Płace idą w górę. Na razie nominalnie

Bartosz Krzyżaniak
19-05-2011, 00:00

Pracownicy mogą cieszyć się z rosnących wynagrodzeń. O ile nie patrzą na ich realną wartość.

Kwietniowa hojność pracodawców zaskoczyła ekonomistów

Pracownicy mogą cieszyć się z rosnących wynagrodzeń. O ile nie patrzą na ich realną wartość.

W kwietniu roczne tempo wzrostu płac przyspieszyło o blisko połowę, do 5,9 proc. Ekonomiści spodziewali się z Głównego Urzędu Statystycznego znacznie słabszych danych: konsensus rynkowy wynosił 4,5 proc.

— Płace sprawiły niespodziankę. Przyspieszenie dynamiki w kwietniu było związane m.in. z niską bazą odniesienia sprzed roku, gdy dane były gorsze, a także z powodu jednorazowego czynnika — wypłaty części rocznych premii w górnictwie, które w poprzednich latach wypłacane były na początku roku. To, a także następujące na szerszą skalę podwyżki płac, podwyższyło dynamikę wynagrodzeń — uważa Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

Sezon robi swoje

Nieznacznie gorsze od oczekiwań rynkowych okazały się natomiast dane o zatrudnieniu w przedsiębiorstwach —roczna dynamika wyniosła 3,9 proc. Wzrost, jak tłumaczy Karolina Sędzimir, spowodowany był przede wszystkim zwiększeniem zakresu prac sezonowych.

— Prawdopodobnie nastąpił w przetwórstwie przemysłowym i budownictwie — dodaje ekonomistka PKO BP.

Zdaniem Tomasza Hanczarka, prezesa Work Service, wzrost liczby miejsc pracy, choć nieznaczny, potwierdza pozytywne sygnały płynące z sektora pracy tymczasowej.

— W najbliższych miesiącach będziemy mieli do czynienia ze stopniowym i konsekwentnym spadkiem bezrobocia, który będzie wynikał zarówno ze wzrostu zatrudnienia przy pracach sezonowych, jak i z otwarcia niemieckiego rynku pracy —uważa szef Work Service.

Obraz bez zakłóceń

Marcin Mróz, ekonomista BNP Paribas Fortis, zaleca jednak ostrożność w ferowaniu sądów o zdecydowanym zwiększeniu skłonności przedsiębiorców do przyznawania podwyżek. Podobnego zdania jest Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego, która zwraca uwagę, iż przyspieszenie może być jednorazowe.

— Z opublikowanych wczoraj danych wyłania się jednak całkiem pozytywny obraz: solidnego wzrostu dynamiki wynagrodzeń i solidnego wzrostu zatrudnienia. Realny fundusz płac [suma pieniędzy zarabianych przez pracujących w sektorze przedsiębiorstw po uwzględnieniu inflacji — red.] wzrósł w kwietniu o 5,2 proc., czyli najmocniej od pierwszego kwartału 2009 r. To pokazuje, że dochody gospodarstw domowych są w trendzie wzrostowym, a siła nabywcza rośnie w przyzwoitym tempie — twierdzi Marcin Mróz.

Urszula Kryńska, ekonomistka Banku Millennium, zauważa jednak, że w świetle wysokiej, 4-5-procentowej inflacji wzrost płac nie był znaczny. Po uwzględnieniu wzrostu cen pensje zwiększyły się bowiem zaledwie o 1,4 proc. (co i tak jest rezultatem znacznie lepszym niż w marcu, gdy realne płace spadły w ujęciu rocznym).

— Rynek pracy nie generuje więc obecnie presji inflacyjnej. Jednocześnie fundusz płac sugeruje utrzymywanie się wysokiej dynamiki konsumpcji — zauważa ekonomistka Banku Millennium.

W cenowym ringu

Ekonomiści nie spodziewają się, że w tym roku sytuacja wyraźnie się zmieni, a portfele pracowników wyraźnie spęcznieją.

— Wzrost płac będzie warunkowany sytuacją na rynku: w najbliższych miesiącach firmy będą chciały utrzymywać politykę ograniczania kosztów. Dlatego realne płace wzrosną w tym roku o około 1 proc. wobec 0,8 proc. w 2010 r. To oznacza, że do końca roku dynamika nominalna wynagrodzeń będzie się wahała między 4,8 a 5,3 proc. — uważa Karolina Sędzimir.

Zdaniem Marcina Mroza, opublikowane wczoraj dane powinny być dla Rady Polityki Pieniężnej sygnałem ostrzegawczym.

— Nie świadczą jeszcze o pojawieniu się tzw. efektów drugiej rundy, czyli silnej presji na ceny ze strony popytowej, ale wskazują na skłonność do stopniowego wzrostu presji płacowej w firmach. Dane sugerują, że przed nami są kolejne podwyżki stóp procentowych– uważa ekonomista BNP Paribas Fortis.

Według niego będą dwie: pierwsza nastąpi w ciągu dwóch miesięcy, druga — w drugiej połowie roku.

Ekonomiści ankietowani przez Bloomberga obstawiają, że na koniec roku główna stopa procentowa Narodowego Banku Polskiego wyniesie 4,5 proc., co oznacza jedną 25-punktową podwyżkę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Płace idą w górę. Na razie nominalnie