Po prostu mamy super sytuację

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 01-06-2007, 00:00

Nasza gospodarka będzie się rozwijała szybko, ale się nie zgrzeje. Grozi to innym, którym galopada podniosła ceny i zaburzyła równowagę.

PKB w I kwartale rósł najszybciej od dekady

Nasza gospodarka będzie się rozwijała szybko, ale się nie zgrzeje. Grozi to innym, którym galopada podniosła ceny i zaburzyła równowagę.

To, co jeszcze kilka kwartałów temu wielu ekonomistom nie przyszłoby do głowy, stało się faktem — nasza gospodarka odnotowała w I kwartale wzrost rzędu 7,4 proc. — wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Tak dobre wyniki mieliśmy 10 lat temu.

— Sama dynamika była zbliżona do oczekiwań rynkowych. Zaskoczyły dane o konsumpcji, która mimo braku waloryzacji rent i emerytur okazała się bardzo mocna — komentuje Piotr Kalisz, ekonomista Citibanku Handlowego.

W pierwszym kwartale spożycie indywidualne dołożyło do wzrostu PKB 4,6 pkt proc., czyli ponad połowę.

— To właśnie konsumpcja jest głównym motorem wzrostu. Inwestycje, mimo prawie 30-procentowej dynamiki, dołożyły 3,6 pkt proc. Takie rozbicie w krótkim okresie zwiększa ryzyko inflacyjne spowodowane rosnącą konsumpcją. Jednak w dłuższej perspektywie, właśnie ze względu na inwestycje, to ryzyko zmniejsza — uważa Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Fakt, że kupujemy coraz więcej, powoduje, że rosną potrzeby importowe. Wymiana handlowa z zagranicą, której bilans jeszcze nie tak dawno budował wzrost gospodarczy, dziś wpływa na niego ujemnie — eksport netto „zjadł” w pierwszym kwartale 1,1 pkt proc. wzrostu.

— Spodziewałem się gorszego wyniku, zwłaszcza przy 8,5-procentowym popycie krajowym. Cieszy też dynamika inwestycji, która daje szanse na to, że wzrost będzie trwały — mówi Leszek Kąsek, ekonomista Banku Światowego (BŚ).

Piotr Woźniak, minister gospodarki, wskazuje na bardzo wysokie, 84-procentowe wykorzystanie mocy produkcyjnych w przemyśle.

— Szybciej i więcej już nie można. Wobec tego mamy przed sobą okres inwestycji w przemyśle — uważa minister.

Najnowszy raport BŚ dotyczący krajów, które w ostatnich latach wstąpiły do UE (poza Maltą i Cyprem) wskazuje na niebezpieczeństwo przegrzania niektórych gospodarek ze względu na gwałtowny wzrost popytu wewnętrznego.

„Przewidujemy spowolnienie wzrostu w całym regionie w 2007 r., z wyjątkiem Polski, Słowacji i Bułgarii” — czytamy w raporcie.

Według ekonomistów BŚ, w 2007 r. gospodarka będzie się rozwijała jeszcze szybciej niż w 2006 r. W 2008 delikatnie ochłonie — do 5,7 proc. Prognozy innych analityków przewidują dla Polski wzrosty 5-6 proc. w przyszłym roku.

— Trudno na taką dynamikę narzekać, a nie musimy się też obawiać przegrzania — zauważa Piotr Kalisz.

Nasza gospodarka prezentuje się bardzo dobrze także na tle innych krajów.

— Macie supersytuację. Wzrost jest zdrowy, bo rośnie popyt wewnętrzny, a także eksport. Macie niską inflację i deficyt na rachunku bieżącym. Nie widzę zagrożeń dla waszej gospodarki — uważa Thomas Laursen, główny ekonomista BŚ w Warszawie.

Nasz deficyt na rachunku bieżącym (niecałe 2,5 proc. PKB) jest dużo niższy np. od kilkunasto- czy wręcz kilkudziesięcioprocentowych deficytów republik bałtyckich.

— Mamy do czynienia z cudem: wysoka dynamika konsumpcji nie przekłada się na silny wzrost inflacji. Presję ograniczał dotąd tani import, fakt, że płace rosły wolniej niż wydajność oraz duża konkurencja na poziomie detalicznym. To, kiedy i w jakim stopniu konsumpcja przełoży się na ceny, jest dziś największą zagadką — uważa Marcin Mróz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu