Polacy nie chcą wracać na Wschód

GRZEGORZ SZENEJKO, właściciel firmy spedycyjnej Go Logis i ekspert ds. wymiany handlowej z krajami WNP, red. MIB
27-12-2017, 22:00

Jak można podsumować 2017 r. w transporcie drogowym na Wschód? Rynek ustabilizował się, podaż zrównała się z popytem, a wzrost przewozów był w miarę stabilny.

Nasz firma odnotowała wzrost o 35-40 proc. Głównie organizowaliśmy transporty drobnicowe i całopojazdowe dla branży chemicznej (w tym materiałów niebezpiecznych ADR), hydraulicznej i rolniczej. Szczególnie duży wzrost zamówień i zapytań ofertowych pojawiło się na kierunku ukraińskim, co wynikało z ograniczonej liczby zezwoleń. Co ciekawe, zdarzały się też niespodziewane wahnięcia, na przykład w lipcu i sierpniu odnotowaliśmy bardzo duży wzrost transportów do Rosji, a we wrześniu znaczny spadek. Mimo ożywienia w relacjach ze Wschodem nie zauważyliśmy powrotu przewoźników na ten rynek, z którego wcześniej się wycofali.

Dlaczego? Chyba dlatego, że ten rynek wciąż jest dla nas bardzo trudny. Po załamaniu polskie firmy transportowe zaczęły szukać nowych kierunków, głównie w południowej Europie — Bułgarii i Turcji. Teraz już nie chcą rezygnować z nowych kontraktów. Dotyczy to zarówno małych, jak i dużych firm. Ci, którzy zostali na Wschodzie, mogli więc podbijać stawki. Poza tym odczuwaliśmy mocną konkurencję białoruskich przewoźników, którzy całkiem nieźle sobie radzą, są od nas tańsi, a przede wszystkim łatwiej im się porozumieć z Rosjanami i Kazachami.

Na Białorusi powstało wiele małych firm transportowych, które posiadają po kilka mniejszych aut.

To zazwyczaj starszy tabor, który nie wjechałby do UE, ale jest akceptowany w Rosji i Kazachstanie. Zresztą te samochody lepiej się sprawdzają na wschodnich drogach. Białorusini otwierają też firmy w Rosji, gdyż tam jest im łatwiej prowadzić działalność gospodarczą i dostają więcej zezwoleń niż w swoim kraju. Dzięki temu Białoruś, chociaż jest małym krajem, zdobyła już spory udział w rynku. Polskim przewoźnikom brakuje aut, a niedostatek kierowców był dużą barierą w rozwoju przewozów nie tylko w UE.

W przyszłym roku należy się spodziewać dalszego rozwoju przewozów drobnicowych i usług z nimi związanych: konsolidacji ładunków i magazynowania. Potrzebne będą specjalistyczne pojazdy, których brakuje, na przykład chłodni, potrzebni są też kierowcy. Ceny usług transportowych będą więc rosły nie tylko w przewozach do Rosji. Jeśli chodzi o rynki wschodnie to trudno prorokować, bo ten kierunek często zaskakuje. Na pewno można się spodziewać dalszego wzrostu przewozów drogowych. Także za sprawą modernizacji kolejnej części linii kolejowej Siedlce — Terespol, bo remonty trakcji zazwyczaj wydłużają czas dostawy pociągami.

Największy problem mogą mieć firmy transportujące drewno i artykuły spożywcze, czyli towary wrażliwe, z wyznaczonym terminem dostaw, za którego przekroczenie trzeba płacić kary umowne. Dla nich najlepszym rozwiązaniem może się okazać właśnie transport drogowy. A ponieważ przewoźników jest za mało, to przewiduję wzrost cen na tych trasach. W przyszłym roku być może będziemy musieli się też liczyć ze wzrostem konkurencji przewoźników litewskich i łotewskich. [MIB]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: GRZEGORZ SZENEJKO, właściciel firmy spedycyjnej Go Logis i ekspert ds. wymiany handlowej z krajami WNP, red. MIB

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Polacy nie chcą wracać na Wschód