Po stronie Totalizatora murem stanie rząd

Dawid Tokarz
27-02-2007, 00:00

Jacek Kalida chce, by Totalizator odzyskał koszulkę hazardowego lidera. Pomogą wideoloterie i… polityczne koneksje.

Hazard Państwowy potentat może liczyć na korzystne opodatkowanie

Jacek Kalida chce, by Totalizator odzyskał koszulkę hazardowego lidera. Pomogą wideoloterie i… polityczne koneksje.

Były oficer UOP i GROM, a od września 2006 r. prezes Totalizatora Sportowego (TS) zamierza już w 2008 r. wydać nawet 200 mln EUR, by uruchomić zupełnie nowe w Polsce gry: wideoloterie. Do realizacji ujawnionego w „PB” planu potrzebuje pomocy rządu. Projekt nowelizacji ustawy hazardowej, do którego dotarliśmy, nie pozostawia wątpliwości, że ją dostanie.

— Wszystko idzie jak po maśle. W pilnowaniu zapisów sprzyjających TS pomaga Grzegorz Maj, dobry znajomy Przemysława Gosiewskiego, prawej ręki premiera Kaczyńskiego — ujawnia nasz informator.

Komisarz pomoże

Grzegorz Maj, który w ostatnich wyborach kandydował do Sejmu z list PiS, to współautor (wraz z Gosiewskim) ustawy o wolnym dostępie do zawodów prawniczych. W Totalizatorze pojawił się z Kalidą jako tzw. komisarz polityczny („Newsweek” nazwał tak osoby, które Jarosław Kaczyński wysłał do największych państwowych spółek w poszukiwaniu nieprawidłowości w działaniach poprzednich władz, pochodzących z nadania SLD). Dziś jest doradcą zarządu TS i mimo naszej prośby nie chce wypowiadać się w sprawie. O jego skuteczności świadczy projekt noweli ustawy hazardowej, nad którą pracuje zespół złożony z przedstawicieli resortów finansów, skarbu i sportu.

Okazuje się, że obniżka podatku od wideoloterii ma być jeszcze większa, niż zakładano. Nie z 45 do 30, ale aż do 20 proc.! Taka stawka ma obowiązywać do końca 2008 r., potem co dwa lata rosnąć o kolejne 2 punkty, by dopiero w 2017 r. sięgnąć 30 proc.

Wprowadzając wideoloterie (Jacek Kalida chce ogłosić przetarg na ich operatora w połowie roku), TS wypowie wojnę branży automatów o niskich wygranych (AoNW). Wideoloterie to bowiem nic innego, jak automaty, ale połączone w sieć. Projekt ustawy nie pozostawia wątpliwości, po której stronie frontu stoi rząd.

Dobrze już było

Dla operatorów tzw. jednorękich bandytów przygotowano nie tylko podwyżkę podatku (ze 125 do 180 EUR miesięcznie za automat), ale także inne restrykcje. Będą musieli podłączyć automaty do specjalnego systemu, rejestrującego przychody i wypłacone wygrane, nadzorowanego przez celników. Jeżeli ci stwierdzą jakiekolwiek naruszenie prawa (gra na wyższe niż dopuszczalne stawki, niepodłączenie do systemu etc.), minister finansów odbierze operatorowi zezwolenie na działalność i orzeknie przepadek wszystkich wpłaconych zabezpieczeń (1 tys. EUR na 1 punkt z automatami). O ponowne zezwolenie taka firma będzie mogła ubiegać się dopiero po 10 latach.

To nie koniec. Zgodnie z nowelą, operatorzy AoNW będą musieli płacić za wszystkie punkty z automatami objęte zezwoleniem, nawet nieuruchomione. Ma to ukrócić proceder polegający na tym, że część maszyn, na które operatorzy mają zezwolenia, jest eksploatowana w szarej strefie jako tzw. automaty zręcznościowe (sygnały o takiej działalności docierały do resortu finansów).

Do projektu ustawy bardzo krytycznie odnosi się zrzeszająca automaciarzy Izba Gospodarcza Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych. Jej zdaniem, po podwyższeniu podatku do 180 EUR wpływy budżetowe od branży zamiast wzrosnąć — spadną. Szara strefa zaś się zwiększy, bo przejdzie do niej blisko 5 tys. automatów (blisko 25 proc. wszystkich) przynoszących najniższe przychody, które nie będą w stanie utrzymać się na rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Po stronie Totalizatora murem stanie rząd