Polacy, wracajcie do kraju

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 17-01-2007, 04:30

Zarobki rzeźników i wędliniarzy rosną jak szalone. Fachowców tych zostało w kraju tak mało, że firmy chcą ich ściągać nawet z Niemiec.

Sokołów łowi pracowników za Odrą atrakcyjną ofertą. Nie tylko on.

Zarobki rzeźników i wędliniarzy rosną jak szalone. Fachowców tych zostało w kraju tak mało, że firmy chcą ich ściągać nawet z Niemiec.

Okazuje się, że nie tylko branża budowlana cierpi z powodu braku fachowców, którzy wyjechali pracować na Zachodzie za większe pieniądze. Dokładnie taki sam problem i tak samo dotkliwie dotknął branżę mięsną. Chodzi o kilkadziesiąt tysięcy wykwalifikowanych rzeźników, wykrawaczy i wędliniarzy, z których większość trafiła do Niemiec. Zanosi się jednak na to, że ich exodus wkrótce się skończy, a część z nich wróci do kraju. Zamierzają się o nich upomnieć polskie firmy. Z bardzo ciekawą ofertą.

Polskie eldorado

O wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych obecnie w Niemczech zdecydował się powalczyć Sokołów, druga co do wielkości firma mięsna w Polsce.

— W związku z dynamicznym rozwojem stale zwiększamy zatrudnienie. Mamy jednak coraz większe problemy ze znalezieniem wykwalifikowanych pracowników, których tysiące wyjechały do pracy na Zachodzie. W takiej sytuacji zamierzamy ich poszukać właśnie tam — mówi Bogusław Miszczuk, prezes Sokołowa.

Firma przeprowadziła już wśród polskich pracowników zatrudnionych w Niemczech badanie, które wskazuje, że byliby skłonni wrócić do Polski, gdyby za taką samą pracę wykonywaną w kraju otrzymali 85 proc. tamtejszej płacy. W Niemczech zarabiają średnio 1200 EUR na miesiąc.

— Z naszych kalkulacji wynika, że dla obydwu stron byłoby to korzystne. Szacuje się, że w samych tylko Niemczech w branży mięsnej pracuje około 30 tys. Polaków. Jest tam więc znaczna grupa wykwalifikowanych pracowników. W marcu zamierzamy rozpocząć pilotażowy program rekrutacyjny, skierowany na wspomnianych zasadach do tych właśnie osób — mówi Bogusław Miszczuk.

Łowy na pracowników

Podobne problemy kadrowe ma wiele innych firm mięsnych, w tym lider rynku mięsnego — Animex.

— Mamy problem ze znalezieniem pracowników szczególnie do pracy na stanowiskach produkcyjnych w działach mięsnych w Szczecinie, Opolu i Starachowicach. Pozostałe zakłady też mają trudności z pozyskaniem pracowników. Łącznie chodzi o ponad 500 osób — mówi Andrzej Pawelczak, reprezentujący grupę Animex.

Grupa stara się radzić sobie z problemem na różne sposoby, m.in. przez bliską współpracę z lokalnymi władzami, urzędami pracy i uczelniami, a nawet ogłoszenia w środkach komunikacji publicznej oraz podczas mszy. Firma przyjmuje pracowników nawet bez kwalifikacji i oferuje im pełne przeszkolenie. Animex przyznaje przy tym, że rotacja pracowników jest bardzo duża.

Duda śpi spokojnie

Stanisław Zięba, ekspert ds. rynku mięsa, przewodniczący Rady Gospodarki Żywnościowej, twierdzi, że do trwałego rozwiązania problemu potrzebny jest rozwój popularnych niegdyś zawodowych szkół rzemiosła wędliniarsko-rzeźniczego, a także otwarcie naszego rynku pracy dla pracowników zza wschodniej granicy, w tym także z Azji.

Co ciekawe, na brak wykwalifikowanych pracowników nie narzeka giełdowy PKM Duda. Roman Miler, wiceprezes spółki, twierdzi, że zatrzymują ich dobre zarobki (nawet do 2,5 – 3 tys. zł netto), a także wysyłanie ich na krótkie kontrakty do Niemiec za pośrednictwem spółki Euro-Duda. Już niedługo jednak może to nie być konieczne.

— Za 3-4 lata polskie stawki powinny zrównać się ze średnimi stawkami unijnymi — ocenia Roman Miler.

Eksperci oceniają, że wiele mniejszych firm mięsnych nie będzie stać na takie podwyżki, w związku z czym może im być trudno utrzymać się na rynku. Nie brak też obaw, że z tego powodu zwiększy się produkcja w szarej strefie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane