Pol-Aqua się stacza, a właściciel chowa

Emil Górecki
opublikowano: 03-03-2011, 00:00

Wykonawca dokłada do kontraktów. O przyszłości nie rozmawia z inwestorami i analitykami.

Albo Hiszpanie kupili kota w worku, albo źle zarządzają firmą. Inne spółki na tym cierpią.

Wykonawca dokłada do kontraktów. O przyszłości nie rozmawia z inwestorami i analitykami.

Grupa Pol-Aqua wypracowała w ubiegłym roku 1,3 mld zł przychodów i 286,6 mln zł straty netto. Rok wcześniej było to odpowiednio 1,4 mld zł i 84,5 mln zł. W samym IV kwartale miała 139 mln zł skonsolidowanej straty netto przypisanej akcjonariuszom jednostki dominującej wobec 85 mln zł straty rok wcześniej. Po opublikowaniu wyników kurs spadł o 5,2 proc. do 18,4 zł. Większym problemem niż słabe wyniki jest to, że nieznana jest ich przyczyna.

— Od czasu zmiany głównego akcjonariusza Pol-Aqua zamknęła się dla analityków, dlatego trudno o dokładniejszą analizę sytuacji i portfela zleceń. Ma wiele nierentownych kontraktów, na wyniki istotny wpływ miały odpisy wartości m.in. firmy Vectra oraz odpisy aktualizujące wartość należności i pożyczek. Między grudniem 2009 i 2010 r. kapitał własny spadł o połowę, do 235 mln zł. Bardzo liczę na poprawę relacji z rynkiem — mówi Łukasz Rosiński, p. o. szef departamentu corporate finance DM Amerbrokers.

Lepiej nie kupować

Spółka buduje i… traci pieniądze — marża brutto wynosi -10 proc. Pod znakiem zapytania stoi rentowność kontraktu na budowę mostu Północnego w Warszawie, który ma już pół roku opóźnienia.

— Poprawy należy raczej oczekiwać dopiero w 2012 r. Pozytywnym sygnałem mogłoby być ponowne otwarcie się Pol-Aquy na kontakt z inwestorami. Na razie nie sugerowałbym zakupu jej akcji. Są inne, tanie spółki z branży obarczone zdecydowanie mniejszym ryzykiem, jak Mostostal Warszawa — mówi Maciej Stokłosa z DI BRE Banku.

Spółka zniknęła z radarów analityków po tym, jak pod koniec 2009 r. hiszpański Dragados kupił 66 proc. akcji. Od tego czasu zarząd nie spotyka się ani z inwestorami, ani z dziennikarzami. Giełdowi analitycy przyznają, że nie rozumieją relacji zarządu Pol-Aquy z głównym akcjonariuszem. Janusz Steinhoff, członek rady nadzorczej spółki, po komentarz odsyła do zarządu.

— Rada nadzorcza nie posiada żadnych informacji poza tym, co można znaleźć w komunikatach giełdowych — mówi były wicepremier.

A zarząd wyników komentować nie chce.

Hiszpański błąd

Mimo fatalnej komunikacji fundusze wciąż mają akcje Pol-Aquy. Powyżej progu 5 proc. mają Pioneer Pekao Investment Management i ING OFE. Na koniec 2010 r. sześć innych OFE kontrolowało 3,5 proc. akcji. W sumie w rękach polskich instytucji jest około 15 proc. akcji. Co sądzą o wynikach?

— To naturalne, że właściciel pierwsze, co robi w przejętej firmie, to rezerwy, ale nie rozumiem, dlaczego trwa to tak długo — mówi anonimowo zarządzający.

— Wygląda na to, że Hiszpanie zostali nieźle zrobieni w konia. Taka skala odpisów i rezerw świadczy, że w kontraktach był ogromny bałagan — w najlepszym przypadku miały zerową marżę, a najczęściej ujemną. Dragados jest wkurzony, nie chce się komunikować z pozostałymi akcjonariuszami, twierdzi, że nie ma nic do powiedzenia, najpierw musi zrobić porządek. Ale może mieć pretensje do siebie, przecież przed kupnem robił due diligence — ślepy nie powinien grać w pokera. Gdy ogłaszano wezwanie, zastanawialiśmy się, czy odpowiadać. Wydawało się, że Pol-Aqua to poukładany biznes i cena nie jest atrakcyjna. Obawialiśmy się jednak, że może nastąpić transfer zysków i woleliśmy oddać akcje. Okazuje się, że pan Stefański wiedział, co robi, sprzedając — mówi inny zarządzający.

Konrad Jaskóła, prezes Polimeksu-Mostostalu, samą stratą konkurentów nie jest zaskoczony, choć jej wysokością już tak. Inni podobnie.

— Spółka była napompowana kontraktami z odległym terminem realizacji, lecz przygotowała się na ewentualne straty dokonując wszystkich możliwych odpisów — mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu

Nadzór grozi

Na rynku huczy, że Dragados kupując spółkę był przekonany, że kupuje zdrowy biznes. Wielu dziwiło się, że Marek Stefański oddaje spółkę, mimo że kurs jest daleko od poziomów z hossy. Rzeczywistość okazała się brutalna — od sprzedaży spółka pokazuje coraz gorsze wyniki. Z Markiem Stefańskim nie udało nam się wczoraj skontaktować, ale najwyraźniej nie stracił serca do dziecka. W połowie lutego dokupił 200 tys. akcji po 20,5 zł za sztukę i ma już 10,65 proc. kapitału.

Historia Pol-Aquy odbija się czkawką innym firmom — na przykład PBG, które sprzedaje spółki zależne hiszpańskiemu koncernowi OHL. Nabywca nalega, by w umowie znalazły się gwarancje i kary za niezrealizowanie zakładanych wyników.

W lutym Komisja Nadzoru Finansowego wszczęła przeciwko spółce postępowanie. Chce nałożyć karę za naruszenie obowiązku informacyjnego, bo Pol-Aqua trzykrotnie spóźniła się z ogłoszeniem wyników finansowych.

— Spółki giełdowe powinny prowadzić konsekwentną politykę informacyjną: albo odpowiadać na wszystkie doniesienia prasowe, albo komentować tylko najważniejsze wydarzenia. Taką okazją są raporty kwartalne. Spółki, które otwarcie mówią nawet o trudnej sytuacji, wychodzą na tym znacznie lepiej — mówi Wiesław Rozłucki, były prezes Giełdy Papierów Wartościowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu