Polacy bogacą się w kryzysie

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 27-05-2010, 00:00

Sytuacja finansowa Polaków w 2009 r. poprawiła się. Pogłębiają się natomiast problemy mieszkaniowe.

Jeśli mierzyć koniunkturę ilością kupowanych aparatów cyfrowych, to mamy boom

Sytuacja finansowa Polaków w 2009 r. poprawiła się. Pogłębiają się natomiast problemy mieszkaniowe.

Kryzys łagodnie obchodzi się z finansami polskich rodzin. Okazuje się, że w 2009 r. — mimo rosnącego bezrobocia — społeczeństwo nie tylko nie zbiedniało, ale nawet lekko się wzbogaciło. Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), dochód rozporządzalny przeciętnego Polaka wzrósł w minionym roku realnie (po uwzględnieniu inflacji) o 3 proc. To znaczy, że nominalnie mieliśmy do wydania przeciętnie po 828 zł więcej niż rok wcześniej.

Elektroniczne cacka

— Dochody ludzi rosły z dwóch powodów. Po pierwsze, gospodarka mimo kryzysu zachowała wzrost i część owoców tego wzrostu trafiła do gospodarstw domowych. Pod drugie, spadły podatki dochodowe, więc w naszych kieszeniach zostało więcej pieniędzy — tłumaczy Marek Dietl, ekonomista Instytutu Sobieskiego.

Kryzys okazał się więc nie taki straszny, jak go malowano.

— Wpływ światowego załamania na sytuację polskich gospodarstw domowych był na tyle niewielki, że wręcz trudno mówić tu o kryzysie. Dochody i wydatki konsumentów rosły wolniej niż w czasie silnej koniunktury, ale nie weszły w fazę spadków — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Wzrost zarobków natychmiastowo przekłada się na poziom życia. W ubiegłym roku wręcz skokowo wzrósł odsetek Polaków posiadających telewizję satelitarną, aparat cyfrowy, odtwarzacz DVD czy zmywarkę. W przypadku niektórych artykułów, tak odważnych zakupów Polacy nie robili nawet w czasie najsilniejszego boomu gospodarczego. Kryzys nie przeszkodził też w budowaniu społeczeństwa informatycznego. Odsetek rodzin mających w domu komputer z dostępem do internetu wzrósł z 45,6 proc. do 53,4 proc.

— Daliśmy się uwieść postępowi cywilizacyjnemu. Rozwój wkracza do polskich domów z siłą pożaru w buszu australijskim. Dziś już potrzebujemy w domu nie tylko odkurzacza i lodówki, ale też kina i specjalistycznego sprzętu. Na początku lat 90. do głowy by mi nie przyszło, że polskie gospodarstwa domowe będą obrastać w sprzęty elektroniczne w takim tempie — mówi Wiesław Łagodziński z GUS.

Ciasne cztery kąty

Niezłą sytuację gospodarstw domowych widać też po wskaźnikach dotyczących ubóstwa. Okazuje się, że w czasie kryzysu grupa osób żyjących w biedzie — choć nadal jest relatywnie wysoka — nie powiększyła się. Ubóstwo dotykało w Polsce w 2009 r. 17,3 proc. rodzin, a poniżej minimum egzystencjalnego żyło 5,7 proc. Odsetki te prawie nie zmieniły się w porównaniu z poprzednim rokiem.

— Stabilność tej populacji w czasie spowolnienia gospodarczego jest pocieszająca. To przede wszystkim skutek tego, że uniknęliśmy eksplozji bezrobocia — mówi Marek Dietl.

Jego zdaniem, przyczyn nie należy natomiast dopatrywać się w systemie socjalnym. W sprawnie działającym państwie, to właśnie on powinien powstrzymywać skalę ubóstwa.

— Polski system socjalny jest źle skonstruowany. Pomoc dostają najsprytniejsi, a nie najbardziej potrzebujący — mówi ekonomista Instytutu Sobieskiego.

GUS po raz pierwszy przeanalizował też sytuację lokalową polskich gospodarstw domowych. Przeciętna rodzina w 2009 r. zajmowała 70,7 mkw powierzchni mieszkaniowej (2,7 pokoju). Statystyczny Polak zajmuje 1,03 pokoju i przypada na niego powierzchnia 25 mkw. Łazienki w mieszkaniu nie ma 6,5 proc. ludności, a centralnego ogrzewania — 19,7 proc.

— Sytuacja mieszkaniowa jest zła i z roku na rok się pogarsza. Tylko w 2009 r. deficyt lokalowy pogłębił się o 90 tys. Małżeństw było 260 tys., a mieszkań oddano 160 tys. A w dodatku wiele mieszkań się po prostu zużywa. Rozdźwięk między sytuacją finansową a mieszkaniową Polaków jest coraz większy — zaznacza Wiesław Łagodziński.

Konsumpcja wpadła w dołek

Kwiecień był fatalny w handlu detalicznym. Ale to nie powrót kryzysu, lecz święta i żałoba narodowa.

Konsumpcja znowu zaskakuje — tym razem negatywnie. Jak podał Główny Urząd Statystyczny, sprzedaż detaliczna w kwietniu była o 1,6 proc. niższa niż przed rokiem. Nie licząc lutego 2009 r.(kiedy również spadała w takim tempie), jest to najgorszy wynik od kwietnia 2005 r. Realny spadek jest jeszcze większy — przy uwzględnieniu inflacji, sprzedaż spadła o 4 proc.

— Od kilku miesięcy sprzedaż detaliczna jest skrajnie zmienna i kwietniowe dane kontynuują tę tradycję — komentuje Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Jeszcze w marcu wydatki Polaków w sklepach rosły w tempie 8 proc. rocznie. Analitycy rynkowi spodziewali się pewnego wyhamowania w kwietniu (mediana prognoz wynosiła 4,2 proc.), ale spadku nie oczekiwał prawie żaden. Co sprawiło tak niemiłą niespodziankę? Ekonomiści na razie nie dopatrują się w słabych wynikach początku negatywnej tendencji w polskiej konsumpcji. Obwiniają raczej niedoszacowanie wpływu czynników jednorazowych na decyzje konsumentów.

— W bieżącym roku święta Wielkiejnocy wypadły wcześniej niż rok temu, przez co prawdopodobnie część świątecznych zakupów została przesunięta na marzec. Same święta wypadły w kwietniu, ale okres wzmożonych zakupów to zwykle tydzień między niedzielą palmową (w 2010 r. to 28 III), a wielką sobotą (3 IV) — mówi Adam Czerniak, ekonomista Invest Banku.

Większy wpływ niż zakładano mogła mieć też żałoba narodowa ogłoszona po katastrofie pod Smoleńskiem.

— Bezpośrednio po wypadku zamknięte zostały galerie handlowe. W całym okresie żałoby zamknięte były też kina i inne punkty rozrywkowe, co dodatkowo ograniczyło wizyty konsumentów w centrach handlowo-rozrywkowych, negatywnie wpływając na obroty handlu. Dlatego np. dynamika sprzedaży odzieży i obuwia spadła z 21,8 proc. w marcu do -2,8 proc. w kwietniu — tłumaczy Adam Czerniak.

Sytuacja powinna jednak w kolejnych miesiącach wracać do normy. Koniunktura na rynku pracy bowiem się poprawia. GUS potwierdził wczoraj wstępne dane resortu pracy — bezrobocie w kwietniu spadło do 12,3 proc. z 12,9 proc. w marcu.

— Wszystko wskazuje na to, że zawdzięczamy to lepszej sytuacji w przemyśle i budownictwie — mówi Mateusz Szczurek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu