Pod koniec tygodnia niedźwiedzie odpuściły

Adrian Boczkowski
opublikowano: 19-01-2009, 00:00

Wiele złych informacji płynących ze spółek na całym świecie oraz często fatalne odczyty danych makro z USA, strefy euro czy z Polski przerwały noworoczną sielankę. Szef Fed Ben Bernanke mówił o niewystarczających środkach antykryzysowych podjętych do tej pory, a grudniowa sprzedaż detaliczna w USA okazała się fatalna. Od parkietów naszego regionu inwestorów odstraszały lokalne dane. Choć Polska ma inną strukturę PKB i ogólną sytuację fundamentalną, to znajduje się w jednym koszyku z chociażby Węgrami. A tamtejsze dane makro mogły zatrwożyć optymistów. Podobnie jak te z Czech, a nawet z Polski (wartość naszego eksportu spadła w dwucyfrowym tempie).

Zniesienie wzrostów z przełomu roku i powrót złych nastrojów rynkowych wydawał się uzasadniony. Powszechne stało się przekonanie, że indeksy wkrótce przetestują listopadowe i październikowe minima. Dla WIG20 jest to okolica 1500 pkt. Spadek z poziomu 1900 pkt zatrzymał się jednak przy 1700 pkt.

Nieśmiały powrót optymizmu? Możliwe. Perspektywa ostatecznego wykupu wszelkich toksycznych aktywów, lepsze od spodziewanych wyniki JP Morgan czy solidny wzrost wniosków o kredyt hipoteczny w USA wobec wcześniejszych spadków mogły poprawić humory bykom. Podobnie jak odblokowanie drugiej połowy pieniędzy z planu Paulsona i kolejna runda finansowania największych banków. A może dodatkowo duzi gracze uwierzyli Stuartowi Greenowi, globalnemu ekonomiście HSBC, który uważa Polskę i Chiny za dwie oazy spokoju w obecnym kryzysie? To raczej wątpliwe. Sytuacja na GPW zależy od zachodnich indeksów.

W ubiegłym tygodniu na GPW doszło do kolejnej "minirzezi" na bankach. To skutek m.in. zapowiedzi ING solidnej straty kwartalnej. Choć 290 mln zł na minusie to księgowy skutek braku płynności na polskich euroobligacjach i wycena ich zabezpieczeń (kurs waluty i stopy procentowe), to na inwestorów padł strach. Czy to początek fali strat krajowych instytucji finansowych? Przekonamy się o tym w nadchodzących tygodniach. Tymczasem wciąż błyszczy sponiewierany wcześniej Immoeast. Kurs dewelopera wzleciał w tydzień o ponad 30 proc., a od końcówki 2008 r. — o blisko 100 proc. Poprawiło się przy tym ogólne nastawienie do branży. Wyraźnie zyskały JWC, Atlas Estates, Orco czy BBI Development. O jedną piątą zwiększyła się kapitalizacja Erbudu oraz Krosna. Wielu inwestorów nie ma jednak powodów do radości. Podczas gdy ponad jedna ósma walorów straciła na wartości ponad 10 proc., to w równym tempie wzrosły kursy zaledwie co dwudziestej spółki. Spadki były przy tym zdecydowanie mocniejsze.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu