Polacy inwestują w drogie wina, lecz wolą je pić, niż czekać na zysk

  • Ewa Bednarz
opublikowano: 27-05-2022, 13:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Dom Wina już ponad ćwierć wieku propaguje w Polsce kulturę picia wina. Paweł Gąsiorek, jego prezes i jeden z założycieli, uważa, że inwestujemy w wino niemało, lecz raczej pod kątem własnych potrzeb. Są jednak przedsiębiorcy, którzy kupują wina z potencjałem wzrostu na potrzeby biznesowe.

Praca i pasja:
Praca i pasja:
Jesteśmy jedynym w Polsce sprzedawcą Domaine de la Romanée Conti, jednego z najdroższych win. Mamy tzw. alokację, czyli kupujemy wprost od producenta. Zajmowanie się światem win droższych to moje hobby – śmieje się Paweł Gąsiorek, prezes Domu Wina.
Paweł Ulatowski

Rośnie wartość drogich win. Paweł Gąsiorek twierdzi jednak, że wina inwestycyjne nie cieszą się jeszcze dużą popularnością w Polsce. Inwestuje się nie w pojedyncze butelki, choć jedna może kosztować nawet 5 tys. euro, tylko w skrzynki przechowywane w magazynach we Francji lub Wielkiej Brytanii. Właściciel skrzynki może poprosić o przesłanie jej do domu lub trzymać np. przez trzy lata, a kiedy cena wzrośnie, sprzedać.

– Kolejni klienci kupują te wina albo do własnej konsumpcji, albo do dalszej odsprzedaży. Są statystyki i wykresy, na których można zobaczyć, jak rosła cena poszczególnych win. W ostatnich 15 latach wina z Bordeaux drożały między 6 a 15 proc. rocznie, a czasem nawet 20 proc. Ten biznes wygląda więc imponująco, zwłaszcza biorąc pod uwagę oprocentowanie lokat. Trzeba się oczywiście znać, jedne chateux dają większą gwarancję, że cena wina będzie rosła, a inne mniejszą albo wręcz są bardzo ryzykowne. Liczba producentów win markowych jest bardzo ograniczona. To maleńki ułamek całej produkcji win – zaznacza szef Domu Wina.

Winiarnie z potencjałem

Dwór Sieraków:
Dwór Sieraków:
Co roku Dom Wina organizuje we Dworze Sieraków pod Krakowem plenerowy salon degustacyjny – największą imprezę winiarską w południowej Polsce. 4 czerwca odbędzie się tu dziesiąta edycja Ogrodów Wina.
Paweł Ulatowski

Ubiegły rok był wyjątkowo udany dla inwestujących w wino. Indeks Liv-ex 100, odzwierciedlający notowania stu najczęściej poszukiwanych win na rynku wtórnym, wzrósł w 2021 r. o 23 proc. Liv-ex Fine Wine 1000, w którego portfelu znajduje się tysiąc win z całego świata, zyskał ponad 19 proc., a jego subindeksy: Bordeaux 500, Bordeaux Legends 40, Burgundy 150, Champagne 50, Rodan 100, Italy 100 i Rest of the World 60 – od 10,5 do 41,5 proc. Poszczególne roczniki drożały znacznie bardziej. Szampan Le Mesnil 2012 podrożał 80 proc., a burgund Domaine Armand Rousseau Chambertin z tego samego rocznika o 73,7 proc. O ponad 50 proc. wzrosła cena szampanów: Taittinger Comtes de Champagne 2006 i 2008, Cristal Rosé 2008, Krug 2000 i Salon, Le Mesnil 2002. W dziesiątce najlepszych win inwestycyjnych znalazły się też butelki Leflaive i Domaine Leroy.

– Pandemia nie miała wpływu na ceny wina. Wprawdzie widzieliśmy zachwianie cen win z Bordeaux, ponieważ Chiny ograniczyły zakupy, ale to było chwilowe, Bordeaux drożeje nieustannie i wciąż wiedzie prym w zakupach inwestycyjnych. Dołącza Burgundia, ale tam produkcja ma inny charakter. W Burgundii jest wielu mniejszych producentów, którzy mają minimalne działki, produkcja jest więc trudniejsza. Do elity dołączają też inne kraje, np. Włochy z winami toskańskimi i piemonckimi oraz Stany Zjednoczone, bo tam jest ogromna koncentracja kapitału i naturalny rynek kupujących. Wina kalifornijskie osiągają gigantyczne kwoty, choć niekoniecznie są w obiegu światowym – tłumaczy Paweł Gąsiorek.

Ważna alokacja

Dla siebie i na prezent:
Dla siebie i na prezent:
Nasi klienci inwestują niemałe pieniądze, ale raczej pod kątem własnych potrzeb, nie myślą o dalszej odsprzedaży. Niemniej wolą kupić 60 butelek wina, które będzie drożeć, zamiast sześciu. Mają piwnice z winem i lubią mieć je dla siebie lub na prezenty biznesowe – mówi prezes Domu Wina.
Paweł Ulatowski

Dla koneserów zaskoczeniem może być wzrost cen słodkich win znanych producentów.

– O słodkie wina z Château d’Yquem ludzie się biją, choć niekoniecznie o inne marki z Sauternes. Nie ma tak dużo tych win, ale do tej ligi dołączają ciągle nowe, bo przecież o Toskanii jeszcze niedawno nikt nie mówił. O szampanach też nikt nie wspominał. W Szampanii są jednak gigantyczne inwestycje, którymi zajmują się bardzo znaczące postacie – podkreśla prezes Domu Wina.

Nie ukrywa, że jego firma jest w trakcie rozmów z marką Clarendelle należącą do Haut-Brion z Bordeaux, własnością księcia Roberta Luksemburskiego, château z wielkiej piątki.

– To nie są bardzo drogie wina, raczej średnie, ale Robert Luksemburski bardzo poważnie je traktuje. W marketing są zaangażowane poważne pieniądze, wykupiony został wizerunek miss Francji, więc to pozycjonowanie się w bardzo luksusowym świecie. Haut-Brion ma gigantyczny kompleks restauracyjny w centrum Paryża. To też nasz świat – mówi Paweł Gąsiorek.

Dom Wina sprowadza wina od 100 dostawców, w ofercie ma 600 etykiet. Są wśród nich wina tańsze i droższe, a nawet bardzo drogie. Strategicznym zadaniem firmy jest jednak działanie w świecie dóbr luksusowych.

– Jesteśmy jedynym w Polsce sprzedawcą Domaine de la Romanée Conti, jednego z najdroższych win. Mamy tzw. alokację, czyli kupujemy wprost od producenta. Teraz jesteśmy w trakcie rozmów z Château Petrus, żeby dostać alokację bezpośrednią. Każdy może to wino kupować, bo jest na otwartym rynku, ale nie każdy może kupić z pierwszej ręki. Zajmowanie się światem win droższych to moje hobby – śmieje się Paweł Gąsiorek.

Rocznik rocznikowi nierówny

Dobry rok:
Dobry rok:
2021 r. był wyjątkowo udany dla inwestujących w wino. Indeks Liv-ex 100, odzwierciedlający notowania stu najczęściej poszukiwanych win na rynku wtórnym, wzrósł w 2021 r. o 23 proc. Liv-ex Fine Wine 1000, w którego portfelu znajduje się tysiąc win z całego świata, zyskał ponad 19 proc.
materiały prasowe

Na pytanie, jakie wina warto kupować inwestycyjnie, odpowiada bez wahania – na pewno Domaine de la Romanée Conti. Dom Wina ma ponad 60 butelek z różnych apelacji, w tym trzy butelki alokacji pierwszej etykiety, a pierwszą etykietę sprzedawał w tym roku stałym klientom po 65 tys. zł za butelkę.

– Ta sama butelka na międzynarodowych stronach internetowych ma cenę przynajmniej o 30 proc. wyższą. Ktoś, kto kupił u nas, mógłby więc od razu sprzedać z zyskiem. Mamy jednak umowę, że będziemy sprawdzali klientów pod tym kątem, bo winiarnia nie chce, żeby jej wina były przedmiotem spekulacji. Kupujemy też wina en primeur, czyli w przedsprzedaży. Za wino, które dostaniemy za rok, płacimy na przełomie kwietnia i maja. To ryzykowne, bo pieniądze są zamrożone przez rok, ale chcemy mieć pierwszą cenę, zwłaszcza że różnice są znaczące – rzędu 20-30 proc. – wyjaśnia Paweł Gąsiorek.

Ekspert radzi też uważać na roczniki. Jego zdaniem np. Bordeaux 2017, które teraz jest w sprzedaży, nie należy do najlepszych, ale pięć lat temu oceniane było trochę w ciemno, a ocena nie jest łatwa, jeśli nie było zawirowań pogodowych.

Wina bordoskie kupują tylko bezpośrednio zarejestrowani negocjanci, których jest około 200. Wszyscy inni kupują je z drugiej ręki.

– Podstawą biznesu jest kupno w pierwszej cenie. Win sklasyfikowanych w 1855 r. jest ograniczona liczba. One są podzielone na różne cru. W większości przypadków im wyżej sklasyfikowane cru, tym cena wyższa, choć jest wiele wyjątków – np. Château Palmer, które jest trzecim cru, osiąga często cenę wyższą niż wina w drugim cru, bo od 1885 r. do teraz winnice ewoluowały w dobrym kierunku i osiągają bardzo dobre ceny – tłumaczy Paweł Gąsiorek.

Są też wina, o których z góry wiadomo, że warto je kupować, np. Château Siran.

– Château Siran to Margaux, ale nie sklasyfikowane. Kilkanaście lat temu amerykański oszust Rudy Kurniawan używał Château Siran do fałszowania win z Château Margaux. One są zbliżone jakością, bo inaczej fałszerstwo by się nie udało. A jak to odkryto, ceny Château Siran wzrosły. Wiadomo, że po latach te wina będą osiągały bardzo wysokie ceny – śmieje się prezes Domu Wina.

Winiarnia jak pole golfowe

Wymiar niematerialny:
Wymiar niematerialny:
Inwestowanie w winnice to sposób lokowania nadwyżek finansowych w dobra, których wartość nie powinna spadać, lecz nie po to, by je sprzedać za jakiś czas. To pewnego rodzaju hobby, rodzaj podniesienia prestiżu – uważa Paweł Gąsiorek.
Paweł Ulatowski

W Polsce nastała moda nie tylko na wina, lecz także na winnice. Paweł Gąsiorek porównuje tę działalność do inwestowania w pola golfowe lub w pałace z dużymi parkami.

– To sposób lokowania nadwyżek finansowych w dobra, których wartość nie powinna spadać, lecz nie po to, by je sprzedać za jakiś czas. To pewnego rodzaju hobby, rodzaj podniesienia prestiżu. Nie wykluczam, że zainwestowanie np. w fabrykę drutu jest lepszą inwestycją, przynajmniej w Polsce – śmieje się prezes Domu Wina.

Na świecie może być inaczej. Po wejściu Hiszpanii do Unii Europejskiej wielu biznesmenów zaczęło inwestować w winnice, co było dla nich pozycjonowaniem się wokół dóbr luksusowych, możliwością pokazania swojego nazwiska w innym świetle.

– Bardzo znany argentyński biznesmen posiadający rafinerie część swojego gigantycznego majątku inwestuje w winnice na całym świecie. Odnajduje w tym trochę satysfakcji i ma poczucie, że robi coś dobrego dla Ziemi. Sam jednak wina nie pije, podobnie jak innych alkoholi. Pytałem więc, dlaczego to robi. Odpowiedział, że jego podstawowy biznes jest bardzo brudny, a przyjemność daje mu inwestowanie w coś, co jest czyste. Wielu ludzi o znaczącej pozycji biznesowej z różnych powodów angażuje się w działalność, która niekoniecznie musi przynosić zyski. To dla nich trochę taki alternatywny świat – podsumowuje Paweł Gąsiorek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane