Podaż ponownie wstrząsnęła rynkiem

Włodzimierz Uniszewski
08-02-2008, 00:00

Luty nie przyczynił się dotąd do poprawy giełdowych nastrojów po styczniowym załamaniu. W środę wydawało się, że skuteczna obrona indeksów przed atakiem podaży zapowiada nadejście lepszych czasów dla akcji. Niestety, wczoraj giełdowym niedźwiedziom znowu udało się zatrząść rynkiem.

Ponowne ochłodzenie klimatu sprowokowała sesja za oceanem, gdzie nie doszło do spodziewanego odbicia, a podaż po raz trzeci z kolei zdobyła punkty. Negatywny ton od rana dominował na europejskich parkietach, a inwestorzy wyprzedawali nazbyt pochopnie kupione dzień wcześniej akcje. Źle przyjęto opublikowany w środę wieczorem kwartalny raport Cisco, świadczący o osłabieniu światowego popytu. Z kolei podane w ciągu dnia informacje o kiepskich wynikach sprzedaży w amerykańskich sieciach detalicznych zepchnęły indeksy jeszcze niżej.

Atmosfery z pewnością nie poprawiły komentarze Jeana-Claude Tricheta, prezesa ECB. Na konferencji po ogłoszeniu decyzji o utrzymaniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie ostrzegł, że w gospodarce widać symptomy osłabienia. Dodał jednak przy tym, że mimo to redukcja stóp procentowych jest niemożliwa. Powód? Zagrożenia inflacyjne. GPW w początkowej fazie sesji radziła sobie wyraźnie lepiej niż inne rynki Starego Kontynentu. Inwestorzy byli wyraźnie zmęczeni i zdezorientowani po ostatnich mocno zmiennych sesjach. Woleli wziąć kurs na przeczekanie. Obroty były żenująco niskie, a indeksy trzymały się blisko poziomu środowego zamknięcia.

Mizerna aktywność sprzyjała równowadze sił i dopiero w południe tę senną konsolidację brutalnie przerwał napór podaży. W Europie wówczas zaczęto coraz bardzie dyskontować kolejną przecenę na Wall Street. Warszawskie indeksy pomknęły w dół, a WIG20 bez problemu przełamał wsparcie na poziomie 2900 pkt i dotarł do ostatniej linii obrony w rejonie 2865 pkt. Tam doszło do ostatecznego starcia. Zakończyło się ono szczęśliwie dla posiadaczy akcji, bo rynek amerykański otworzył się wyżej, niż zakładał czarny scenariusz. Ostatecznie WIG20 odrobił połowę strat i zdołał zamknąć się nad barierą 2900 pkt. Najbardziej rozczarowały Pekao i PKN, tracące odpowiednio ponad 3 i 4 proc.

Co dalej?

Karty rozdaje zagranica

Rynek jest całkowicie na łasce czynników zewnętrznych. Polski popyt nie potrafi odebrać akcji z rąk sprzedających. Dotyczy to szczególnie blue chipów, które są żetonami w rozgrywce zagranicznego kapitału portfelowego. Nie jest to dobry czas dla rynków Europy Środkowej i Wschodniej. Wczoraj równie intensywnie pozbywano się akcji zarówno w Warszawie, jak i w Budapeszcie, Stambule czy w Moskwie. Wygląda na to, że o powrocie stabilnego, długoterminowego popytu na notowane tam walory można na razie tylko pomarzyć.

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Podaż ponownie wstrząsnęła rynkiem