Polacy ruszyli po obligacje skarbowe

Rafał Mundry Bankier.pl
opublikowano: 14-03-2017, 22:00

Od początku roku Polacy z zapałem kupują obligacje emitowane przez skarb państwa. Ich sprzedaż niemal podwoiła się w porównaniu z poprzednim rokiem

Gdy słyszymy o miliardowym zadłużeniu Polski, część z nas myśli, jak wielkie kwoty musi pożyczyć Ministerstwo Finansów, by sfinansować ogromny deficyt. Owszem, resort finansów kilka razy w miesiącu organizuje miliardowe przetargi dla banków, które kupują obligacje skarbu państwa za setki milionów złotych. To tzw. obligacje hurtowe. By je kupić, bank musi na nie wydać minimum 1 mln zł.

Dla zwykłego Kowalskiego są niedostępne. Ale Ministerstwo Finansów emituje także obligacje detaliczne. Może je kupić każdy i w każdym momencie, także przez internet. I nie trzeba mieć milionów na koncie. Wystarczy 100 zł. Ministerstwo Finansów podało właśnie, jak Polacy kupowali obligacje detaliczne w lutym 2017 r. Widać, że mamy na nie coraz większy apetyt.

Już nie tylko dwulatki

W lutym inwestorzy indywidualni kupili obligacje skarbowe za 428 mln zł. Ministerstwo Finansów oferuje cztery podstawowe rodzaje obligacji detalicznych. Największą popularnością cieszyły się te z najkrótszą datą wykupu. Na 2-letnie obligacje (DOS) Polacy wydali 188,8 mln zł. Jednak ich udział w wartości sprzedaż z miesiąca na miesiąc spada. W zeszłym roku było to około 75 proc., ale w tym roku Polacy zaczęli wybierać także obligacje z dłuższym terminem wykupu.

W 2017 r. postawili na 4-letnie obligacje (COI). W lutym resort finansów sprzedał obligacji z czteroletnim terminem wykupu (wraz z transakcjami zamiany) za 167 mln zł. Mniejszym zainteresowaniem cieszyły się obligacje 3-letnie (TOZ). Polacy w lutym wydali na nie 33,2 mln zł. Natomiast papiery o najdłuższym terminie wykupu przez resort finansów, równym 10 lat (EDO) cieszyły się podobnym popytem, jak w poprzednich miesiącach. Resort z ich sprzedaży zdobył 38 mln zł.

Moda na obligacje

Z danych ministerstwa wynika, że za obligacjami skarbowymi rozgląda się coraz więcej nowych osób chcących ulokować swój kapitał. Świadczą o tym dane sprzedaży pierwotnej. To sprzedaż obligacji detalicznych osobom, które wcześniej nie miały jeszcze w swoim portfelu danych obligacji. Od początku roku resort sprzedał obligacje osobom, które nabyły je pierwszy raz, za 773 mln zł. Tym samym zwiększył o 78 proc. sprzedaż w porównaniu z rokiem poprzednim. Przez pierwsze dwa miesiące zeszłego roku sprzedaż obligacji niewynikająca z transakcji zamiany wyniosła 434 mln zł.

Skarb państwa oferuje inwestorom indywidualnym w dniu wykupu ich obligacji tzw. sprzedaż zamiany. Czyli zamianę obligacji, którą Ministerstwo Finansów powinno wykupić, na taką samą, na kolejny okres. Zazwyczaj resort oferuje wtedy na taką obligację dyskonto, czyli upust. Wielu inwestorów decyduje się na taki krok. Oznacza to de facto wydłużenie dla państwa okresu, w którym powinien spłacić swój dług. A osoby oszczędzające cieszą się, że nabyły właśnie obligacje na kolejny okres po niższej cenie, niż są one normalnie oferowane w sprzedaży.

I kij, i marchewka

Za zwiększonym popytem na obligacje skarbu państwa stoją dwa główne czynniki. Pierwszy jest bardzo pozytywny. Ministerstwo Finansów po raz pierwszy od pięciu lat zaczęło podnosić, a nie obniżać oprocentowanie swoich obligacji. Na 2-latkach jeszcze na początku 2012 r. odsetki wynosiły 4,75 proc. Od tego czasu na obligacjach można było zarobić tylko coraz mniej. Przez ostatnie dwa lata skarb państwa ustalił ich oprocentowanie tylko na 2 proc. Od tego roku jednak coś drgnęło.

Resort podniósł oprocentowanie do poziomu 2,1 proc. To niewiele, ale przy bardzo niskich odsetkach z lokat w bankach obligacje stały się formą inwestycji bardziej opłacalną niż trzymanie ich w banku. W grudniu zeszłego roku zostało podniesione oprocentowanie obligacji 3-letnich (z 2,1 na 2,2 proc.), 4-letnich (2,3 na 2,4 proc.) oraz 10-letnich (z 2,5 na 2,7 proc.). Jednak nie tylko wyższe oprocentowanie mogło dać impuls inwestorom do poszukania alternatywnego sposobu oszczędzania.

Od grudnia zniknął w Polsce dwuletni okres deflacji. Ceny przestały spadać. Od ostatniego miesiąca zeszłego roku ceny zaczęły rosnąć i o deflacji możemy już zapomnieć. Inflacja wyraźnie przyspieszyła jeszcze w styczniu, kiedy wyniosła 1,8 proc. Oznacza to, że siła nabywcza naszych pieniędzy, które trzymamy na nieoprocentowanych kontach albo w domu pod materacem, zaczęła spadać.

Realnie zaczynamy tracić na naszych oszczędnościach, jeśli nie trzymamy ich na oprocentowanej alternatywie. To mogło dać impuls wielu Polakom, by pomyśleli o lokowaniu swoich oszczędności właśnie w oprocentowane obligacje skarbu państwa. Wczorajsza projekcja inflacji Narodowego Banku Polski tylko potwierdza, że inflacja w okolicy 2 proc. utrzyma się z nami na dłużej.

Blamaż obligacji 500+

Od października Ministerstwo Finansów oferuje specjalne rodzinne obligacje skarbowe. Specjalne, bo przeznaczone wyłącznie dla osób otrzymujących świadczenie z programu Rodzina 500+. Są ich dwa rodzaje: 6-letnie (ROS) oraz 12-letnie (ROD). Obligacje te są bardzo atrakcyjne. Ich oprocentowanie wynosi więcej niż oprocentowanie pozostałych lokat.

Mimo to cieszą się bardzo słabym zainteresowaniem — z miesiąca na miesiąc coraz niższym. W lutym Polacy wydali na nie jedynie 930 tys. zł. Od października, czyli od początku istnienia obligacji rodzinnych, inwestorzy wydali na nie 5,1 mln zł. To wciąż mniej, niż wydano na reklamy i promocję nowych skarbowych papierów wartościowych, które wyniosły łącznie 5,4 mln zł.

Sam koszt stworzenia spotu telewizyjnego promującego obligacje rodzinne wyniósł 284,5 tys. zł. Za bardzo słabymi wynikami obligacji 500+ może stać ich długi termin wykupu. Pomimo atrakcyjnego inwestowania skarb państwa każe czekać nawet aż 12 lat na wykup zainwestowanego kapitału. To w dużym stopniu może zniechęcać wielu zainteresowanych do ich kupna. Drugą kwestią może być bardzo ograniczona grupa osób, która może je nabyć. W programie Rodzina 500+ uczestniczy 2,5 mln rodzin. I tylko one mogę kupować te specjalnej obligacje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Mundry Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu