Politycy nie szkodzą, ale nie pomagają

Janusz Lewandowski
11-01-2008, 00:00

Z dalszej perspektywy styczeń 2008 r. w Polsce przypomina nieco początek 2007 r. Wiem, że nie powinno się snuć analogii, które źle wróżą. Odnotowuję jednak podobieństwo, które nie wydaje się złowrogie. Wtedy i teraz: gospodarka sobie, a polityka sobie. Hasło „gospodarka, głupcze!” nie przyjęło się w naszych kręgach rządowych.

Zupełnie inne sprawy zaprzątają uwagę mediów i opinii publicznej. Pomijając widowiska sportowe i tańce z gwiazdami, uwagę IV RP skupiała lustracja, polowanie na oligarchów i kłótnie z sąsiadami. Po wyborach przebiła się służba zdrowia, ale zapłodnienie in vitro i spory rządu z prezydentem też nie schodzą z afisza. W cieniu tego wszystkiego bije puls gospodarki, na którą nie starcza czasu. Co prawda, przypomniały o sobie górnicze związki zawodowe, analitycy nieufnie śledzą wskaźniki makro, ale gospodarka radzi sobie bez pomocy rządowej.

Przed wyborami, kiedy władza była samoistnym źródłem niepewności i podejrzliwości, ów brak zainteresowania cieszył, bo minimalizował ryzyko. Teraz oczekiwania są większe i spychanie gospodarki na dalszy plan może rodzić rozczarowanie. Tym bardziej że koniunktura światowa gaśnie, a Polska dołuje w rankingach atrakcyjności inwestycyjnej i klimatu biznesowego. Stąd nadzieja pokładana w antybiurokratycznej misji Palikota i pakiecie Szejnfelda. Generalnie jednak, obniżony pułap oczekiwań gospodarki wobec rządu jest zdrowym objawem.

To niezamierzony efekt IV RP

— pewnie dlatego zaistniał,

że nie był zamierzony.

Janusz Lewandowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Politycy nie szkodzą, ale nie pomagają