Początek końca ery niskich stóp zaniepokoi inwestorów

Piotr Kuczyński
opublikowano: 10-11-2003, 00:00

Data 6 listopada 2003 jest warta zapamiętania. W tym dniu banki centralne Australii i Wielkiej Brytanii podniosły stopy procentowe.

Z Ameryki

Na rynku amerykańskim nie widać już przekonania, że zakup akcji w bliskim okresie przyniesie zyski. Po prostu nie ma impulsu, który byłby pretekstem do wywołania poważnej realizacji zysków, bo dane makro i wyniki spółek są dobre, a to nie każe rzucić się do sprzedawania akcji. Jedynym zagrożeniem dla rynku jest niezwykły, niewidziany od 2000 roku, optymizm.

Na pozór wydaje się, że administracja Busha perfekcyjnie realizuje scenariusz wynikający z tzw. „cyklu prezydenckiego”. Od blisko 70 lat każda administracja amerykańska robi wszystko, żeby pobudzić gospodarkę w trzecim roku urzędowania prezydenta, który ma szansę być ponownie wybrany. Jeśli gospodarka mocno rusza w trzecim roku to rynek pracy poprawia się później, w roku czwartym. A dla wyborcy liczy się przede wszystkim rynek pracy, a nie dane makro, bo nimi się nie naje i nie ubierze. Administracja w trzecim roku mocno pompuje pieniądze w gospodarkę, a Fed jej pomaga. To wszystko kreuje na giełdzie spekulacyjne ruchy. Zazwyczaj czwarty rok jest już dla giełdy neutralny. Dlaczego piszę, że „na pozór” administracja Busha perfekcyjnie realizuje scenariusz? Dlatego, że mam wrażenie, że olbrzymie wysiłki niewiele dają. Góra rodzi mysz. Piszę to widząc, że dane z rynku pracy uznawane są za niezwykle dobre. Jednak podczas ostatnich wyjść gospodarki z recesji w latach 1975, 1982 i 1991 zmiany w zatrudnieniu w okresie odpowiadającym ostatnim danym z bieżącego roku były bardzo wyraźne. Teraz są prawie żadne. Uważam, że sytuacja na rynku pracy chwilowo poprawi się, ale w przyszłym roku gospodarka znowu zacznie zwalniać, a to osłabi rynek pracy tuż przed wyborami prezydenckimi.

Wielu inwestorów doskonale zdaje sobie sprawę, że uczestniczy w dużej spekulacji, ale, jeśli nie bierze się pod uwagę trudnych do przewidzenia wydarzeń jak poważny atak terrorystyczny, to trudno dopatrzyć się w najbliższej przyszłości impulsów zmieniających nastawienie inwestorów. Dane makro w bieżącym kwartale będą dobre, chociaż nieco gorsze od tych w zeszłym kwartale. Więc co? Może to, że będzie następowała erozja popularności prezydenta Busha tak sprzyjającego wielkiemu biznesowi lub, co bardziej prawdopodobne, że będą rosły rynkowe stopy procentowe. W tym kontekście trzeba zauważyć, że data 6 listopada 2003 r. jest warta zapamiętania. W tym dniu banki centralne Australii i Wielkiej Brytanii podniosły stopy procentowe. Te decyzje wyznaczają koniec pewnej ery – ery bardzo niskich stóp procentowych. Od tej chwili banki centralne zaczną się zastanawiać nie nad tym czy, ale kiedy podnieść stopy procentowe. W USA oczekuje się, że Fed powinien wykonać ruch w okolicach połowy przyszłego roku. Twierdzi się, że giełda wyprzedza o około 6 miesięcy zmiany następujące w gospodarce. Najpóźniej od początku przyszłego roku obawy powinny narastać a stopy rynkowe zwyżkować. Tym bardziej prawdopodobne jest to, że indeksy wejdą w trend spadkowy nie później niż na przełomie 2003/2004.

Rynek nie wpadł w kończącą wzrosty euforię. To plus dla byków, ale minusem jest to, że nawet doskonałe dane makro nie wywołują wzrostów. Inwestorzy obawiają się, że wszystkie dobre informacje są już zawarte w cenach akcji. Poza tym po raz pierwszy od dłuższego czasu widziałem odpływ kapitału z funduszy. I to zarówno z funduszy obligacji jak i akcji. Uważam, że rynek jest wykupiony i dojrzał do korekty, co wyraźnie sygnalizowała sesja piątkowa. W nadchodzącym tygodniu zbyt mało jest wydarzeń, które mogłyby inwestorów poruszy i dlatego korekta może się okazać wejściem w trend boczny. To byłoby najbardziej logiczne rozwiązanie.

