PiS nie ma czasu dla przedsiębiorców

BMK
opublikowano: 09-10-2007, 00:00

Rządzącej partii brakuje czasu na debatowanie z biznesem. Premier po raz kolejny pokazuje, że woli rozmawiać z Solidarnością.

Rządzącej partii brakuje czasu na debatowanie z biznesem. Premier po raz kolejny pokazuje, że woli rozmawiać z Solidarnością.

Pracodawcy z Konfederacji Pracodawców Polskich (KPP), którzy zorganizowali wczoraj polityczną debatę gospodarczą, znów nie doczekali się nikogo z PiS. Przedstawiciele innych ugrupowań byli. Podobnie było tydzień temu: na debaty organizowane przez Business Centre Club (BCC) i KPP każda z liczących się partii wysłała przedstawiciela. Wyjątkiem było PiS.

— Odbywa się tak wiele debat na różne tematy, że nie możemy we wszystkich uczestniczyć — tłumaczy Maks Kraczkowski z PiS.

Intensywność kampanii nie przeszkodziła Andrzejowi Lepperowi pojawić się w miniony poniedziałek na obu debatach. Mimo że rozpoczęły się o tej samej godzinie.

— W normalnym państwie partie uczestniczą w debatach. Ale widocznie PiS nie zależy na głosach przedsiębiorców — uważa Lech Pilawski, dyrektor generalny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan (PKPP).

— Przez dwa lata przyzwyczailiśmy się do niespotykanej ignorancji pracodawców przez partię rządzącą. W takich przypadkach dowiadujemy się, ile są warte deklaracje członków PiS, że gotowi są na każdą merytoryczną debatę — mówi Andrzej Malinowski, prezydent KPP.

Sprawa jest jednak poważniejsza niż brak zainteresowania PiS debatami w środowiskach gospodarczych.

— Zarzucone zostały prace nad umową społeczną. Zamiast tego premier podpisał porozumienie z Solidarnością [dotyczyło m.in. kwestii płacy minimalnej, wynagrodzeń w budżetówce czy wcześniejszych emerytur — przyp. red.], które pokazuje, że nie ma woli kontynuowania prac nad umową. Wszystkie ważniejsze decyzje podejmowane są poza partnerami społecznymi, co jest sprzeczne z prawem — uważa Lech Pilawski.

Takie podejście jest też sprzeczne z programem, z którym PiS szło do wyborów w 2005 r. Jarosław Kaczyński pisał w nim o umowie społecznej, iż „musi być zawarta między najważniejszymi grupami społecznymi: związkami zawodowymi, przedstawicielami pracodawców, innymi organizacjami społecznymi”. Obecny premier przyznał w nim, że wprawdzie za najbardziej autentyczną reprezentację pracowników uważa NSZZ Solidarność, jednak zaraz zapewniał: „rozmawiać na równych prawach będziemy ze wszystkimi ważnymi centralami związkowymi oraz władzami”.

Na razie jednak rozmawia głównie z „S”, czego przykładem może być wczorajsza odpowiedź na związkowe propozycje zawarte w kampanii „Polska przyjazna pracownikom”. Jak zauważa „S”, pismo premiera jest pierwszą odpowiedzią polityka na ich apel wystosowany do sztabów wyborczych. Według związkowców, premier m.in. widzi konieczność zaostrzenia sankcji za łamanie przepisów prawa pracy.

— Premier i inni politycy PiS starają się udowodnić społeczeństwu tezę, że gospodarka może się rozwijać bez pracodawców, a miejsca pracy tworzą się same — kwituje prezydent KPP.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: BMK

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu