Politycy muszą zacząć wreszcie działać

Steen Jakobsen
opublikowano: 16-08-2011, 00:00

Obecna sytuacja na rynkach jest uderzająco podobna do tej z 2008 r. Rynkowi eksperci to jednak ignorują. Wiara w rządy i banki centralne gaśnie z dnia na dzień. Niechęć do ostatecznego rozprawienia się z problemem nadmiernego zadłużenia skutkuje coraz wyższymi kosztami finansowania.

Na ostatniej wczorajszej konferencji prasowej Europejskiego Banku Centralnego (ECB) prezes Jean-Claude Trichet nie był w szczytowej formie. Byłem porażony tym, jak konsekwentnie ignorował fakty. Niedawno ECB podniósł stopy procentowe, teraz zalewa rynek pieniądzem. Czy to ma sens? Bynajmniej. I w tym przypadku podobieństwa z zakończoną niepowodzeniem podwyżką stóp w EBC z 2008 r. są oczywiste. Jean-Claude Trichet nie przekonał też Bundesbanku do głosowania za interwencją na rynku wtórnym. Ta odmowa naczelnego unijnego płatnika z pewnością powinna nas zmartwić.

Rynek zaczyna obecnie coraz bardziej stawiać na to, że kraje z południowych peryferii Europy nie będą w stanie spłacać swoich długów, niż na to, że kraje północne faktycznie wyratują je z opresji. W rzeczywistości należałoby obecnie przekonać inwestorów, że jest dokładnie odwrotnie, a gdy nadejdzie dzień próby, szczególnie Niemcy będą gotowi pomóc pogrążonym w problemach peryferiom i zostać gwarantami długu Unii Europejskiej.

Jest to, oczywiście, poważna przeszkoda polityczna do pokonania. Nadszedł jednak czas, by Niemcy przeszli od konstruktywnej krytyki do konstruktywnego działania. Ostatnio prawdopodobieństwo takiego rozwoju zdarzeń wzrosło, ponieważ decydenci zawsze bardzo żywo reagują na wysoką zmienność i gwałtowne spadki na rynku akcji.

Jedynym sposobem na powstrzymanie tego krwawienia jest zapewnienie Europejskiemu Instrumentowi Stabilności Finansowej (EFSF) mandatu w zakresie swobodnego dysponowania całością dostępnych środków, które należałoby uzupełnić do kwoty co najmniej jednego biliona euro. Konieczne jest również przejęcie przez Niemcy przewodnictwa w tym procesie. EFSF stanie się wówczas europejską wersją amerykańskiego Programu Ratowania Zagrożonych Aktywów (TARP).

Interwencje podjęte w ubiegłym tygodniu przez Bank Japonii i Narodowy Bank Szwajcarski to czytelne sygnały świadczące o tym, że twórcy polityki pieniężnej nie zamierzają już dłużej bezczynnie czekać. Kiedy w maju przyjmowałem perspektywę negatywną, miałem dwa cele: 1200/1210 punktów na indeksie SP i spadek o 10-15 proc. w stosunku do maksimum, jako alarmy informujące o powrocie łagodnej polityki monetarnej. Obecnie osiągnęliśmy już obydwa i w związku z tym zmieniam perspektywę rynkową na neutralną. Trzeba powiedzieć, że wszelkie zwyżki w stosunku do obecnych poziomów odbywać się będą w kontekście rynku niedźwiedzia, na którym inwestorzy nie dowierzają usiłującym rozpędzić rynek rządom i bankom centralnym. Dobra wiadomość wiąże się z tym, że kondycja przedsiębiorstw jest obecnie znacznie lepsza niż w 2008 r. Ich poziom zadłużenia zmalał po trzech latach taniego finansowania.

Wysoko oceniam tymczasem szanse na dalsze skoordynowane interwencje na rynkach walutowych — zarówno w przypadku franka szwajcarskiego, jak i w przypadku jena. Banki centralne wyraźnie ulegają presji i zamierzają reagować na odnotowaną ostatnio "nadmierną zmienność". Możliwe nawet, że możemy szykować się na jakąś ograniczoną wersję globalnego porozumienia, jednak skuteczność takiego rozwiązania wymagałaby uczestnictwa możliwie jak największej liczby graczy (w tym Chin).

Inwestorzy wołają: "Sprawdzamy!", demaskując blef starających się kupować czas polityków. Nadszedł czas, by decydenci stawili czoła problemom z nadmiernym zadłużeniem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Steen Jakobsen

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu