Po godzinach

Wojciech Kowalczuk
30-08-2001, 00:00

Jarosław Bauc

Zdymisjonowanego ministra finansów zapewne nie cieszy położenie, w jakim się znalazł. Jednakże ministrem się bywa, a fachowcem się po prostu jest. To właśnie ta jaśniejsza strona sytuacji Jarosława Bauca. Dobry ekonomista znajdzie godne siebie miejsce, niezależnie od tego, kto i w jakim stylu rządzi państwem. Okoliczności, w jakich premier wręczył wymówienie ministrowi, przemawiają tylko na korzyść zwolnionego.

Premier ewidentnie znalazł w osobie Jarosława Bauca kozła ofiarnego. Nie po raz pierwszy zresztą w swej karierze szefa rządu. Zaś uzasadnienie, jakoby powodem dymisji ministra było zbyt późne poinformowanie pozostałych członków gabinetu o katastrofalnym stanie państwowych finansów, godzi nie w Jarosława Bauca, lecz w Jerzego Buzka. Bo jeśli nawet nie zdawał on sobie wcześniej sprawy z rozmiarów nadciągającej katastrofy, to co to za szef rządu, który nie wymaga od ministrów informowania na bieżąco o stanie podległych im resortów.

Dla Jarosława Bauca to zdecydowanie lepiej, że jego nazwisko już teraz przestanie być kojarzone z fatalną końcówką rządów ekipy Jerzego Buzka.

Halina Wasilewska-Trenkner

Informacja o tym, że piastowało się stanowisko ministra, to zwykle jasny punkt w życiorysie. Można mieć jednak wątpliwości, czy tak właśnie będzie w przypadku nowo mianowanej szefowej resortu finansów. Jej kariera nie potrwa raczej dłużej niż miesiąc, a nominacja wynika z faktu, że nawet odchodząca ekipa rządowa nie może się obejść bez ministra finansów. Ponadto ktoś musi przecież podpisać się pod projektem przyszłorocznego budżetu — projektem, którego autorem jest formalnie kto inny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Kowalczuk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / Po godzinach