Podporządkowane emisje nie takie złe

  • Emil Szweda
03-09-2017, 22:00

Temat tygodnia wypłynął w piątek za sprawą publikacji „Pulsu Biznesu”.

KNF chce ograniczyć emisje podporządkowane obligacji adresowane do indywidualnych inwestorów. Czy słusznie? Garść argumentów znajdzie się po każdej stronie. Inwestorzy indywidualni mogą nie znać ryzyka związanego z obligacjami podporządkowanymi (w razie upadłości banku są spłacane w ostatniej kolejności), kojarząc je z bezpieczeństwem, z jakim w naszym kraju obligacje wciąż

są potocznie uważane. Zgoda. Ale — po pierwsze ci sami inwestorzy mogą swobodnie nabywać akcje Getin Noble Banku (GNB) czy Alior Banku, które są jeszcze bardziej ryzykowne od obligacji podporządkowanych (wystarczy sprawdzić notowania akcji i obligacji GNB z ostatnich lat), a nikomu nie przyjdzie do głowy zakaz handlu akcjami. Po drugie, to Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) wymaga od banków coraz wyższych wskaźników adekwatności kapitałowej, poprawiając bezpieczeństwo ich wierzycieli. A to oznacza także mniejsze ryzyko dla posiadaczy obligacji, zaś emisja długu podporządkowanego obniża ryzyko podmiotu, który je emituje, a nie zwiększa.

Dodatkowo pracę związaną z oceną ryzyka wykonuje też niewidzialna ręka rynku.

Warto przypomnieć, że GNB miał pięć lat temu niższe wskaźniki wypłacalności niż dziś, a płacił za obligacje mniejsze odsetki. To rynek wymusił na banku podniesienie marż od obligacji do 5 pkt. proc. ponad WIBOR (ta stawka obowiązywała w jego emisjach jeszcze w II kwartale). Z drugiej strony coś musi być na rzeczy, skoro od dwóch lat GNB łatwo zamyka kolejne emisje, oferując w nich mniejszą rentowność, niż można uzyskać na jego obligacjach notowanych na Catalyst, i to przy krótszym okresie inwestycji. Inwestorzy kupujący

obligacje na rynku wtórnym i na pierwotnym inaczej oceniają ryzyko związane z tymi samymi papierami, ale przecież w obu wypadkach są to właśnie — prawdopodobnie — inwestorzy indywidualni. Nie każdy z nich jest więc ignorantem w kwestii ryzyka i podobnie jak z faktu, że nie każdy wie, jak obchodzić się z sekstantem, nie wynika jeszcze, że należy wycofać je ze sprzedaży.

Ale zostawmy to. Logika artykułowana przez rzecznika KNF każe zadać kolejne pytanie. Czy inwestorzy indywidualni w ogóle zdają sobie sprawę z ryzyka związanego z obligacjami? Jaki zły duch podszepnął im wyłożenie35 mln zł w „obligacje” Horcus Investmnet (sprawa w prokuraturze), kto z nich spodziewał się, że Bikershop Finance zanotuje poślizg w spłacie odsetek już w trzecim terminie płatności? Czy wskaźnik dług netto/EBITDA ma dla nich jakiekolwiek znaczenie? Albo w jaki sposób oceniają prawdziwość wyceny zabezpieczenia na, dajmy na to, kopalni iłu, o wycenie portfeli wierzytelności nie wspominając? Cóż — prawda jest taka, że jak świat stary, zawsze znajdą się chętni, by inwestować w cebulki tulipanów, w firmy kupujące pola naftowe w Kazachstanie czy w wysoko oprocentowane lokaty „w złocie”. Czy urzędowe „zachęty” do oddania

pieniędzy w zarządzanie przez profesjonalistów mogą zmniejszyć ryzyko ponoszone przez indywidualnych inwestorów? Wiadomo, że 25 proc. emisji obligacji o wartości do 10 mln zł nie wraca do właścicieli kapitału, ale mało kto chce pamiętać o tym, że licencjonowane i profesjonalnie zarządzane fundusze obligacji Copernicusa czy Idea Premium puściły inwestorów z torbami, także inwestując w obligacje małych i średnich firm. To może jednak już lepiej pozwolić inwestorom indywidualnym na zakupy bankowych obligacji podporządkowanych i skupić się na skutecznym nadzorze banków, co przecież tak dobrze komisji wychodzi?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda, Obligacje.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Podporządkowane emisje nie takie złe