Polak głupi po opcjach

Dariusz Gątarek
11-06-2010, 00:00

Przedsiębiorcy rezygnują z zabezpieczania ryzyka kursowego, co znowu może wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo polskiego sektora wytwórczego — pisze Dariusz Gątarek, doradca prezesa NBP

Zagadnienie toksycznych opcji walutowych zyskało społeczny rozgłos pod koniec roku 2008. Obecnie z mediów zniknęło. Toksyczne opcje walutowe to struktury opcyjne (a nie pojedyncze opcje) o dwustronnym ryzyku, pozbawione jakiegokolwiek związku z ekspozycją instytucji niefinansowej (klienta) na ryzyko.

Definicja sugeruje, że problem toksycznych opcji walutowych istnieć nie powinien, bo racjonalny klient nie wchodzi w transakcje, które dla niego sensu nie mają. Tym większe zdumienie budzi to, że straty przedsiębiorstw na transakcjach opcyjnych były szacowane na różne kwoty, ale zawsze stanowiące sporą wielokrotność miliarda złotych. Najbardziej pesymistyczne szacunki mówią o niebotycznej kwocie 50 miliardów złotych, najbardziej optymistyczne o 9 miliardach. W ciągu ostatnich dziesięciu lat nie było wiele większych zagrożeń dla polskiego systemu finansowego. Szczególnie perfidną pułapką jest struktura zerokosztowa, dająca klientowi pozór otrzymania usługi za darmo, a bankowi możliwość ukrycia wysokiej marży w skomplikowanej funkcji wypłaty.

Zasadniczy błąd klientów polegał na łączeniu zabezpieczenia ze spekulacją. Wynika to z powszechnego niezrozumienia ryzyka. Pierwszą zasadą sztuki powinno być rozdzielenie obu funkcji. Drugim błędem było poszukiwanie okazji przez klienta, który nie zdawał sobie sprawy, że na płynnym rynku panuje prawo jednej ceny. Towary i usługi mają swoją rynkową cenę i niemożliwe jest otrzymanie usługi pełnowartościowej za cenę znacząco obniżoną. Afera opcyjna była specjalnością "emerging markets" i na rynkach rozwiniętych nic podobnego się nie zdarzyło. Kolejnym błędem było niedocenianie przez bank budowania długotrwałych relacji z klientem i poszukiwanie szybkiego zysku.

Jeśli jednak w zagadnienie toksycznych opcji zagłębimy się bardziej, ze zdumieniem odkryjemy, że nasza wiedza na ten temat ciągle jest wyrywkowa i niesystematyczna. Ciągle nie powstał oficjalny raport o toksycznych opcjach walutowych i nie znamy odpowiedzi na najbardziej elementarne pytania i poruszamy się w obszarze przypuszczeń.

Obecnie temat został uznany za zamknięty, większość transakcji opcyjnych wygasła — te, które pozostały, nie będą miały istotnego wpływu na gospodarkę jako całość, jakkolwiek niektóre typy opcji egzotycznych, np. typu TARN, mogą wygasać jeszcze w przyszłości, powodując ciągle znaczące straty dla klientów i banków.

Straty przedsiębiorstw i banków z tytułu toksycznych opcji walutowych stanowią znaczącą frakcję dochodu narodowego. Straty te w poważnym stopniu zaszkodziły polskiej przedsiębiorczości, a także systemowi bankowemu. Doszło do bankructw i postępowań układowych z powodu opcji. Wynik finansowy wielu banków obniżył się o znaczące kwoty. Dotychczasowe reakcje rządu, parlamentu i nadzoru finansowego, zgodnie z naszą najlepszą wiedzą, nie były współmierne. Problem wręcz został zlekceważony. Obecnie wydaje się, że ośrodki opiniotwórcze uznały problem największego kryzysu finansowego ostatnich lat za zamknięty, czy nawet wręcz niebyły. Uważam takie podejście za niewłaściwe i sugeruję podjęcie debaty na temat opcji. Podsumowaniem debaty powinien być oficjalny raport.

Powinniśmy wypracować standard postępowania banków wobec klientów słabo orientujących się w zagadnieniach zmian kursów walutowych i stóp procentowych, zarządzania ryzykiem i instrumentów pochodnych i wprowadzić go do prawa bankowego. Standardy etyczne sprzedawców powinny zostać podwyższone.

Powinniśmy wypracować standard postępowania banków wobec klientów spekulujących na zmianach wielkości rynkowych, takich jak kursy walut i stopy procentowe. Celem powinno być maksymalne oddzielenie zabezpieczania przed ryzykiem od spekulacji.

