Strajk w Lot: popołudniowe rejsy też się odbędą

MAG
opublikowano: 18-10-2018, 07:06
aktualizacja: 18-10-2018, 10:20

Od 5 rano trwa pikieta w siedzibie spółki, ale dotychczas loty nie były opóźnione ani odwołane.

- Poranna fala odlotów odbyła się bez zakłóceń: nie było opóźnień ani odwołanych rejsów. Trwa meldowanie załóg na drugą falę, która zaczyna się po godz. 13. Mamy obsadzone wszystkie rejsy do jutra – mówi Konrad Majszyk z biura prasowego Lotu.

Twierdzi, że liczba pracowników, którzy powinni stawić się do pracy, ale strajkują nie jest duża.

- Spośród pilotów i personelu pokładowego dziesięć osób poinformowało dziś, że strajkuje. Na zwolnieniu lekarskim przebywa 90 osób, o 10 więcej niż zazwyczaj – mówi Konrad Majszyk.

W Lot pracuje 700 pilotów i 1300 stewardess i stewardów.

Spółka wykorzystuje rezerwowe załogi, które zostały wcześniej wezwane do gotowości.

- Braki są uzupełniane na bieżąco, koordynujemy działalność operacyjną wspólnie ze wszystkimi służbami, w tym PPL zarządzającym Lotniskiem Chopina – mówi Konrad Majszyk.

Nad zapewnieniem ciągłości operacji pracują dwa sztaby: w Lot i w PPL, które zarządza Lotniskiem Chopina.

Pikieta rozpoczęła się po 5 rano w siedzibie Lotu. Związkowcy domagają się przywrócenia do pracy Moniki Żelazik, przewodniczącej Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego, zwolnionej kilka miesięcy temu, gdy trwały przygotowania do poprzedniego protestu. Spółka oskarżyła ją o nawoływanie do agresywnych zachowań. Udział w strajku zapowiedziało 350 osób.

- W tym momencie jest ponad sto osób. Wczoraj pracodawca zastąpił w dzisiejszym grafiku osoby zatrudnione na etacie takimi, które mają umowy B2B i muszą się liczyć, że przystąpienie do strajku oznacza rozwiązanie kontraktu. Wczoraj poinformował mejlowo, że za udział w nielegalnym strajku zostanie potrącona dniówka. Pracownicy dostają telefony z pogróżkami. Stąd też taka mała liczba osób, które dziś nie stawiły się do pracy – mówi Monika Żelazik.

Twierdzi, że na etacie pracuje ok. 900 pilotów i personelu pokładowego.

Zapowiada strajk do skutku.

- Ktoś z zarządu powinien z nami porozmawiać. Jesteśmy lekceważeni, ale przyzwyczailiśmy się do tego. Za parę dni ktoś zejdzie, gdy spółka będzie musiała odwoływać po parę lotów dziennie – przewiduje Monika Żelazik.

Jeszcze wczoraj wieczorem odbyło się „spotkanie ostatniej szansy”, podczas którego spółka przedstawiła propozycje w systemie wynagrodzeń. Nie zostały przyjęte. Od 2016 r. pracodawca spotkał się ze związkami ponad 60 razy.

O ile wszystkie loty z Warszawy odbyły się zgodnie z planem, to odwołane zostały samoloty z Nowego Jorku i Moskwy. Nie mają związku ze strajkiem.

- Dreamliner z USA ma problem z silnikiem. W Moskwie jest usterka techniczna – wyjaśnia Konrad Majszyk.

Głównym punktem sporu jest wypowiedziany w 2013 r. regulamin wynagradzania z 2010 r. LOT stanął na krawędzi bankructwa, otrzymał pomoc publiczną i był w restrukturyzacji. Nowe zasady wynagrodzeń są, zdaniem związkowców, mniej korzystne. Część personelu pracuje na umowy cywilnoprawne lub prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą.

W kwietniu Sąd Okręgowy w Warszawie zdecydował, że zapowiadany na 1 maja 2018 r. protest nie może się odbyć. Ostatecznie związkowcy zorganizowali pikietę, nie strajk. Zarząd Lotu uważa, że decyzja sądu obowiązuje, dlatego strajk jest nielegalny i udział w nim grozi zwolnieniem. 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MAG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Strajk w Lot: popołudniowe rejsy też się odbędą