Podwyżki tylko dla szczęśliwców

Jacek Kowalczyk
22-03-2010, 00:00

Pracodawcy nadal trzymają się za kieszeń. Choć raczej dadzą pracownikom podwyżkę, niż zwiększą zatrudnienie.

Tylko co szósta firma zamierza w 2010 r. realnie podnosić pensje pracowników

Pracodawcy nadal trzymają się za kieszeń. Choć raczej dadzą pracownikom podwyżkę, niż zwiększą zatrudnienie.

Zła wiadomość dla pracowników sektora przedsiębiorstw. Tylko jedna firma na sześć planuje w najbliższych 12 miesiącach realne podwyżki pensji, czyli wyższe niż wskaźnik inflacji — wynika z badania firmy doradczej Grant Thornton International. Kryzys opuszcza większość obszarów gospodarki, ale nie rynek pracy.

W cenie, ale niskiej

Podwyżkę wyższą niż inflacja zapowiada 17 proc. ankietowanych firm (badanie na średnich i dużych). To znaczy, że pracowników całej reszty przedsiębiorstw prawdopodobnie czeka realny spadek dochodów.

— To nie jest proporcja, która mogłaby zadowalać pracowników. Widać, że firmy zamierzają trzymać koszty na krótkiej smyczy, ponadto zdają sobie sprawę, że pracownik nie czuje się pewnie na rynku pracy i boi się twardo walczyć o podwyżkę. Firmy więc ani nie chcą, ani nie muszą dawać podwyżek — tłumaczy Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka rynku pracy PKO BP.

Najczęstszą metodą pracodawców na oszczędzanie jest mrożenie płac na nominalnie stałym poziomie, czyli czekanie, aż inflacja zrobi swoje. Takie podejście deklaruje 43 proc. firm. Drobną podwyżkę, ale najwyżej pokrywającą wzrost cen (czyli nie wyższą niż 2 proc., bo taką średnioroczną inflację prognozują ekonomiści na 2010 r.), zobaczą pracownicy 31 proc. przedsiębiorstw. Tylko nieliczni pracodawcy zamierzają natomiast obniżać nominalnie pensje — deklaruje tak 2 proc. badanych.

— Choć realne podwyżki nie będą częste, to i tak badanie pokazuje, że dobry pracownik jest w cenie. Przeciętny pracodawca podniesie pensje, ale nie zatrudnienie. 19 proc. firm zamierza przyjmować nowych ludzi, a 22 proc. chce zwalniać. Łatwiej więc o podwyżkę niż zmianę posady — komentuje Tomasz Wróblewski, partner zarządzający Grant Thornton Frąckowiak.

Pobożne życzenia

Niepokojące może być też to, że nastawienie firm do podwyżek płac jest bardziej restrykcyjne niż w ubiegłorocznej edycji badania, kiedy kryzys gospodarczy już rozlał się po Polsce. Wtedy 31 proc. firm (prawie dwukrotnie więcej niż teraz) zamierzało podnosić pensje swoim pracownikom powyżej wskaźnika inflacji. Ta różnica może być jednak myląca.

— To były deklaracje pracodawców z początku kryzysu. Dalszy przebieg zdarzeń zweryfikował te plany i wiele zapowiadanych podwyżek po prostu nie zostało zrealizowanych. Potwierdzają to dane statystyczne. W 2009 r. pensje w firmach wzrosły realnie tylko o 1 proc. — mówi Karolina Sędzimir-Domanowska.

To budzi jednak nadzieję, że tym razem rzeczywistość zaskoczy pozytywnie i więcej firm zdecyduje się na podwyżki, niż wynika to z ich obecnych planów. Pewne ożywienie na rynku pracy to zresztą też scenariusz kreślony w prognozach przez większość ekonomistów.

— Popyt na pracownika będzie stopniowo się odradzał wraz z przyspieszeniem w całej gospodarce. Ale nie na tyle szybko, żeby gwałtownie zwiększyć presję na wzrost płac. W bieżącym roku średnia pensja wzrośnie o 4,7 proc., a w 2011 r. o 5 proc., czyli realnie odpowiednio o 2,2 proc. i 2,4 proc. — twierdzi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

Zwolnienia w modzie

Pocieszające jest jednak to, że mimo wszystko plany naszych przedsiębiorców wypadają wyjątkowo dobrze na tle innych krajów europejskich. Wśród 13 państw objętych badaniem odsetek firm planujących realne podwyżki jest w Polsce (oprócz Danii, Szwecji i Grecji) najwyższy.

Mniej optymistyczne jest natomiast to, że polskie firmy wyjątkowo niechętnie podchodzą do obniżania kosztów pracy w sposób niestandardowy (np. ograniczenie czasu pracy, urlopy bezpłatne czy staże).

— Aż 68 proc. pracowników nie stosuje ani nie zamierza stosować instrumentów alternatywnych wobec zwolnień. Żaden inny kraj Europy objęty badaniem nie ma tak wysokiego odsetka. Mała popularność takich rozwiązań może wynikać z przekonania przedsiębiorców, że tego typu instrumenty nie są skuteczne. Myślę jednak, że w dużej mierze wynika to też z nieelastycznego prawa pracy — uważa Tomasz Wróblewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Podwyżki tylko dla szczęśliwców