Czytasz dzięki

Pod papugami

Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 26-03-2020, 22:00

W hotelu H15 w centrum Warszawy wszędzie spotkamy ptaki — oczywiście nie te prawdziwe, lecz małe dzieła sztuki. Zresztą na sztukę trafimy tu na każdym kroku — czy będą to oryginalne fotografie Marilyn Monroe autorstwa Miltona Greena, czy intrygujące elementy dizajnu.

W hotelu H15 można się poczuć jak w innym świecie — jednocześnie ekskluzywnym i przytulnym, a nawet ciut magicznym. W lobby z przeszklonym dachem, na stolikach i pod drzewkami mandarynkowymi ustawiono rzeźby papug, obok stoją złote klatki, które wieczorem służą za świeczniki. Natomiast w niszy po prawej stronie, gdzie mieści się recepcja, natrafimy na akcenty współczesne — duży ekran multimedialny prezentuje sztukę związaną z tym obiektem. Taki jest zresztą pomysł na H15 — połączyć historię z teraźniejszością, co chyba najlepiej oddaje ducha Warszawy.

Wyskmakowany wystrój. Marcin Mazur, dyrektor generalny sieci hoteli H15, wyjaśnia, że nazwa warszawskiego obiektu nawiązuje do ul. Poznańskiej nr 15. Hotel wyróżniają niezwykłe, dizajnerskie wnętrza — bardzo nowoczesne, eleganckie i jednocześnie przytulne. Urządzone zostały m.in. meblami zaprojektowanymi wyłącznie dla H15. Wyjątkowy charakter apartamentom hotelowym nadaje też sztuka autorstwa Rity Zimmerman.
Wyświetl galerię [1/6]

Wyskmakowany wystrój. Marcin Mazur, dyrektor generalny sieci hoteli H15, wyjaśnia, że nazwa warszawskiego obiektu nawiązuje do ul. Poznańskiej nr 15. Hotel wyróżniają niezwykłe, dizajnerskie wnętrza — bardzo nowoczesne, eleganckie i jednocześnie przytulne. Urządzone zostały m.in. meblami zaprojektowanymi wyłącznie dla H15. Wyjątkowy charakter apartamentom hotelowym nadaje też sztuka autorstwa Rity Zimmerman. Fot. Marek Wiśniewski

Kamienica z duszą

Budynek, w którym mieści się hotel, powstał w latach 1892-97. Podlegał różnym zawirowaniom historycznym — na przykład eklektyczne zdobienia elewacji w latach 20. XX w. musiały ustąpić sztuce neoklasycyzmu z elementami art déco. Na fasadzie można też wypatrzeć motywy… socrealistyczne. To bodaj pierwsza próba zaszczepienia ich nad Wisłą. Już współcześnie dobudowano do kamienicy czwarte piętro — całkowicie przeszkloną strukturę, którą ze starą elewacją łączy grafitowy kolor ram okiennych.

— Budynek przetrwał bombardowanie Warszawy, bo stacjonował w nim Wehrmacht. Niemcy ostrzeliwali miasto z Pragi, nie mieli łatwego celu. Dzięki temu ostała się nie tylko ta kamienica, ale i te z naprzeciwka — wskazuje Marcin Mazur, dyrektor generalny sieci hoteli H15.

Warszawski H15 działa od 2012 r.

— Nazwa nawiązuje do ul. Poznańskiej nr 15, bo piętnastka to szczęśliwy numer naszego inwestora. Niebawem otwieramy kolejny hotel, w Krakowie, też pod tym numerem — zapowiada Marcin Mazur.

Rewitalizacja kamienicy trwała siedem lat. Całość zaprojektowała architekt Mariola Tomczak, która podążała za współczesnymi trendami — podczas prac renowacyjnych nie tylko odtwarzała oryginalne elementy, lecz także zmyślnie zastępowała je nowymi materiałami. Na przykład niezbyt interesujące drzwi, które znajdowały się po obu stronach bramy głównej, zmieniła na stalowe, ręcznie polerowane. W wystroju hotelu znajdziemy subtelne nawiązania do historii, ale nie będą to klasyki kupione na aukcjach. Lampa nad głównym barem w restauracji stylizowana jest na lata 50., ale wykonana została współcześnie. Za barem na nowoczesnych ekranach można obejrzeć klasyczne kino hollywoodzkie. A niektóre akcenty naprawdę zaskakują — choćby złote figurki owadów umieszczone w przeszklonym pudełku stojącym w jednym z pokoi.

