Pilla z koronkowego brzegu

  • Alina Treptow
26-11-2015, 22:00

Chciała zostać malarką, ale los rzucił ją na głębokie wody projektowania. Dziś Rilla Pawlaczyk tworzy małe arcydzieła sztuki bieliźniarskiej.

Polka Rilla Pawlaczyk wyprzedziła w modzie światowe trendy. Choć delikatną koronkową bieliznę i dziewczęce staniki bez fiszbin proponuje teraz większość mniej i bardziej masowych marek, ona je szyje od kilku lat i zrobiła z nich swój znak rozpoznawczy. Marka Rilke, którą założyła cztery lata temu, jest na ustach modowego światka i entuzjastów rodzimej mody, dla których pierwszym skojarzeniem z polską bielizną jest projektantka o imieniu znanym wielbicielkom serii książek o Ani z Zielonego Wzgórza.

— Za moim imieniem stoi mama, która o Rillę walczyła z niejednym urzędnikiem stanu cywilnego — Rilli nie było wtedy w spisie imion. Mama ma też po części udział w tym, czym się teraz zajmuję — wyjaśnia Rilla Pawlaczyk.

Z mlekiem matki

Choć marka działa dopiero od kilku lat, jej założycielka wsiąkła w branżę odzieżową już jako kilkulatka. W rodzinnej Bydgoszczy jej rodzice prowadzili firmę importującą dzianiny. Myśląc o zagospodarowaniu resztek kolekcji, wpadli na pomysł małej produkcji bielizny. — Tym zajęła się mama. Wciąż prowadzi firmę Maggie, szyjącą ekskluzywne koszulki nocne — mówi Rilla Pawlaczyk.

Choć mała Rilla biegała po pracowni, pomagała w niektórych pracach, a ze skrawków materiałów szyła ubranka dla lalek, nie w modzie widziała się za 20 lat. Los zadecydował jednak inaczej. — Chciałam zostać artystką. Zdawałam na malarstwo, na które się nie dostałam. Stwierdziłam, że szkoda zmarnować rok, i zdecydowałam się na studia z projektowania ubioru. Spodobało mi się. Po pierwszym roku nie zamierzałam już się przenosić — wspomina Rilla Pawlaczyk.

Strzał w dziesiątkę

Po ukończeniu ASP w Łodzi wyjechała na roczne studia podyplomowe do Wielkiej Brytanii. Jeszcze za granicą odebrała telefon, który był szansą, a jak się później okazało, stał się początkiem firmy Rilke. Zaproponowano jej, by wystawiła swoje projekty w showroomie podczas łódzkiego Fashion Weeku, który podobnie jak młoda projektantka dopiero zaczynał pisać swoją modową historię. — Miałam miesiąc na stworzenie kolekcji i doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że to strasznie mało czasu.

Szybko przeprowadziłam rekonesans materiałów i możliwości produkcyjnych oraz tego, co potrafię. Dość naturalnie padło na bieliznę, choć nigdy się nią nie zajmowałam. Mimo że miałam mało czasu, to w bieliźnie, podobnie jak w sztuce, chciałam znaleźć tzw. czystą formę. Wiedziałam, że chcę stworzyć coś innego od rzeczy, które były wtedy dostępne. Usztywnianej bielizny z fiszbinami nigdy nie chciałam projektować i nigdy nie będę, szczególnie, że jest dużo firm, również polskich, które się tym zajmują i robią to świetnie. Z tego powodu moja bielizna nigdy nie będzie przeznaczona dla kobiet z dużym biustem — opowiada Rilla Pawlaczyk.

Projektantka zastrzega, że choć jej staniki są bez fiszbin, gąbek itp., ich uszycie to nie bułka z masłem. Wyjaśnia, że wszystko zaczyna się od projektowania formy, następnie wybiera się materiały i technologię szycia. Trzeba się jednak liczyć z kolejnymi poprawkami. Taka dbałość o detal została szybko doceniona.

— Podczas łódzkiego tygodnia mody nasze stoisko cieszyło się chyba największą popularnością. Kobiety, które nas odwiedzały,mówiły, że właśnie tego szukały. Dotąd jedną z najmilszych spraw w mojej pracy są wiadomości od klientek, które piszą, że czują się bardzo seksowne w bieliźnie ode mnie. I to bez usztywnień, gąbek, push-upów.

Z drugiej strony — projektowanie bielizny pokazało mi, że Polki wciąż mają kompleksy i moja bielizna jest dla nich wyzwaniem — uważa Rilla Pawlaczyk. Te projekty szybko doceniły nie tylko klientki, ale też świat mody — bielizna Rilke zaczęła zdobić modelki w magazynach modowych. Wnet pojawiły się też zamówienia zza granicy.

— Mam klientki z Hiszpanii, Finlandii, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii. Zdarzają się też zamówienia od panów, którzy proszą o stworzenie podobnej bielizny, którą robię, ale… dla nich. Spodziewam się jednak, że ta część zamówień pozostanie niszowa — mówi Rilla Pawlaczyk.

Projektantka ma zagraniczne ambicje. Nie wyklucza wejścia — na początek w sklepach multibrandowych — na rynki zachodnioeuropejskie. — To są plany na przyszły rok — zapowiada Rilla Pawlaczyk. &

© Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ALINA TREPTOW

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Po godzinach / Pilla z koronkowego brzegu