Po owocach go poznacie

Bartosz Krzyżaniak, Ewa Szczecińska, BT
opublikowano: 13-12-2006, 00:00

Jan Sulmicki — jeśli już się z czymś kojarzy — to z łagodniejszą od obecnej polityką banku centralnego.

Wczoraj po osiemnastej, niecałą godzinę przed wigilijno-noworocznym spotkaniem Leszka Balcerowicza z dziennikarzami, kancelaria prezydenta poinformowała, że kandydatem Lecha Kaczyńskiego na nowego prezesa NBP jest Jan Sulmicki, profesor Szkoły Głównej Handlowej. Wniosek w tej sprawie został przesłany do Sejmu. Kim jest następca Leszka Balcerowicza? Dobre pytanie.

Tabula rasa

— Nie znam człowieka. Jest to postać zupełnie nieznana ekonomistom i inwestorom. Podobnie jak jej poglądy na politykę pieniężną, wejście Polski do strefy euro czy politykę gospodarczą — przyznaje Jacek Wiśniewski, główny ekonomista Raiffeisen Banku.

Zaskoczenia nominacją nie kryła Katarzyna Zajdel-Kurowska, główna ekonomistka Banku Handlowego (BH).

— Wszyscy są zaskoczeni. Ta decyzja nie była spodziewana. Niestety, nie znam profesora Sulmickiego, bo nie studiowałam na SGH, poza tym nie jest to postać znana szerzej. Szczerze mówiąc, wczoraj pierwszy raz usłyszałam to nazwisko — mówi ekonomistka BH.

Zdaniem Janusza Jankowiaka, głównego ekonomisty Polskiej Rady Biznesu (PRB), trudno cokolwiek powiedzieć o poglądach przyszłego prezesa.

— Wszystko, co napisał, ma charakter analityczny. Zajmował się głównie kryzysami walutowymi. Poza wąskim gronem nauczycieli akademickich jest nieznany. Dla inwestorów to tabula rasa —uważa ekonomista PRB.

Dwa zdania

Niewiele o Janie Sulmickim mówi obecny prezes banku centralnego, który miał z nim okazję współpracować.

— Mój komentarz można zamknąć w dwóch zdaniach. Kandydat ma wykształcenie ekonomiczne. Pracował w administracji publicznej — ucina Leszek Balcerowicz.

Więcej o Janie Sulmickim mówi Krzysztof Skóra, prezes KGHM (przyszły prezes banku centralnego od miesiąca zasiada w radzie nadzorczej tej spółki, uczestniczył w dwóch posiedzeniach). Według niego, to świetny analityk.

— Zaobserwowałem, że jest dociekliwy. Zadaje dużo pytań oczekując wyczerpujących odpowiedzi. Wiem, że przy pracach nad strategią Polskiej Miedzi bardzo dokładnie analizował wszystkie materiały — mówi prezes KGHM.

Członkowie rady KGHM żałują, że współpraca z Sulmickim była tak krótka.

— Osoba z wielkim potencjałem. Miałem nadzieję, że rozwiążemy wspólnie wiele ważnych spraw dla KGHM. Dał się poznać jako człowiek mocno zaangażowany. Oczywiście gratuluję mu awansu — mówi Józef Czyczerski, sekretarz rady KGHM i szef miedziowej Solidarności.

Podobne odczucia ma Stanisław Andrzej Potycz.

— Zrobił na mnie duże wrażenie. Jest kompetentny i rzeczowy — mówi członek rady Polskiej Miedzi.

Gołębie serce

Na wrażenie, jakie Jan Sulmicki zrobi na ekonomistach i inwestorach, trzeba będzie poczekać do jego pierwszych wypowiedzi.

— Rynek będzie ich niecierpliwie wyczekiwał — uważa Katarzyna Zajdel-Kurowska.

Niektórzy ekonomiści mieli jednak okazję poznać bliżej poglądy na politykę monetarną Jana Sulmickiego. Zdaniem Łukasza Tarnawy, głównego ekonomisty PKO BP, są one zdecydowanie bliższe gołębiemu skrzydłu Rady Polityki Pieniężnej (RPP) niż te, z jakich dał się poznać Leszek Balcerowicz.

