Polacy nie doceniają handlowych traktów

Izabela Tadra
16-12-2008, 00:00

Na zachodzie ulice handlowe i ich czynsze nie poddaję się kryzysowi. W Polsce takie trakty są nieliczne i standardem odstają od reszty świata.

Czynsze za sklepy w atrakcyjnych miejscach będą spadać

Na zachodzie ulice handlowe i ich czynsze nie poddaję się kryzysowi. W Polsce takie trakty są nieliczne i standardem odstają od reszty świata.

Nowojorska Piąta Aleja znów została uznana za najdroższą lokalizację handlową świata. Aż 94 proc. z uwzględnianych w rankingach ulic w światowych metropoliach notuje stały wzrost czynszów. Wygląda na to, że kryzys się ich nie ima.

Wśród polskich traktów w ostatnim rankingu opracowanym przez firmę Cushaman and Wakefield na 37. pozycji znalazły się liczone wspólnie warszawskie — Chmielna i Nowy Świat. I tylko one. To wynik co najmniej kontrowersyjny. Bo o ile w kategorii "czynsze" rzeczywiście mogą się ścigać z najlepszymi lokalizacjami Europy, to już ich wygląd, rozwiązania urbanistyczne i komunikacyjne oraz oferta dla potencjalnych najemców odstają od najbardziej prestiżowych lokalizacji tego typu.

Na Zachodzie bez zmian

Wspomniany ranking uwzględnia aż 236 ulic handlowych w 48 krajach. Czynsze na najdroższej Piątej Alei kształtują się poziomie 12,6 tys. EUR za mkw. rocznie. To o 23 proc. więcej niż rok wcześniej. Pozostałe cztery najdroższe ulice świata są w Hongkongu, Paryżu, Mediolanie oraz Dublinie.

— Pod koniec 2008 r. handlowcy zapewne z większym krytycyzmem będą podchodzili do czynszów proponowanych przez właścicieli budynków w takiej lokalizacji. Ale raczej nie zrezygnują z wprowadzania długoterminowych strategii, stawiając na zyski, który powinny im zapewnić cenione lokalizacje handlowe. Czynsze podstawowe mogą obecnie podlegać pewnym wahaniom, jednak w dłuższej perspektywie stwarzają możliwości dalszego rozwoju dla grupy silnie rywalizujących ze sobą globalnych handlowców — komentował wyniki badania Gene Spiegelman, dyrektor wykonawczy działu powierzchni handlowych w Cushman Wakefield w Nowym Jorku.

Potencjał bez pomysłu

Polska ma niewiele odpowiedników Piątej Alei czy Pól Elizejskich. Nie wynika to jednak z niedostatków naszych miast, a raczej z nieumiejętnego zarządzania ich potencjałem.

— Zapotrzebowanie na powierzchnie handlowe przy głównych ulicach największych polskich miast jest ogromne. W Warszawie, Poznaniu, Krakowie czy Gdańsku jest po kilka takich lokalizacji. Większość z nich skupia wokół siebie organizacje społeczne, które dbają o przywrócenie im świetności, jednak warto, aby poparły je wreszcie samorządy lokalne — mówi Piotr Kaszyński, szef działu powierzchni handlowych w Cushman and Wakefield.

Zarządzanie ulicami handlowymi w ręce partnerstwa publiczno-prywatnego oddałby też chętnie urbanista Grzegorz Buczek.

— Zastanawiające jest, dlaczego urzędy miejskie nie tworzą stanowisk pełnomocników, których zadaniem byłoby zarządzaniem najbardziej atrakcyjnymi lokalizacjami. Brak fachowej opieki i promocji jest najsłabszą stroną polskich ulic, które pretendują do miana handlowych. Przez to przegrywają z galeriami handlowymi, które w naszych klimacie są świetnym wyjściem. W galerii jest wszystko — sklepy, punkty usługowe, banki, gastronomia — wymienia Grzegorz Buczek.

Zdaniem urbanisty, jeśli samorządy nie zainteresują się losem traktów handlowych, to nie zrobi tego nikt inny.

— Nie można wymagać, żeby operatorzy Arkadii czy Manufaktury byli orędownikami przywracania świetności starym ulicom handlowym, bo nie leży to w ich interesie. Co innego z właścicielami dawnych domów towarowych. Robią wiele, aby odnawiając swoją własność, jednocześnie zrewitalizować całe otoczenie. I najczęściej — za własne pieniądze — mówi Grzegorz Buczek.

Ani on, ani Piotr Kaszyński nie są za to fanami rozwiązań proponowanych ostatnio przez prezydent stolicy, w wyniku których z placu Wilsona miałyby zniknąć banki, aby ich miejsce mogły zająć małe sklepy.

— Nasz rynek stale się zmienia. Banków wypędzać nie trzeba, bo w wyniku obecnych zawirowań one same odejdą z drogich lokalizacji. Lepszym rozwiązaniem byłoby stworzenie spójnej koncepcji architektonicznej i ożywienie ulic wychodzących z placu — przekonuje Piotr Kaszyński.

Jedno pewne — aby polskie ulice zaczęły tętnić życiem i handlem należy zmienić sposób gospodarowania nimi. Większość najatrakcyjniejszych lokali użytkowych należy do miast. Według specjalistów odejście od formuły przetargów w zamian za stałe i jasne stawki rynkowe zachęciłoby najemców. Zwłaszcza, że czas nie działa na korzyść właścicieli budynków. Czynsze, które w ciągu ostatnich 3 lat rosły w szalonym tempie, w przyszłym roku mogą spaść.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / Polacy nie doceniają handlowych traktów