Bal u Sowietów

Wyjątkowa jest sala konferencyjna. Wejście do niej to jak przenosiny w czasie, mieści się bowiem w dawnej sali balowej ambasady sowieckiej — poselstwo radzieckie wprowadziło się na Poznańską 15 w 1924 r. Na ścianach sali widnieją więc wykute symbole — sierp i młot oraz czerwone gwiazdki. Pochodząca z XIX w. matowa podłoga z pięciu gatunków drewna zachowała swój dawny charakter i fachowo skrzypi. Również w hotelowej restauracji Signature klasyka spotyka się z nowoczesnością. Ciężkość kolumn i sufitowych sztukaterii przełamano nowoczesnymi lampami Serge’a Mouille — które, jak uważa Marcin Mazur, są jednym z najciekawszych elementów wystroju hotelu, odrestaurowanymi krzesłami Oswald z lat 60. przemieszanymi ze współczesnymi Gubi oraz nieformalnymi fotografiami znanych ludzi, m.in. Marilyn Monroe. Jedną z sal restauracyjnych urządzono na zielono — to czytelne nawiązanie do koloru dawnego gabinetu sowieckiego posła.

W restauracji szef kuchni przygotowuje dania razem ze znaną osobą — wśród kucharzy byli Małgorzata Socha, Anita Lipnicka czy Borys Szyc, a w karcie dzięki ich pomysłowości znajdziemy m.in. ośmiornicę i turbota.

Domowo i luksusowo

Jak prezentuje się najważniejsza część budynku, czyli pokoje hotelowe?

— Jest ich czterdzieści siedem, jednak tylko osiem to jednostki standardowe. Pozostałe są wyższej kategorii, czyli suity z osobną sypialnią. Wielu naszych klientów to ludzie biznesu, w salonie lubią przyjmować swoich kontrahentów. Chcemy, by nasze hotele dawały jednocześnie komfort i duże poczucie anonimowości — zaznacza Marcin Mazur.

Pokoje nie są skrojone pod wymiar i jednakowe — przedwojenna kamienica zobowiązuje. Często trzeba było się natrudzić, by w tych wnętrzach o różnym układzie, wielkości i kształcie umieścić salon, sypialnię i łazienkę. Również ich wyposażenie robi wrażenie. Takie meble chciałoby się mieć w domu — są wysmakowane i mają unikatowy charakter, a jednocześnie budują domową atmosferę. Daleko im do sprzętów tworzonych od sztancy, jakie znajdziemy w wielu obiektach niższej klasy.

Paryskie widoki

Marcin Mazur podkreśla, że dla twórców H15 jakość miała wielkie znaczenie, dlatego postawili na stylizowane na lata 60. kolorowe meble autorstwa Marioli Tomczak, ale też na sprzęty znanych włoskich marek Pianca czy Meridiani. Wyjątkowy charakter każdemu apartamentowi nadaje też sztuka autorstwa Rity Zimmerman, a także motyw łączący je wszystkie, czyli czarno-białe pasy widniejące m.in. na chodnikach, poduszkach i grafice łazienkowego kamienia. Najlepiej oczywiście — jeśli kogoś stać — nocować w penthousie. Można się wówczas znaleźć w doborowym towarzystwie.

— W penthousie nocowali m.in. Sting, Brian Adams i Shaggy. Jego atutem, poza gustownie urządzonym salonem i sypialnią, jest bardzo duży, okalający go taras — ma aż 140 metrów. Do tego z okien roztacza się widok, który już kilka osób nazwało paryskim — na kamienice ocalałe z powstania warszawskiego — opowiada dyrektor.

Komu na razie nie pozwala na to zasób portfela, może się przejść wokół budynku — piękna kamienica robi wrażenie także z zewnątrz. Podziwiając ją, można uronić łezkę za dawną, zniszczoną w 1944 r. Warszawą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Patrycja Pustkowiak

Polecane