Z Polski

Nasz rynek zachowuje się bardzo niepewnie, ale prawie zawsze tak się dzieje, kiedy trwa sezon wyników. Poza tym mieliśmy zawirowania spowodowane ofertą TP SA czy raportem Komisji Europejskiej. No i nasz „kryzys”. Wreszcie ktoś coś powiedział na temat wprowadzenia unijnej metodologii statystycznej ESA 95. Przypominam, że gdybyśmy ją zastosowali to przez wiele lat nie byłoby zagrożenia dla progów zadłużenia określonych w Konstytucji. Premier Hausner powiedział, że trwają prace i że ta metoda powinna zostać wprowadzona w 2005 roku. W 2004 roku nie, bo rynki uznałyby taki manewr za próbę zmniejszenia, bez redukcji wydatków, relacji długu publicznego do PKB. Inaczej mówiąc, jeśli zastosujemy przyjęty w Eurolandzie sposób liczenia to okaże się, że żadnego zagrożenia kryzysem nie ma i nie było. Uważam, że należałoby przejść już od początku obecności w UE na zasady ESA 95 i jednocześnie przyjąć projekt reformy finansów. Uleganie naciskom niektórych „niezależnych” ekonomistów jest błędem.

W zeszłym tygodniu Ministerstwo Finansów poinformowało, że stan rezerwy płynnościowej wynosi 7,9 miliarda złotych. Niedawno analitycy i media podniosły krzyk, że budżet nie ma pieniędzy na to, żeby wykonać tegoroczny budżet. To jest kolejny dowód na to, że własnymi siłami, własnymi opiniami pogarszamy pozycję Polski na rynkach finansowych. Dobrze, że tej propagandzie klęski nie uległa agencja ratingowa Fitch. Podniosła ona perspektywę długoterminową dla ratingu w walutach do pozytywnej ze stabilnej dla krajów przystępujących do UE. Można by sobie tylko wyobrazić, co by się działo, gdyby jedynym krajem, któremu nie podniesiono ratingu była Polska. Przeciwwagą była decyzja agencji S&P, która obniżyła rating Polski w lokalnej walucie, ale na szczęście (i słusznie) została praktycznie całkowicie zlekceważona, co widać na wykresach obligacji i złotego.

Wiele hałasu wywołał raport Komisji Europejskiej dotyczący stanu naszego przygotowania do wejścia do Unii. Chyba jeszcze więcej niepokoju powstało po upublicznieniu planów zmian polityki rolnej UE w kierunku niekorzystnym dla Polski. Nie będę tego omawiał, bo wszystkie media są pełne opinii na te tematy. Przypomnę jedynie to, co pisałem wtedy, kiedy zdecydowaliśmy się popierać USA w wojnie z Irakiem oraz po tym jak padło hasło „Nicea albo śmierć”. Krytykowałem postawę rządzących i części opozycji ustawiających się na pozycji walki z największymi państwami UE i twierdziłem, że kiedyś drogo za to (finansowo) zapłacimy. Oczywiście, nasz stan przygotowań nie jest dobry, a Unia w sprawie rolnictwa ma swoje interesy. Jednak urzędnicy są tylko ludźmi, a ludzie mają swoje sympatie i antypatie. Na pytanie, dlaczego właśnie Polskę Unia traktuje tak jak to ostatnio widzimy można odpowiedzieć, że po prostu nas tam nie lubią. Tylko tak dalej panowie politycy, a staniemy się płatnikiem netto i tyle będzie naszych korzyści z wejścia do Unii.

Przed nami nietypowy, krótszy giełdowy tydzień. To nie sprzyja ważnym ruchom indeksów, ale podejrzewam, że nie tym razem, bo kończy się sezon wyników. Od tego momentu będziemy mogli zachowywać się tak jak i inne rynki światowe, a może i lepiej ze względu na to, że w przyszłym roku wchodzi podatek giełdowy, a zysk z akcji kupionych w tym roku (o ile wystąpi) nie będzie opodatkowany. Nie wiem tylko jak rynki finansowe potraktują to, co proponuje Polsce „Solidarność”. Mam na myśli jej „ogólnopolskie dni protestu”. To zapewne ma być twórczy wkład tego związku w dyskusję o planie Hausnera. Rynki nie lubią takich niepokojów, ale bardzo często traktują je tak, jak na to zasługują – lekceważąc te wydarzenia. Gdyby tak się nie stało to poważny wzrost zostanie odroczony do grudnia. Na wykresach powstało wiele sygnałów kupna, a gdyby ktoś miał wątpliwości to rozwiewa je Wigometr. Ilość pesymistów przekroczyła 50 procent. To praktycznie zawsze jest sygnał kupna.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Początek końca ery niskich stóp zaniepokoi inwestorów