilitacji Ruchowej. Przybywa mecenasów, sponsorów i entuzjastów. Nic dziwnego. Trudno o piękniejszą ideę niż ta, która każe podarować dziecku prawdziwą pasję. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu