Plaga „mistrzów świata”

Trochę ją wkurza określenie „teatr plastyczny” na to, co robi - chociaż prawda, że wszystkie nagrody dla niej były za scenografie. Agata Duda-Gracz jest córką swego ojca. Ale robi swoje.

"Business Class""  Czuje pani ciężar nazwiska?

Plaga „mistrzów świata”

Michał Mizera
opublikowano: 24-04-2009, 00:00

Trochę ją wkurza określenie „teatr plastyczny” na to, co robi - chociaż prawda, że wszystkie nagrody dla niej były za scenografie. Agata Duda-Gracz jest córką swego ojca. Ale robi swoje.


"Business Class""  Czuje pani ciężar nazwiska?

None
None

Agata Duda-Gracz*: Jestem z niego dumna! Tak jak z tego, że jestem córką mojego ojca. To on zawsze powtarzał mi, żeby nigdy „nie płynąć z prądem, bo z prądem płynie tylko gówno”. Staram się więc.

Podobno w szkole była pani kujonem?

Tak, aż wstyd się przyznać. Myślę zresztą, że z tej kujońskiej nadgorliwości nigdy nie wyrosłam. Może dlatego do każdej pracy przygotowuję się jak do matury.

Pani malarscy mistrzowie?

Bosch, Vermeer, Caravaggio, Malczewski, Dürer, Bruegel...

Pięknie! A nie Jerzy Duda-Gracz?

Oczywiście, i to bez względu na związek emocjonalny. Uważam, że to wspaniałe, dotkliwe malarstwo, kontynuacja sztuki wyżej wymienionych mistrzów.

Pani spektakle same dostarczają okazji do porównań...

Zdaję sobie z tego sprawę i nie próbuję z tym dyskutować. Nie wierzę, że istnieje dzieło sztuki nieporównywalne z czymkolwiek innym i czerpiące tylko z siebie. Wszystko, co robimy, wynika z inspiracji, z kontynuacji bądź z buntu. Ten dialog wydaje mi się najbardziej fascynujący.

Mówi się o pani przedstawieniach „teatr plastyczny”.

Przypuszczam, że gdybym nosiła nazwisko Penderecka, to mówiłoby się o muzyczności moich spektakli...

Tak, strach pomyśleć, co by było, gdyby nazywała się pani Mickiewicz...

Żarty żartami. Ale nawet pan pyta mnie głównie o plastykę i o mojego ojca. Nie jest pan w tym odosobniony. Wiele osób patrzy na to, co robię, przez pryzmat tego, jak się nazywam. Na tym właśnie polega ciężar mojego nazwiska. Przede mną wiele wysiłków, żeby zapracować na swoje nazwisko. I to bez gwarancji, że się uda.

Wierność autorowi to chyba obce pani zjawisko?

Nie widzę potrzeby ortodoksyjnego trzymania się tekstu. Myślę, że jeżeli kogoś interesuje tekst jako taki, powinien przeczytać książkę. Dlatego naturalne jest dla mnie robienie adaptacji. Uważam jednak, żeby nie złamać dramatowi „kręgosłupa”, czyli nie wykorzystywać go tylko po to, by opowiedzieć, co mi w duszy gra.

Reżyseruje pani przede wszystkim w Łodzi i Krakowie.

Lubię pracować z ludźmi, których znam. W każdym kolejnym projekcie możemy czerpać z doświadczeń zdobytych przy poprzedniej realizacji. Ufamy sobie nie „na kredyt”, ale dlatego, że wcześniej zbudowaliśmy podstawy tego zaufania. Coraz więcej od siebie wymagamy. I wciąż bawi nas wspólne ryzyko.

A Warszawa? Zaledwie jedno przedstawienie, już zeszło z afisza... Za to sukces na festiwalu „Gorzkie żale”!

Nie wykluczam powrotu do Warszawy, muszę tylko mieć powód. Myślę, że jest tu jeszcze wielu niezdemoralizowanych aktorów. Po bardzo ciepłym przyjęciu na „Gorzkich żalach” jestem ciekawa, jak zostanie odebrany „Balkon” na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych. Już w maju.

Zdemoralizowani aktorzy- czyli...?

Zdemoralizowani, czyli ci, którzy przekładają nad aktorstwo zapełnianie sobą tabloidów i których czas to pieniądz.

A co panią mierzi w teatrze?

Wiele zjawisk, ale naprawdę wkur...  plaga „mistrzów świata”. Wszechobecny samozachwyt - namnożenie geniuszy tworzących „jedyny istotny” teatr. Objawia się to pogardą dla wszystkiego, co inne, co „nie ich”. Nie mogę pojąć, skąd ta erupcja pychy?! Młodzi ludzie, mający na koncie kilka spektakli, zasiadają w jury festiwali teatralnych i oceniają spektakle takich reżyserów, jak Jarocki. Zawsze myślałam, że aby zasłużyć na miano reżysera, bądź aktora z prawdziwego zdarzenia, trzeba się porządnie napracować. Okazuje się, że nie. Trzeba się tylko wstrzelić. Nie dotyczy to, niestety, tylko mojego pokolenia, często ten fatalny przykład idzie z góry...  Co jeszcze? Mierzi mnie teatr „pod publiczkę” - bez ryzyka i koniecznie z przerwą, żeby bufet mógł zarobić. Mierzi mnie teatr „zadufany”, zrozumiały tylko dla jego twórców i garstki krytyków i mający w pogardzie widza. Mierzi mnie teatr „wykalkulowany”, powstający by sprostać wymaganiom krytyki i wylansować twórcę. A już za zjawisko niewybaczalne w teatrze uważam nudę. Na scenie może się zdarzyć wszystko, ale jeżeli powieje nudą, to autora należałoby pozbawić prawa uprawiania zawodu.

Co w najbliższym czasie?

We wrześniu zaczynam próby do „Ożenku” Gogola.  Wiele tematów, o których chciałabym opowiedzieć... O nieumiejętności kochania przy nieustannym szafowaniu słowem miłość. O największej miłości naszego życia, czyli egoizmie. O zacieraniu różnic między płciami. O pułapce wszelkich wyzwoleń, nowoczesności i źle pojętej filantropii. I o lęku przed samotnością.

Ale teatr to chyba nie największa pani miłość?

Nie wiem, czy można mówić o miłości do teatru... Ta praca to potrzeba tak silna, że więcej wspólnego ma z fizjologią niż z miłością. A jeżeli chodzi o miłość, to... jest ich dwóch. Trzyletni Staś i jego tata.

* reżyserka i scenograf, ukończyła krakowską PWST. Inscenizowała Byrona, Geneta, Camusa, Twaina, Büchnera, Szekspira, Dorsta. Jej spektakle wyróżniają się rozbudowaną autorską oprawą plastyczną, ale i niesztampowym aktorstwem. Najgłośniejsze przedstawienia: „Wybrani” na podstawie „Parawanów” Geneta w Teatrze Bogusławskiego w Kaliszu (2004 r.), „PRZE (D) STAWIENIE” na podstawie „Merlina, czyli ziemi jałowej” Dorsta w Teatrze Studio w Warszawie (2006 r.), „Galgenberg” inspirowany dramatami de Ghelderoda w Teatrze Słowackiego w Krakowie (2007 r.), „Balkon” Geneta w Teatrze Jaracza w Łodzi, „Romeo i Julia” Szekspira (2008) w Teatrze STU, „Otello” Szekspira (2009) w Teatrze Jaracza w Łodzi. Projektuje scenografie do przedstawień innych reżyserów. Laureatka dwóch Ludwików (nagrody krakowskiego środowiska teatralnego 2001, 2002) oraz Złotego Lauru za mistrzostwo w sztuce za rok 2008 (za realizacje reżyserskie i scenograficzne w teatrze).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michał Mizera

Polecane