Powinniśmy wypracować metodę ustalania godziwej marży dla banków, jednocześnie przejrzystej dla klientów, która nie rodziłaby podejrzeń prób ukrycia rzeczywistych kosztów klienta. Dobrym rozwiązaniem byłoby stworzenie centralnej izby rozliczeniowej instrumentów pochodnych — rozwiązanie takie jest obecnie wprowadzane w Hiszpanii. Rozsądny byłby też wymóg obowiązkowej wyceny obu "nóg" instrumentów pochodnych w transakcjach z instytucjami niefinansowymi w celu uzmysłowienia klientom, że nic nie jest za darmo i koszt "strategii zerokosztowej" naprawdę może być spory. Powinniśmy ustalić, jaka była rola banków londyńskich oraz spółek matek polskich banków. Przede wszystkim należy ustalić, czy cała operacja nie miała charakteru agresji ekonomicznej wobec Polski. Jeżeli tak było — należy wyciągnąć wnioski.

Wielki nacisk powinien zostać położony na edukację w zakresie zarządzania ryzykiem i instrumentów pochodnych. Niedopuszczalna jest sytuacja, gdy dyrektor finansowy dużej firmy tłumaczy się niezrozumieniem podpisanego przez niego kontraktu. Powinniśmy przeanalizować wpływ kryzysu opcyjnego na zmianę sposobu zarządzania ryzykiem w bankach i przedsiębiorstwach i wielkość obrotu instrumentami pochodnymi. Posiadanie infrastruktury i kadr do zarządzania pozycją kredytową instrumentów pochodnych powinno być nieprzekraczalnym warunkiem ich oferowania przez bank. Ostatnie doświadczenia wskazują, że przedsiębiorcy rezygnują z zabezpieczania ryzyka kursowego, co znowu może wpłynąć negatywnie na bezpieczeństwo polskiego sektora wytwórczego.

Tytuł pochodzi od redakcji. W artykule zawarte są poglądy autora, a nie zatrudniającej go instytucji.

Opcje — 10 pytań, które pozostały bez odpowiedzi

1Jaka naprawdę była skala zjawiska?

2Czy postępowanie banków było zgodne z prawem bankowym, ze szczególnym uwzględnieniem obowiązku troski banku o dobro klienta?

3Ile jest znanych przypadków podejrzenia popełnienia przestępstwa przez sprzedawców bankowych przy sprzedaży opcji?

4Jeżeli przyjmiemy za prawdziwe powszechne tłumaczenie "klient spekulował" — czy nie jest obowiązkiem banku wyjaśnić klientowi wszelkie zagrożenia związane ze spekulacją? Czy obowiązek ten został dopełniony przez banki?

5Inżynieria finansowa najczęściej stosowana była po stronie "call", czyli dotyczyła należności potencjalnie płaconych przez klienta. Czy nie należy uznać jej za ukrywanie marży i zastosować ustawę antylichwiarską?

6Czy skomasowana akcja marketingowa wielu banków w tym samym okresie nie była zmową kartelową?

7Jaka była rola banków londyńskich oraz spółek matek polskich banków? Czy cała operacja nie miała charakteru drenażu kapitału z Polski? Czy przeprowadzono w tej sprawie śledztwo?

8Jaki był związek spadku wartości złotego z opcjami? Czy czarne scenariusze (i niesprawdzone, jak się później okazywało) odnośnie do polskiej gospodarki autorstwa londyńskich banków miały związek z tym, że były one prawdziwymi wystawcami opcji?

9Czy takie wahania kursów złotego, by lokalne minimum wypadało w dniu reali-

zacji większej liczby opcji, były

manipulowane i przez kogo?

10W jaki sposób polskie banki zarządzały ryzykiem kredytowym i walutowym transakcji opcyjnych? Czy miały właściwe narzędzia informatyczne i procedury postępowania?

Cechy charakterystyczne toksycznych opcji walutowych

Instrumenty najczęściej na parę walut EUR/PLN

Najczęściej o "zerokosztowej" strukturze, czyli dającej klientowi pozory korzyści bez ponoszenia nakładów

Ich wypłaty nie są symetryczne — potencjalna korzyść klienta jest wielokrotnie niższa niż jego potencjalna strata

Często mają zaszyte "opcje w opcjach" — uaktywnienie należności od niespodziewającego się tego klienta przy spełnieniu pewnych warunków rynkowych (najczęściej przekroczenia pewnego kursu waluty)

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Gątarek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Polak głupi po opcjach