— Ton jego wypowiedzi będzie kontrastować z wypowiedziami obecnego prezesa. Nie sądzę też, by był on — jak jego poprzednik — zwolennikiem zaostrzania polityki pieniężnej, gdy nie zachodzą jednoznaczne przesłanki świadczące o możliwości znacznego przekroczenia przez inflację celu. Nie jest to faworyt rynków finansowych, które wolałyby zapewne zobaczyć na tym stanowisku prof. Wojtynę lub Sławińskiego — uważa ekonomista PKO BP.

Według niego, po tej nominacji rozkład głosów w RPP zmieni się z obecnego 4:6 na rzecz gołębi na stosunek 3:7. Łukasz Tarnawa mówi też o poglądach przyszłego szefa NBP na strefę euro.

— I w tym przypadku są one odmienne od tych, jakie prezentuje Leszek Balcerowicz. Nie spodziewam się z jego strony wypowiedzi, że należy to zrobić za wszelką cenę i jak najszybciej. Bardziej prawdopodobne będzie rozważanie wszelkich „za i przeciw” i wybieranie najodpowiedniejszego z punktu widzenia stabilności gospodarki mom

W ubiegłym roku Jan Sulmicki napisał książkę „Stabilność rynków finansowych a wejście Polski do strefy euro”. Jego tezy będą kanwą do gorących dyskusji.

Najwcześniejszym możliwym terminem spełnienia kryterium deficytu budżetowego są lata 2009-2010. Jednakże spełnienie przez Polskę kryterium deficytu w latach 2009-2010 oznacza, że notyfikacja finansowa będzie mogła być przesłana do KE wiosną roku 2010 lub 2011. W tym realnym scenariuszu wejście Polski do strefy euro nastąpi nie wcześniej niż w latach 2011-2012.

Trwałe ustabilizowanie kursu złotego, przy nadwartościowym kursie, przez wprowadzenie złotego do ERM2 nie tylko może sprowokować trudne do opanowania ataki międzynarodowego kapitału spekulacyjnego, grającego na dewaluację silnego złotego, lecz również zwiększy koszty obsługi długu publicznego.

Dogmatycznie antyinflacyjna polityka prowadzona przez NBP może być podważana również na gruncie teoretycznym. Zasadność obniżania inflacji w Polsce do niskiego poziomu tempa wzrostu cen istniejącego w UE jest kwestionowana w oparciu o zjawisko „ułatwionego doganiania krajów rozwiniętych przez kraje rozwijające się (...)”. Można dowieść, że inflacja w nowych krajach członkowskich UE powinna być w sposób trwały wyższa niż w starych krajach członkowskich. Próby jej nadmiernego obniżania doprowadzą w nowych krajach do zmniejszenia tempa rozwoju gospdarczego oraz do nominalnej aprecjacji walut krajowych.

W Polsce są spełnione makroekonomiczne przesłanki skutecznego stosowania mechanizmu dostosowawczego w postaci deprecjacji waluty krajowej. Zmiana kursu walutowego przez spadek realnego kursu złotego prowadzi do wzrostu popytu zagranicznego na polski eksport (...). Rezygnacja z prowadzenia w Polsce autonomicznej polityki pieniężnej po wejściu do strefy euro może spowodować powstanie strat w gospodarce.

Polska w razie trudności z utrzymaniem sztywnego kursu walutowego w ramach ERM2 może liczyć na korzyści wynikające z mechanizmów solidarności zawartych w traktacie z Maastricht. Trzeba się jednak spodziewać, że EBC będzie dążył do takiej zmiany przepisów regulujących ERM2, aby nie dochodziło do istotnych transferów na potrzeby obrony stabilności walut nowych krajów członkowskich, gdyż takie ratunkowe działania są kosztowne. Jest mało prawdopodobne, aby Polska po związaniu złotego z euro stałym kursem ustalonym w ramach ERM2 mogła uzyskać znaczną pomoc finansową od Unii w przypadku zagrożenia kryzysem walutowym.

Cytaty zaczerpnięto z książki, która ukazała się w 2005 r. nakładem SGH

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak, Ewa Szczecińska, BT

Polecane