Polowanie na pieniądze najbogatszych

Adam Sofuł
opublikowano: 26-06-2007, 00:00

Spór o płace pielęgniarek i lekarzy powoli przekracza kolejne granice absurdu. Dla pielęgniarek zarobki stały się nagle sprawą drugoplanową — ważniejsze okazuje się, gdzie dojdzie do spotkania z premierem. Szef rządu także przywiązuje do miejsca spotkania nadzwyczajną wagę i chociaż z pielęgniarkami na wybranym przez nie gruncie rozmawiać nie zamierza, to już szuka pieniędzy na podwyżki. Oczywiście w kieszeniach najbogatszych. Jak? Tego nikt nie wie. Nawet premier.

Szef rządu przebąkuje o tym, że najbogatsi nie płacą podatków i trzeba to zmienić. Wśród najbogatszych można zapewne znaleźć takich, którzy podatki płacą za granicą. Ale udowodnienie, że robią to niezgodnie z prawem, to już zupełnie inna sprawa. Jeżeli zaś nie popełniają przestępstwa, to premier nie ma powodu, by ich ganić. Jeżeli jednak bogacze są oszustami podatkowymi, to co robią służby skarbowe hojnie wyposażone w pontony i noktowizory. Pal sześć, co robiły przez ostatnie kilkanaście lat, bo używając poetyki premiera, wiadomo, jaka była III Rzeczpospolita. Ale przez ostatnie półtora roku żadnego krezusa nie przyłapano na oszustwach podatkowych.

Można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że poszukiwania pieniędzy na podwyżki u najbogatszych zakończą się fiaskiem. Nawet gdyby przykładnie opodatkować całą listę najbogatszych „Wprost” (pomijając to, że znaczna część z niej już jest przykładnie opodatkowana), to i tak nie wystarczyłoby na znaczące podwyżki. Podobnie jak kiedyś ujawnianie worów ziemniaków chomikowanych przez kułaków nie wpływało w znaczącym stopniu na poprawę sytuacji ekonomicznej polskiej wsi. Pojawiają się jednak inne pomysły — ot, chociażby funkcjonujący z powodzeniem w wielu krajach podatek katastralny. Ale premier za chwilę mówi, że jesteśmy zbyt ubodzy na ten podatek (tak jakby trzeba było od razu ustalać stawki tego podatku na zaporowym poziomie) i kataster — podobnie jak za wielu poprzednich rządów —pozostaje brzydkim słowem na „k”.

Pośród tych wszystkich spekulacji i niedomówień można było jednak z wypowiedzi premiera Kaczyńskiego wyłowić jeden konkret. Po spotkaniu z Solidarnością stwierdził zdecydowanie, że prywatyzacji szpitali nie będzie. Też trudno się temu dziwić — prywatny szpital mógłby nie narobić długów, tylko na siebie zarobić. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że właściciele takiego szpitala mogliby na nim zarobić. Ba, mogą stać się bogaczami. A wtedy nie wiadomo, jak to by było z płaceniem podatków, bo jak wiadomo, bogaci nie płacą.

Wszystko zostaje po sta- remu. Pielęgniarki siedzą w namiotach, premier niezmiennie czeka na nie w Centrum Dialogu, służba zdrowia pozostaje państwowa, a rząd szuka dowodów na inspirację strajku pielęgniarek przez milionerów. I tylko milionerzy mogą się poczuć troszkę mniej pewnie. Ale spokojnie, jak już przyjdzie do tych podwyżek, to jako źródło ich finanso- wania w ustawie budżetowej zostaną zapisane — wzrost wpływów z podatków pośrednich i likwidacja szarej strefy. Jak co roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu