Plan na kurzy kryzys

Rafał Kerger
10-03-2006, 00:00

Specjaliści przygotowują firmom drobiarskim plany na wypadek epidemii ptasiej grypy. Trzeba minimalizować straty.

Firmy z branży drobiarskiej przekonują odbiorców, że produkty z ich zakładów są bezpieczne, a ptaki z ferm hodowlanych — zdrowe.

— Obróbka i przetwórstwo odbywa się u nas pod stałym nadzorem państwowych służb sanitarno-weterynaryjnych. Pracownicy są izolowani od wszelkich możliwych źródeł zakażenia — informuje Krystyna Szczepkowska z giełdowego Indykpolu.

Jednocześnie zapewnia, że sprzedaż jej firmy wzrosła ostatnio o 10 proc. Inwestorzy jednak liczą się ze spadkiem popytu na drób, a giełdowa cena akcji firm z branży już poleciała w dół.

— Nam sprzedaż spadła o 30 do 40 proc. wskutek tej histerii — przyznaje Mariusz Szymkowiak, prezes gorzowskiego Animpolu.

Według obliczeń francuskiego rządu tamtejszy sektor drobiarski traci miesięcznie wskutek obaw przed ptasią grypą 40 mln euro. Na razie nie ma takich danych dla polskiego drobiarstwa. Czy zatem opinie o wzroście sprzedaży u niektórych producentów, mimo pojawienia się u nas ptasiej grypy, to tylko PR-owska sztuczka? Trudno dziś ocenić.

Skuci lodem, ale czujni

Firmy drobiarskie muszą być przygotowane na najgorszy scenariusz. Czyli na pojawienie się wirusa H5 w ich najbliższej okolicy, w zakładzie, na zamknięcie granic dla polskiego drobiu. Plan zaradczy może być potrzebny, bo — jak twierdzi część epidemiologów — ptasiej grypy nie było nad Wisłą wcześniej tylko dlatego, że wciąż trzyma u nas mroźna zima.

— Ptaki dopiero zaczną do nas wracać z Afryki i wtedy można się spodziewać największego zagrożenia — mówi jeden z nich, ale anonimowo, bo — jak twierdzi — nie chce wywoływać paniki.

O czym zatem powinni zawczasu pomyśleć szefowie firm drobiarskich?

— Muszą zacząć od identyfikacji zagrożeń — uważa Renata Davidson, prezes Davidson Consulting, ekspert od planów kryzysowych.

Dla hodowców największym zagrożeniem jest brak procedur zapewniających zdrowie ptactwa lub konsekwencji w ich stosowaniu, co może skutkować zarażeniem kurcząt. Dla zakładów drobiarskich najpoważniejszy problem to przerwanie łańcucha dostaw, np. wskutek problemów hodowców, lub nagłe załamanie się popytu na mięso i wyroby drobiowe.

— Warto wprowadzić dywersyfikację dostaw, biorąc za kryterium region pochodzenia surowca — radzi Renata Davidson.

Osobny problem to minimalizacja kosztów w razie nagłego spadku popytu. Warto przygotować załogę, że na jakiś czas może być kierowana na bezpłatne urlopy.

— Należy też uwzględnić możliwość wystąpienia zachorowań wśród pracowników. Trzeba się przygotować finansowo, by im pomóc — dodaje Renata Davidson.

Ważne procedury

Przedsiębiorcy z branży drobiarskiej muszą jak najszybciej przeprowadzić finansową analizę możliwości utrzymania produkcji w razie załamania się rynków zbytu.

— Hodowcy powinni szczegółowo przeanalizować przede wszystkim postępowanie z najbardziej dochodowymi rasami ptaków, których stada wymagają specjalnej ochrony lub jak najszybszego odtworzenia, aby zapewnić przetrwanie hodowli — mówi Renata Davidson.

Z kolei firmy drobiarskie powinny oszacować możliwość utrzymania produkcji najbardziej dochodowych produktów.

Procedury muszą spełnić wymagania Komisji Europejskiej (decyzja z 17 lutego 2006 r.) o sposobach postępowania i raportowania o zdarzeniach w sytuacji wystąpienia ptasiej grypy na terenie hodowli. Odpowiednie procedury i instrukcje opracował też polski rząd — są dostępne na stronie Głównego Inspektoratu Weterynarii (www.wetgiw.gov.pl).

Warto też zastanowić się nad zasadami postępowania, które ułatwią szybką identyfikację wirusa w fermie, i sprawdzić możliwość uzyskania odszkodowania od towarzystwa ubezpieczeniowego (w razie padnięcia stada, uboju z konieczności i zdarzeń losowych) lub od skarbu państwa (z tytułu szkód powstałych na skutek chorób zakaźnych podlegających obowiązkowi zwalczania).

— Kluczowe znaczenie ma dokumentacja, która jest dowodem dochowania przez hodowcę należytej staranności przy zabezpieczaniu firmy przed wirusem — podpowiada Renata Davidson.

Epidemia ptasiej grypy to dla firm z sektora drobiarskiego także poważny problem wizerunkowy.

— Powinny skonsolidować działania i edukować opinię publiczną w zakresie odpowiedniego do skali problemu reagowania na sytuację. Także w mediach — radzi Anna Garwolińska, prezes agencji PR-owskiej Glaubicz Garwolińska Consultants.

W razie pojawienia się wirusa H5 w zakładzie za koordynację działań powinien odpowiadać sztab kryzysowy. A działania muszą być wielokierunkowe: uzgodnienia z dostawcami, klientami, administracją samorządową i państwową (w tym inspekcją weterynaryjną i sanitarną), służbami publicznymi. Członkowie sztabu muszą wiedzieć, jak dokumentować zdarzenia, jakie działania i w jakiej kolejności podjąć, by zminimalizować straty. Lepiej mieć też — na ten przynajmniej czas — rzecznika prasowego.

— Media w pogoni za newsem mogą zapominać o przekazywaniu tylko sprawdzonych informacji i opierać się na spekulacjach, a to nie będzie firmie i branży dobrze służyć — ostrzega Anna Garwolińska.

W wielu firmach o zagrożeniu myślą bardzo serio. W Indykpolu twierdzą, że plan kryzysowy mają gotowy.

— Od kilku miesięcy przyglądamy się sytuacji na rynku i jesteśmy gotowi na wypadek poważnego kryzysu — zapewnia Mariusz Szymkowiak, prezes Animpolu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Kerger

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Plan na kurzy kryzys