Po sukcesu drabinie na adrenalinie

Anna Dermont
opublikowano: 06-12-2006, 00:00

Czy złamany kręgosłup może być impulsem do założenia firmy? Tak. Najlepszym dowodem jest historia powstania Fabryki Przygód.

Joanna Kisiel po kulturoznawstwie poszła do katowickiej TVP. Potem przez 10 lat zajmowała się wystawami, galeriami i promowaniem artystów jako dyrektor miejscowego oddziału Związku Polskich Artystów Plastyków. W 2002 r. zaczęła szukać nowego zajęcia.

— Zawód kulturoznawcy przestał być moją pasją. Zaczęłam więc pisać podania o pracę, nawet w charakterze asystentki prezesa. Pewnego razu dla żartu odpisałam na ogłoszenie „poszukujemy młodego mężczyzny na przedstawiciela handlowego do firmy zajmującej się organizacją spotkań integracyjnych w oparciu o sporty ekstremalne”. Skusił mnie służbowy jeep — wspomina Joanna Kisiel.

Już na pierwszym spotkaniu Joanna przekonała szefa tamtejszej firmy, że będzie najlepszym „młodym mężczyzną”, jakiego szukał.

— Dzień po rozmowie kwalifikacyjnej pierwszy raz w życiu zobaczyłam quada, zjechałam samodzielnie z góry terenowym oplem fronterą, a wieczorem bawiłam klientów kryniczańskiej knajpki przy karaoke. I tak w 2002 r. zostałam organizatorem imprez dla firm — wspomina z uśmiechem Joanna Kisiel.

Szczęście w nieszczęściu

Szybko przyzwyczaiła się do nowych warunków pracy. Raz za biurkiem, raz w wieczorowym stroju, a najczęściej w lesie, po kolana w błocie. Zmiana stylu życia — z galerii sztuki na czterokołowca, z mini na moro — była nie tylko przygodą, ale też drzwiami do sukcesu.

— Przez rok nauczyłam się wszystkiego, co umiem dziś. Mimo burzliwie zakończonej współpracy z szefem firmy, który wyrzucił mnie bez ceregieli, gdy w 2003 r. złamałam kręgosłup, nie mogę mu za to nie dziękować. Gdyby nie to, dziś nie byłabym właścicielem swojej firmy — Fabryki Przygód — mówi jej założycielka.

Nic nie szło gładko. Sroga zima, brak gotówki, gorset ortopedyczny.

— Powinnam popaść w depresję, ale nie leży to w mojej pełnej energii naturze, po za tym motywacją do przetrwania była córka. Ponadto pomogli mi przyjaciele — mówi z uśmiechem Joanna Kisiel.

Jednym z nich był niejaki Ściupak — jak nazywa go Joanna Kisiel — zajmujący się organizacją imprez outdoorowych.

— Znaliśmy się właściwie z widzenia. Kiedy usłyszał o moim wypadku, wyciągnął pomocną dłoń i z miejsca zaczął kombinować, jak złe zmienić w dobre — wspomina założycielka Fabryki Przygód.

Załatwił firmie Joanny pierwsze zlecenie. Z rozkręceniem biznesu nie było kłopotów.

Były narzeczony na urodziny zamiast kwiatka przyniósł kartridż, zaprzyjaźniony plastyk zaprojektował firmowe logo, mistrz rajdów quadowych użyczył nieodpłatnie swojego wizerunku, kolega z Gadu Gadu, którego Joanna nigdy nie spotkała na żywo, zaprojektował za darmo pierwszą stronę WWW, kolega z konkurencyjnej firmy zaoferował transport i korzystny wynajem quadów.

— Dwa miesiące po wypadku wystąpiłam jako szef firmy i instruktor quadowy — mówi dumna Joanna Kisiel.

Z wiatrem

Okazało się, że klienci firmy, w której poprzednio pracowała Joanna, dobrze przygotowaną imprezę kojarzą właśnie z nią, a nie z jej byłym pracodawcą.

— Stali się moimi klientami. Zamówień na wiosenne imprezy było coraz więcej. W czerwcu osiągnęliśmy szczyt. Była to w większości zasługa Ściupaka, który, uruchamiając swoje kontakty dawał mi kolejne zlecenia — opowiada Joanna Kisiel.

Podczas letnich urlopów klientów było mniej. Jednak Joanna nie zamierzała siedzieć z założonymi rękami. Za pożyczone pieniądze kupiła trzy quady i wyjechała w ślad za wczasowiczami do nadmorskiego kurortu.

— Połowa inwestycji zwróciła się po dwóch miesiącach — wspomina Joanna Kisiel.

Jesienią firma miała już własne quady, sprzęt do zabaw strzeleckich i linowych, zgrany zespół i ponad 50 zrealizowanych imprez na koncie, m.in. dla DaimlerChrysler Overseas.

Dziś Fabryka Przygód, to mały biznes organizujący duże imprezy — pikniki, przeprawy off-roadowe, sporty wodne, wyprawy górskie i zwiedzanie jaskiń. Ma quady, skutery śnieżne, poduszkowce, pojazdy opancerzone, psie zaprzęgi i auta terenowe. Proponuje lot balonem i helikopterem, zabawy linowe i rycerskie, paintball, szermierkę i wiele innych atrakcji.

— Planuję rozwinięcie działalność firmy w kierunku organizacji wypraw off-roadowych w różne egzotyczne strony świata i ściągnąć gości zza granicy, bo dla nich nasz kraj jest egzotyczny — zapowiada właścicielka Fabryki Przygód.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Dermont

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu